Nowy Peugeot 408, Citroën Elo, Opel Astra, Fiat Tris… Jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak Stellantis zaprezentował się w Brukseli. Nie było to ani skromne ani niczego nie ukrywano. Firma przyjechała się pokazać na całego i to w sposób, którego w tym koncernie nie widzieliśmy od wielu lat. Bez kompleksów, bez defensywnej narracji, bez nieustannego „musimy, bo Unia”. Zamiast tego – ofensywa. Modelowa, wizerunkowa i komunikacyjna. Obserwuję ich od lat i tutaj widać wyraźną zmianę! Aż się chce powiedzieć brawo Wy.
62 samochody na ogromnym stoisku, pełna paleta marek i wyraźny sygnał: to nie jest firma w kryzysie tożsamości, tylko koncern, który odzyskuje głos. Bruksela stała się pierwszym od dawna miejscem, gdzie Stellantis przestał mówić jednym, ujednoliconym językiem korporacyjnym, a zaczął mówić językami swoich marek. I to jest chyba najważniejszy punkt tej historii.

W końcu było też widać jasno, że Peugeot idzie w swoją stronę, Citroën w swoją, Fiat w swoją, a Opel i DS też miały ciekawe rzeczy na stoiskach. Elektryki, hybrydy, klasyczne napędy – wszystko obok siebie, bez ideologii, bez nachalnego „jedynie słusznego” kierunku. Jakby ktoś wreszcie powiedział: klienci są różni i my to akceptujemy. To chyba pierwszy tak wyraźny pokaz siły Stellantisa od momentu powstania koncernu. Wcześniej dominowało raczej wrażenie porządkowania chaosu, gaszenia pożarów, cięcia kosztów i unikania błędów. W Brukseli zobaczyliśmy coś innego: pewność siebie. I co ważne – podaną w atrakcyjnej, emocjonalnej formie.

Komunikacyjnie to również była zmiana tonu. Zamiast technokratycznych prezentacji – narracja o wyborze, elastyczności i realnym świecie. Zamiast tłumaczenia się z elektryfikacji – pokazanie, że elektryfikacja to tylko jedno z narzędzi, a nie religia. Stellantis przestał mówić „musicie”, a zaczął mówić „możecie”. W końcu! Jakby czytali Francuskie.pl. I chyba nieprzypadkowo właśnie teraz. Europejski rynek jest zmęczony drogimi obietnicami, regulacyjną presją i samochodami, które coraz częściej są projektowane pod tabelki, a nie pod ludzi. W tym kontekście Bruksela stała się dla Stellantis czymś więcej niż salonem – była właśnie pokazem a może raczej manifestem.

Czy to oznacza, że wszystkie problemy zniknęły? Oczywiście, że nie. Dalej mamy opinię o silnikach PureTech 1.2, dalej są efekty oszczędnościowej polityki Carlosa Tavaresa i problemy z jakością. To oczywiste. Pozostaje też presja kosztowa, konkurencja z Chin, regulacje CO₂ – to wszystko wciąż tam jest. Jest też problem z nowymi modelami – Fiat Tris to w mojej ocenie porażka europejskiej motoryzacji a nie sukces, równamy w dół. Ale moim zdaniem pierwszy raz od dawna Stellantis nie wyglądał jak koncern reagujący na rzeczywistość, tylko jak taki, który próbuje ją współtworzyć.

Jeśli ktoś miał wątpliwości, czy ten motoryzacyjny gigant potrafi jeszcze zaskakiwać, Bruksela dała jasną odpowiedź. Tak. I to bardzo głośno.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zobacz nasze artykuły o salonie w Brukseli:
- Maserati na targach w Brukseli. 100 lat Trójzębu
- Tłumy na targach w Brukseli. Eurowizja motoryzacji
- Genewa zyskała godnego następcę. To Bruksela
- Nowy Citroen ELO z bliska. Widziałam koncept, który zmienia świat
- Fiat zaprezentował nowy model Tris 2026 w Brukseli
- Nowy Opel Astra pokazany na żywo






