Antonio Filosa, szef Stellantis, otrzymał za 2025 rok około 6,37 mln dolarów z dodatkami włącznie. Jednocześnie tysiące pracowników koncernu w USA nie dostaną premii rocznej, która w poprzednich latach była standardem. Sprawa wywołała duże emocje a powód jest prosty: koncern zakończył 2025 rok ogromną stratą finansową, dlatego pracownicy fabryk nie otrzymają premii uzależnionej od wyników firmy.
Antonio Filosa otrzymuje normalną pensję jako szef całego koncernu. Jego pakiet wynagrodzenia za 2025 rok wyniósł około 6,37 mln dolarów i obejmował około 1,65 mln dolarów podstawowej pensji, dodatki i benefity, m.in. samochody, transport czy ubezpieczenia oraz długoterminowe programy motywacyjne związane z zarządzaniem firmą.
Osobną kwestią są premie dla pracowników fabryk w USA. W Stellantis od lat funkcjonuje system wypłat uzależnionych od wyników finansowych. Jeśli firma osiąga odpowiedni poziom zysków i przepływów finansowych, pracownicy dostają dodatkowe pieniądze. Za 2025 rok takich wypłat jednak nie będzie. Powód? Stellantis zanotował ogromną stratę netto wynoszącą około 26,3 mld dolarów. Firma tłumaczy to trudną sytuacją w Ameryce Północnej, kosztami restrukturyzacji i zmianami strategii.
To właśnie brak premii dla pracowników wywołał ostrą reakcję związku UAW. Związkowcy podkreślają, że konkurenci również mieli trudny rok, ale mimo to zdecydowali się wypłacić dodatkowe pieniądze. Ford ma wypłacić pracownikom około 6.780 dolarów premii, a General Motors do 10.500 dolarów.
Dyskusja wokół wynagrodzeń menedżerów i premii dla szefów koncernów wraca, bo pracownicy słusznie pytają: skoro były straty to skąd te milionowe wypłaty.






