Co się stanie kiedy piękny i zjawiskowy Peugeot 3008 nie chce być lwem a marzy o tym, aby stać się Citroënem? Takiego zjawiska doświadczył jeden z właścicieli.
Kiedyś samochody miały duszę, charakter i logo, które wiedziały, kim chcą być. Dziś – jak widać – mają kryzysy egzystencjalne. Oto najnowszy przypadek: pewien dumny właściciel Peugeota wyruszył na spokojną przejażdżkę, a w zamian dostał… pięć restartów systemu w trakcie jazdy oraz wyskakujące na ekranie komunikaty świadczące o tym, że jego samochód chyba zapragnął być Citroënem.
A to wszystko efekt tego, jak budowana jest współczesna motoryzacja. Te same systemy, oszczędność skali, synergia, efektywność – klasyczne bingo menedżera OEM. Tyle że gdzieś na końcu tej układanki jest klient, który naprawdę wierzy, że kupił Peugeota, a nie Citroëna w masce lwa. I którego nikt nie przygotował na to, że samochód będzie przeżywał wewnętrzne rozterki.
Użytkownik, jako inżynier oprogramowania, doskonale rozumiał problem Ale potem zaczęła się prawdziwa zabawa z korporacją : brak wsparcia, infolinia twierdząca, że „nigdy o czymś takim nie słyszała”. I ta fantastyczna chwila, kiedy właściciel zaczyna się zastanawiać, gdzie właściwie ma umówić wizytę: w serwisie Peugeota, bo tak mówi faktura? Czy może w serwisie Citroëna, bo tak krzyczy ekran?
Jeśli zastanowić się dłużej, to taki Peugeot 3008 z silnikiem 2.0 HDi i hydropneumatycznym zawieszeniem mógłby tworzyć naprawdę udanego Citroëna a całość może nie była wcale awarią oprogramowania, tylko jakąś tam emanacją ducha Andre Citroëna, który był nie tylko wizjonerem, inżynierem, wynalazcą ale też ogromnym żartownisiem. I gdzieś tam z nieba wysyła figle do Sochaux.






