Stellantis wchodzi w nową fazę. Antonio Filosa, szef koncernu, wprost przyznał, że firma musiała zmienić liczne założenia dotyczące przyszłości a szereg decyzji podjętych w poprzednich latach okazał się błędnych.
Według Filosy Stellantis zbyt optymistycznie zakładał, że samochody elektryczne szybko osiągną masową popularność, szczególnie za oceanem. Koncern liczył na 50-procentowy udział elektryków w rynku USA do 2030 roku, podczas gdy rzeczywisty wynik w listopadzie 2025 roku nie przekroczył sześciu procent.
Nowy szef Stellantisa przyznał, że podobne rozczarowanie przyniosła Europa, gdzie tempo elektryfikacji jest znacznie wolniejsze niż oczekiwano.
Filosa przekonuje, że to właśnie kontakt z użytkownikami uświadomił koncernowi, jak daleko część projektów, cen i strategii odbiegała od potrzeb rynku. Jego zdaniem Stellantis w ostatnich miesiącach wprowadził wiele korekt, które pozwoliły już zauważyć pierwsze pozytywne efekty, choć na pełny zwrot potrzebny będzie czas i przede wszystkim jasna, dobrze dopasowana oferta modelowa.
W ocenie szefa Stellantisa Europa staje dziś przed równaniem, które musi pogodzić trzy elementy: rzeczywistą redukcję emisji, ochronę miejsc pracy oraz utrzymanie przystępnych cen samochodów. Jak podkreśla, tylko równowaga między nimi może zapewnić trwały rozwój sektora. Filosa przypomniał także o propozycjach przygotowanych przez branżę w ramach ACEA. Podkreślił znaczenie bardziej zróżnicowanego podejścia do regulacji w zależności od typu pojazdów, a także konieczność otwarcia unijnych norm na różne technologie napędu zamiast narzucania jednego, wyłącznego kierunku. W jego opinii Europa powinna również mocniej wspierać popyt poprzez zachęty dla segmentu małych, lekkich samochodów oraz poprzez programy wymiany najbardziej przestarzałych aut jeżdżących po drogach.
Szef koncernu przyznał też, że brak jasnych wytycznych z Brukseli utrudnia planowanie działań na najbliższe lata, a producenci nie mogą dalej funkcjonować w warunkach ciągłej zmienności regulacyjnej.






