Citroen C6 2008 – limuzyna klasy wyższej o komforcie godnym najlepszych aut na świecie

2 106

Długo, ale warto było. Po pierwsze dlatego, że Citroën C6 jest zdecydowanie inny od wszystkiego, co jeździ po naszych drogach. 

C6 czyli flagowy model jest oryginalny, jak przystało na najlepsze dokonania marki. Bezpośrednim stylistycznym protoplastą C6-ki był model CX, choć większość dziennikarzy w polskojęzycznej prasie zupełnie bez sensu przywołuje tu DS-ę. Owszem – „Bogini”, to legenda, ale gdzie w C6 widać naleciałości z tego „fantomasowego” modelu? Do CX-a zaś nawiązań designerskich jest mnóstwo! I widać to na pierwszy rzut oka.


C6 powstał z myślą o zapewnieniu podróżującym nim szczęśliwcom maksymalnego komfortu. Komfortu nie tylko zawieszeniowego, ale wszelkiego. Wprawdzie nie znajdziecie w tym samochodzie barku z kryształowymi kieliszkami, ale czy takie gadżeciarskie podejście Was będzie interesowało? W samochodzie będziecie chcieli wypocząć po ciężkim dniu prezesa rozsiadając się na tylnym siedzeniu wyposażonym w pakiet Lounge zapewniającym nie tylko wszechstronną regulację prawej części kanapy, ale nawet możliwość przesunięcia fotela pasażera siedzącego z przodu! Ale to nie wszystko – osoby podrózujące z tyłu mają lepiej niż te z przodu. Dlaczego? Otóż system zawieszenia C6 jest tak skonstruowany, że tylne koła powtarzają ruchy kół przednich w sposób aktywny. Dzięki temu podróżowanie na tylnej kanapie oznacza jeszcze większy komfort niż z przodu. Wrażenie jest niesamowite i odczuwalne od razu po przesiadce z fotela kierowcy do tyłu. Dlatego prezesi, którzy cenią sobie możliwość pracy w czasie jazdy, będą naprawdę zadowoleni. Cisza, czyli komfort akustyczny dopełnia luksusu podróży.

Citroën C6 nie jest podobny do niczego, co jeździ po światowych drogach. No, chyba, że do drugiego C6. Spotkaliśmy takie auto na Mokotowie po sesji fotograficznej, której pierwsze efekty już możecie obejrzeć na naszych łamach. A jest co oglądać…


Wracając jednak do samego samochodu – w masie mniej, lub bardziej luksusowych limuzyn niemieckiej produkcji C6 wyróżnia się lekkością linii, ciekawymi proporcjami, świeżością stylistyki. Nie ma w nim nic z przyciężkiego designu Audi, BMW, czy nawet Mercedesa. Cenię te akurat niemieckie marki, ale lekkość C6 bije je na głowę. I jak w niemieckich limuzynach wtopicie się w każde tło, to prowadząc C6 będziecie postrzegani, jako osoba wyjątkowo oryginalna, mająca swój gust i odwagę w jego prezentowaniu, a za zjawiskową sylwetką obejrzy się mnóstwo ludzi, nawet po ciemku, gdy za przejeżdżającym Audi A6 na przykład obejrzy się najwyżej siedmiolatek z głębokiej prowincji.


Czas jednak na konkrety. Zaczynamy więc od samego początku.

Citroën C6 w wersji 2.7 HDi, wyposażony w prawie wszystko, co możliwe z listy opcji, trafił do naszej redakcji w piątkowe popołudnie. Przejechał z nami ponad 1.000 kilometrów (mało w stosunku do innych samochodów, ale Citroën wypożycza go tylko na trzy dni), po najróżniejszych trasach: autostradach, mieście, a także po drogach polnych. Testowi temu towarzyszyły wielkie oczekiwania co do komfortu jazdy i równie wielki znak zapytania. Czy Citroën C6, to godny następca legendarnego modelu DS? Czy nawiązanie do sylwetki Citroëna CX, to tylko stylistyka, czy może też ten sam komfort? Czy następca modelu Citroën XM zaskoczy nas rozwiązaniami stylistycznymi i wygodą?

 

Spotkanie pokoleń
 

 

Wnętrze XM-a
 

 

Wnętrze C6

Na te wszystkie pytania możemy teraz odpowiedzieć, a odpowiedzi postaramy się przedstawić w poniższym intensywnym teście. Specjalnie dla Was pojechaliśmy bowiem także do salonów konkurencji, by porównać to, co oferuje Citroën, z dokonaniami jego konkurencji, czyli BMW.

Stylistyka nadwozia. Z zewnątrz Citroën C6 prezentuje się jak rasowa limuzyna, ale nie zabrakło odrobiny ekstrawagancji i oryginalnego stylu Citroëna. Przepiękna, smukła linia nadwozia zaczyna się przy sporych reflektorach z przodu. Łagodnym łukiem mknie po masce, by potem nieco zaokrąglić się przy szybach i równie łagodnie opaść ku tyłowi. Sylwetka widoczna z boku jest podkreślona przez smukłą linię szyb drzwi i duże tylne okienko. Na końcu tej oazy łagodności umieszczono nieco drapieżne czerwone światła stop.


Przód samochodu zdradza jego szerokość. Wszystko tu jest po prostu duże. Podobnie z tyłem. Ale uwaga – gdy C6 stoi sobie sam, bez otoczenia innych samochodów – nie widać jego rozmiarów! Stylistom Citroëna udało się to, o co bezskutecznie zabiegają niemieccy projektanci. Połączyli potężny rozmiar samochodu z finezją. Wymiary nie przytłaczają, a wręcz przeciwnie, auto zachęca by je obejrzeć z bliska. Nie szokuje też wysokość samochodu. Dopiero wejście do środka zdradza właściwości superlimuzyny. Albo postawienie C6 obok jakiegokolwiek innego samochodu. Tutaj dopiero widać wymiary zewnętrzne!

Nadwozie samochodu oglądane uważniej, kryje wiele smaczków stylistycznych. Zaczynając od linii przodu, gdzie przepięknie wkomponowano lampy (tu akurat pojawiły się w naszej redakcji kontrowersje: naczelny uważa, że rysunek lamp został niedopracowany i nie bardzo pasuje do całości…), poprzez smakowity kształt boku, aż po wyrafinowane stylistycznie lampy tylne. Uważne obejrzenie szyby tylnej pokazuje, jak wiele wysiłku włożono w detale. Jest półokrągła, wklęsła, przez co intryguje i przyciąga wzrok. Jest to nie tylko zabieg wizualny, ale optymalizuje też przepływ powietrza i zapobiega osadzaniu się zanieczyszczeń w czasie jazdy!


Jeśli przypomnimy sobie Citroëna CX, to tam również tylnia szyba była specjalnie skonstruowana. Nawiązania do CX-a są oczywiste, szczególnie jeśli spojrzymy na oba samochody z boku. Co ciekawe, Citroën CX mimo swoich potężnych wymiarów, również był niezwykle dyskretny wizualnie. Wystarczyło jednak wsiąść do środka, by poczuć wielką przestrzeń.


Zawieszenie. Jeden z testów jazdy Citroënem C6 zrobiliśmy w trudnych warunkach terenowych. Zimowa polna droga, pełna lodu, dziur oraz kolein. Naciskamy przycisk podnoszenia nadwozia, komputer informuje nas o wykonaniu zadania, i po chwili możemy jechać. Nadwozie uniesione, prędkość maksymalna 40 km/h, komfort jazdy nieco niższy niż w przypadku pozycji normalnej, ale… jedziemy! Tu, gdzie normalny samochód już by miał spore problemy, gdzie zapewne by się zawiesił na bardzo nierównym podłożu, Citroën C6 przejeżdża bez najmniejszego problemu. Jeśli więc mamy letnią rezydencję głęboko w lesie, albo nie położono tam jeszcze dobrej drogi, to nie trzeba mieć oddzielnego samochodu terenowego. C6 poradzi sobie doskonale. Niewątpliwie pomaga w tym potężny moment obrotowy silnika i duże koła.


Ale wróćmy na przeciętne polskie drogi. I tu szok! Wreszcie ktoś ponaprawiał dziurawe jezdnie! Wreszcie ktoś wygładził muldy na asfalcie! Zaraz zaraz! Przecież jeszcze tego samego dnia rano Grzegorz pokonywał ten sam odcinek drogi swoim Citroënem ZX i był to jeszcze taki dziurawy asfalt… Nie wierzymy, że tempo prac remontowych w naszych miastach tak wzrosło ;-) Już wiemy co się stało. Zostaliśmy odizolowani od nawierzchni przez zawieszenie C6. Wreszcie udało się stworzyć samochód, który prawie całkowicie absorbuje wszelkie nierówności. W dodatku robi to w całkowitej ciszy. Dotychczas zawieszenia hydropneumatyczne (zwłaszcza to w Xantii i C5) były niezwykle komfortowe, ale zarazem dość głośne w obyciu. W C6 zachowuje się ono bezszelestnie. To zasługa podwójnych wahaczy z przodu i wielowahaczowego układu z tyłu. Do tego dochodzi wyciszenie wnętrza za sprawą wielowarstwowych szyb i mamy samochód idealny na polskie drogi! A idealny także dlatego, że tak duża porcja komfortu nie wpłynęła negatywnie na prowadzenie.

C6 prowadzi się jak dużo mniejsze auto, kierowca może z jazdy nim czerpać bardzo dużo radości. Pewna para prezenterów z pewnej polskiej motoryzacyjnej stacji telewizyjnej ;-) narzekała na zawieszenie C6, mówiąc iż po zjechaniu z większej nierówności potrafi się on bardzo długo kołysać. Gdybym nie widział tej dwójki jadącej „ceszóstką”, to pomyślałbym, że nigdy nawet nie siedzieli w tym samochodzie. Nic z tych rzeczy proszę Państwa! Zawieszenie jest świetnie wytłumione i nadwozie nie wykonuje żadnych zbędnych ruchów. Tak łagodne zachowanie się auta na nierównościach udało się uzyskać mimo wyposażenia go w 18-calowe felgi z oponami o niskim profilu. Jak wiadomo taki zestaw, to w powszechnym mniemaniu zabójstwo dla komfortu jazdy. Jedynym widocznym minusem zastosowania takich kół jest dość nerwowe zachowanie w koleinach, ale na to wpływ ma nie tyle profil opony, co jej szerokość. Konstruktorzy C6 chyba w najczarniejszych wizjach nie wyobrażali sobie takiego zjawiska na normalnych (czytaj: europejskich) drogach. Nie oznacza to jednak, że w Polsce nie ma sensu kupować flagowego modelu Citroëna. Wręcz przeciwnie – to właśnie w naszym kraju taki samochód jest po prostu niezbędny!


A teraz parę słów prosto od Grzegorza:
Po prawie całym dniu oczekiwania z nosem przy szybie :-) wieczorem przed bramą mojego podwórka wreszcie pojawiła się charakterystyczna sylwetka Citroëna C6. Po chwili auto, wraz z redaktorem naczelnym wortalu jako zawartością ;-), majestatycznie wtoczyło się na moją działkę, a ja mogłem rozkoszować się jego widokiem [moim, czy samochodu – przyp. red.nacza]. O designie C6 powiedziano już wszystko. To chyba najbardziej wyraziste auto w swojej klasie – długi przód, krótki zwis z tyłu, specyficznie poprowadzona linia dachu, wklęsła tylna szyba – to wszystko tworzy niepowtarzalny klimat, podobny jak ten w Citroënie DS czy CX, choć śmiem twierdzić, iż te dwa auta były bardziej rewolucyjne w swoim czasie.

Podchodzę do samochodu, chwytam za klamkę i słyszę cichy dźwięk siłownika opuszczającego o kilka milimetrów szybę pozbawioną klasycznych ramek.


Po otwarciu drzwi oczom ukazuje się pięknie wykonane wnętrze. Testowana przez nas wersja posiadała beżowe skórzane wykończenie, chyba najbardziej pasujące do charakteru auta. Beżowe było niemal wszystko – fotele, boczki drzwi, deska rozdzielcza, jak i dywaniki. Te ostatnie niestety dość szybko ulegają zabrudzeniu, szczególnie w jesienno-zimowym czasie, a jakim przyszło nam jeździć tym pięknym samochodem. Zainteresowanie wzbudzają drewniane panele przykrywające schowki we wszystkich czterech drzwiach. Przesuwają się w niezwykle płynny sposób, jakby były napędzane elektrycznie lub hydraulicznie, a nie tylko siłą zwykłej sprężyny. Rzut okiem do bagażnika i z mojego punktu widzenia pierwsze rozczarowanie – kufer nie należy do największych, a w dodatku na jego funkcjonalność ujemnie wpływa to, iż C6 to klasyczny (to chyba nie jest dobre słowo jeśli chodzi o ten samochód ;-)) sedan. Szczęśliwie, zawiasy nie wnikają do wnętrza bagażnika, co nie jest takie oczywiste w innych, czasem dużo droższych, niemieckich i japońskich autach tej i wyższych klas. Szybko jednak wybaczam C6 tę przywarę, wszak to auto dla prezesa, którego głównym bagażem jest teczka z dokumentami i laptop a nie ciężkie i duże gabarytowo ładunki.


Czas zająć miejsce wewnątrz. Fotele to idealny kompromis między sportową twardością, a luksusową miękkością. Podpierają ciało w odpowiednich punktach, są wystarczająco obszerne. Był to jeden z niewielu samochodów, w których nie miałem problemu z za krótkimi siedziskami foteli. Przyciski elektrycznego sterowania siedzeniami umieszczono w przednich drzwiach. Ich obsługa jest intuicyjna i nie wymaga zbyt wiele uwagi. Zakres regulacji foteli jest niezwykle szeroki. Fani Citroëna XM zapewne zatęsknią za elektrycznie sterowanym podłokietnikiem. C6 go nie posiada i jest to według mnie spory minus wnętrza największej Cytrynki, szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę jej cenę. Patrząc na zdjęcia wnętrza Citroëna C6, uznałem design deski rozdzielczej za… powiedzmy kontrowersyjny. Na żywo wygląda ona o wiele lepiej i nie drażni oczu. Bardzo dużo nadrabia kolorystyką i zastosowanymi materiałami bardzo wysokiej jakości. O klimat dba też płynne, doskonale dobrane oświetlenie wnętrza samochodu. Zastrzeżenia można mieć jedynie do konsoli środkowej rodem z niższych o klasę Citroëna C5/Peugeota 407, jednak w C6 jest ona wykonana z dobrej jakości czarnego, satynowego plastiku. O mniej rzucające się w oczy „opakowanie” prosi się natomiast centralny wyświetlacz, który jakby wystaje ze środka deski rozdzielczej. Za to jakość wyświetlanych obrazów jest bez zarzutu.


Bardzo pomocny w prowadzeniu auta jest także HUD. Wyświetla na przedniej szybie podstawowe informacje a także wskazówki wbudowanego, niezwykle dokładnego, systemu nawigacji. Co ciekawe, jest widoczny jedynie z miejsca kierowcy, pasażer nie ma szans zobaczyć jego wskazań.


Mam czasem wrażenie, że polscy dziennikarze motoryzacyjni mają jakieś wyjątkowe problemy z percepcją. Czytając testy Citroëna C6 wiele razy natrafiałem na zarzuty, że elektroniczny zestaw wskaźników rozprasza kierowcę, narzekano także na zbyt dużą ilość przycisków na konsoli środkowej. Nie uważam siebie za osobę szczególnie rozgarniętą [przez grzeczność nie zaprzeczę – przyp red.nacza], a mimo to odczytanie informacji z elektronicznej tablicy wskaźników, czy znalezienie odpowiedniego przycisku na konsoli, nie sprawiało mi żadnych problemów. Wszystkie instrumenty sterujące wieloma funkcjami auta są łatwo dostępne i dobrze opisane. Dziełem sztuki designerskiej jest dźwignia wybieraka automatycznej skrzyni biegów. To świetne połączenie metalu i skóry.


Niestety, nie ma róży bez kolców. We wnętrzu C6 drażnią elementy z aut klasy dużo niższej. Chodzi mi głównie o przełącznik zespolony – taki sam jak w wielu innych autach PSA oraz przyciski do obsługi tempomatu rodem z Citroëna C2 VTS. Nie dość, że nie są zbyt urodziwe, to jeszcze odróżniają się czarnym kolorem na tle beżowej kierownicy. Pamiętacie zespół przełączników w XM? Żadne inne auto nie miało ich tak charakterystycznych, a zarazem tak wygodnych w obsłudze. Podobnie sprawa się ma z konsolą sterowania wszystkimi szybami, żywcem wyrwaną z Citroëna C5. Ach to ograniczanie kosztów…

Ograniczenia kosztów nie widać jednak w poziomie wyposażenia. Naprawdę trudno wymienić wszystkie udogodnienia i bajery, jakie zainstalowano w testowanym przez nas Citroënie C6. Podgrzewane fotele przednie z elektryczną regulacją i pamięcią (fotel kierowcy – dwie zapamiętywane pozycje), automatyczna klimatyzacja strefowa, elektrycznie regulowana we wszystkich możliwych płaszczyznach kolumna kierownicy, naturalnie pakiet Lounge (czyli możliwość regulacji prawego tylnego fotela wraz ze sterowaniem fotelem pasażera z przodu), podgrzewane tylne fotele, kolorowa nawigacja z twardym dyskiem z regulowanym pochyleniem 7-calowego ekranu LCD, radio CD ze zmieniarką, pokładowy telefon komórkowy itd. itp.


Naturalnie w samochodzie, zgodnie z obowiązującymi – zwłaszcza w tej klasie – aktualnie standardami zastosowano elektryczny hamulec postojowy. Nie działa on jednak w sposób analogiczny, jak na przykład w Citroënie C4 Picasso. W C6 nie jest to urządzenie wspomagające ruszanie pod górkę na przykład. Tu trzeba hamulec pomocniczy świadomie zwolnić, nie da się ruszyć (przynajmniej bez dostarczenia naprawdę sporej ilości dostępnego momentu obrotowego na koła) z zaciągniętym hamulcem. Po prostu w aucie rodzinnym jest to zwyczajny ukłon w stronę nawet niedoświadczonego kierowcy, w C6 zaś konstruktorzy oczekiwali już pewnych doświadczeń i umiejętności od osób prowadzących to auto. Cóż – trudno się dziwić, wszak prowadząc samochód za ćwierć miliona złotych wypadałoby już coś umieć, na przykład ruszać pod górkę ;-)


Silnik. Do napędu testowanego przez nas egzemplarza posłużył silnik V6 o pojemności 2,7 l. Nie jest to jednak jednostka benzynowa, a diesel wyposażony w dwie turbiny i bezpośredni wtrysk oleju napędowego typu common rail. Motor rozwija moc 208 KM i moment obrotowy 440 Nm. Sprzężony jest z elektronicznie sterowaną, sześciobiegową, automatyczną skrzynią biegów, która posiada możliwość ręcznej, sekwencyjnej zmiany przełożeń. Całość działa niezwykle płynnie, wręcz aksamitnie. Niestety od auta tej klasy i za te pieniądze oczekiwać można lepszych osiągów. W codziennym użytkowaniu zapewne nie odczujemy deficytu mocy i momentu obrotowego, a będziemy się cieszyć płynnością jazdy i zmiany biegów, jednak dla mnie, lubiącego sportową jazdę, mogłoby się to okazać małą rysą na ogólnej bardzo dobrej ocenie układu napędowego C6. Za taki stan rzeczy z pewnością odpowiedzialna jest duża masa auta – z czterema osobami na pokładzie po asfalcie toczą się wszak prawie dwie tony! Jeszcze jedna rzecz zwróciła moją uwagę. Według opisu osób, które miały już przyjemność jeździć Citroënem C6, w środku nie powinno być prawie w ogóle słychać pracy silnika. Niestety, w „naszym” egzemplarzu była ona słyszalna dość wyraźnie. W żaden sposób nie był to dźwięk natarczywy, jednak jest to przykład na to ile może zdziałać autosugestia :-) Mało dieslowskie było spalanie jednostki napędowej, które wyniosło średnio 10,8l/100km. Biorąc pod uwagę to, iż wcześniej podróżował nim nasz redaktor naczelny, słynący z dość agresywnego stylu jazdy ;-) [zdecydowanie dementuję! – przyp. red.nacz.] jestem w stanie taki apetyt tego świetnego sześciocylindrowego silnika zaakceptować.


Skrzynia biegów jest niezwykle czuła na ruchy pedału gazu. Przy próbie wyprzedzania z prędkości około 100-110 km/h nawet lekkie jego wciśnięcie powodowało redukcję biegów, czasem nawet o dwa w dół. Na szczęście następowało to bez żadnych szarpnięć i nie powodowało zbędnego dyskomfortu. Skrzynia biegów bardzo szybko dostosowywała się do stylu jazdy. Spokojna włóczęga ulicami miast powodowała jazdę najwyższym biegiem na obrotach niemalże biegu jałowego, natomiast ostre wciśnięcie gazu sprawiało iż silnik utrzymywany był zawsze na obrotach, przy których był w stanie przekazać na koła maksimum momentu obrotowego. Taki stan rzeczy można także wymusić poprzez włączenie przyciskiem na konsoli obok wybieraka biegów trybu sportowego skrzyni. Posiada ona także możliwość jazdy w trybie zimowym – wtedy auto rusza z drugiego lub nawet trzeciego biegu, a zmiana przełożeń odbywa się przy bardzo niskich obrotach i trwa zdecydowanie dłużej niż w innych trybach.


Światło. Na dużą pochwałę zasługuje oświetlenie auta – zarówno wewnętrzne jak i zewnętrzne. Wewnątrz gra świateł oraz barwa tapicerki tworzy niepowtarzalny, ciepły klimat, w którym dobrze poczuje się każdy, no może z wyjątkiem niektórych przedstawicieli polskiej prasy motoryzacyjnej, którzy wolą zdecydowanie chłodniejsze środowisko.


Biksenonowe, skrętne reflektory zapewniają świetną widoczność w ciemności, nie oślepiając przy tym jadących z naprzeciwka, a sam kształt przednich lamp świetnie wpisuje się w koncepcję stylistyczną całego samochodu. Z dużym polotem zaprojektowano także tylne światła, zachodzące głęboko na tylne błotniki, do krawędzi tylnych bocznych szybek.


Inwencji zabrakło trochę przy projektowaniu świateł cofania i przeciwmgielnych. To zwykłe prostokąty, bardziej charakterystyczne dla niemieckich produktów niż wyrafinowanego przyrządu do jeżdżenia znad Sekwany. To właśnie głównie te lampy upodabniają tył C6 do produktów firmy sygnującej swe samochody czterema splecionymi okręgami.


Jak już wspominałem – średnio przypadły mi do gustu przednie reflektory. Mam wrażenie, że na ten element jakoś zabrakło designerom oryginalnego pomysłu. Owszem – podtrzymując ten pogląd stwierdzam jednocześnie, że gdy zapada zmrok – problem przestaje istnieć. I nie dlatego, że wówczas lampy nikną w ciemności, ale wręcz przeciwnie – rozjarzają się wspaniałym światłem, emitowanym w tak zjawiskowy sposób, że tych reflektorów nie da się pomylić z żadnym innym samochodem! Podobnie, jak w przypadku kloszy lamp tylnych, tak i tu zastosowano ciekawy zabieg stylistyczny – fragment owego klosza pełni funkcję niemal tylko ozdobną, może jeszcze troszkę ułatwia zaobserwowanie auta z profilu. Chodzi mi o ten element z „drabinką”. Zdjęcia nie oddają całego uroku, jaki bije z tych świateł – to po prostu trzeba zobaczyć!


Podczas jazdy przez moje rodzinne, dość małe miasteczko, C6 zwracało na siebie uwagę. Praktycznie nie było osoby, która by się za tym pięknym autem nie obejrzała. Nietuzinkowa sylwetka auta i piękny, stalowy kolor robiły swoje. Po zmroku zresztą, gdy nietuzinkowego koloru karoserii nie było widać, C6 również odróżniało się od masy innych samochodów – właśnie z uwagi na oryginalne reflektory. Szkoda, że nie mogłem zatrzymać C6 na dłużej. Życzę każdemu miłośnikowi komfortu i oryginalnych rozwiązań posiadania takiego auta, a przynajmniej możliwości przejażdżki nim. Na pewno zapragnie kiedyś wejść w posiadanie tego pięknego pojazdu.


Konkurencja. Czas na wizytę u konkurencji. Już samo podjechanie pod salon BMW tak niezwykłym samochodem klasy wyższej wywołuje duże zainteresowane obsługi. Przedstawiamy się i wprost mówimy, że chcemy porównać oba samochody na potrzeby testu C6. Wsiadamy do środka modelu testowego, z silnikiem benzynowym 2,5 litra. Cena tego modelu grubo przekracza 250 tysięcy złotych. Pierwsze wrażenie – ciasnota!!! Mniej wygodne fotele, wnętrze jakby sprzed kilku lat pod względem designu. Sytuację ratuje duży monitor nad konsolą, ale stylistycznie, to BMW dużo brakuje do Citroëna. Jest… nieco chaotycznie. Najgorsze wrażenie robi jednak zawieszenie, w czasie testowania komfortu jazdy. W okolicach salonu drogi niezbyt równe i teraz, jadąc tą samą drogą, czujemy jak wiele jeszcze BMW ma do zrobienia w dziedzinie komfortu zawieszenia. Cały samochód aż skacze i trzęsie się na tym nierównym asfalcie. Przyjemne wrażenie robi na nas jedynie silnik, bo napędza to ciężkie jakby nie było auto, bardzo żwawo. Jeden ze sprzedawców wysłuchawszy komentarzy wybiera się z nami na wycieczkę C6 – wypytujemy z ciekawością o wrażenia. Jest bardzo zaskoczony komfortem jazdy i kulturą pracy silnika. Citroën C6 zachwyca go wręcz „połykaniem” nierównej nawierzchni i precyzją prowadzenia. On o wiele lepiej od nas zna różne modele BMW, więc mamy spostrzeżenia z pierwszej ręki. Mimo, że żyje ze sprzedaży BMW, chwali Citroëna bez umiaru. Rozmowa się przeciąga do prawie godziny, a my już musimy jechać dalej. Z wielką przyjemnością oczywiście!


Kokpit. Tu pojawia się chyba najwięcej kontrowersji. Grzegorz pisał już o dźwigienkach rodem z modeli Citroëna zdecydowanie niższych klas, wręcz autek miejskich. Mieszane uczucia budzi też konsola centralna z niemałą ilością przycisków, która atechnicznych użytkowników może przyprawić o ból głowy. Nie obawiajcie się jednak – w praktyce wykorzystuje się tylko część z nich, reszta zaś przydatna jest raczej okazjonalnie.


Kwestia wyświetlaczy również w miłośnikach aut niemieckich wzbudza obrzydzenie, ale to tradycjonaliści, konserwatyści wręcz, w dodatku stosujący zwykle dualizm oceny – gdy jakieś rozwiązanie jest wdrażane przez którąś z firm koncernu VAG na przykład, to pieją z zachwytu, ale jeśli coś nowego proponują Francuzi, to koniecznie trzeba to skrytykować. Dlatego tak wiele marudzenia pojawia się choćby w przypadku ocen wyświetlacza prędkości – że prezentuje wartości cyfrowo, a nie poprzez wskazówki. Tak samo nie potrafią ci znawcy germańskich samochodów zaakceptować „rozwijany” obrotomierz w postaci kolejno zapalających się słupków. Paranoiczny strach przed wszystkim, co nowe, jest obcy nam, tu w redakcji Francuskie.pl. My doceniamy awangardowe rozwiązania koncernów PSA i Renault i dlatego podoba nam się wyświetlacz umieszczony przed kierowcą w Citroënie C6. Ale nie tylko dlatego nam się podoba, że jest nowatorski. Jest po prostu czytelny, pokazuje, co trzeba i robi to w sposób przejrzysty i zrozumiały.


Wykończenie samochodu – poza wspomnianymi dźwigienkami znanymi z tańszych i mniejszych modeli – nie budzi zastrzeżeń. Widać we wnętrzu dbałość o szczegóły. Urzekły nas na przykład lamelkowe zamknięcia regulatorów nawiewu. Drobiazg, ale jakże szlachetnie wygląda! Całość jest zmontowana bardzo solidnie, dokładnie, o trzeszczeniu nie ma mowy. Testowy samochód miał przebieg ok. 20 tys. km, ale trzeba brać pod uwagę to, że dziennikarze zwykle nie szanują aut z parków prasowych – różne „kwiatki” już widzieliśmy – więc ten przebieg w normalnym trybie użytkowania można byłoby spokojnie pomnożyć przez dwa, albo i trzy. O stanie aut udostępnianych dziennikarzom być może kiedyś zresztą napiszemy oddzielny artykuł. Choć w zasadzie nieprecyzyjnie się wyraziłem – samochody są w stanie fabrycznym, ale szybko ów stan tracą po jazdach niektórych dziennikarzy…


Kończy się powoli nasza przygoda z Citroënem C6. Wraz z żoną i córkami przesiadam się z powrotem do testowanego w tym samym czasie Peugeota 207 SW, którego oddać musimy dopiero dwa dni później, i dolatuje do mnie pytanie starszej córki. Ola pyta, sadowiąc się na tylnej kanapie, czy tutaj też będzie mogła sobie ustawić siedzenie tak, jak w samochodzie, który właśnie opuściliśmy. Muszę jakoś jasno wytłumaczyć niespełna ośmioletniej dziewczynce, że niestety to nie ten przedział cenowy… Widzę zawód w jej oczach i tęskne spojrzenie w stronę Citroëna C6. Owszem – Peugeot 207 SW też się jej podoba, ale ten przesuwany tylny fotel… ;-)


Nasz test, siłą rzeczy, nie obejmuje wszystkich aspektów. Po pierwsze – jazda tym samochodem, to niesamowite przeżycie. Bogactwo wyposażenia, obfitość elementów mających ułatwiać życie kierowcy i pasażerom, może po prostu przytłoczyć, zwłaszcza w czasie tylko niespełna trzydobowego testu. Powiem tylko jedno w ramach podsumowania – po tym teście zmieniły się nieco moje marzenia motoryzacyjne… Dotychczas na ich szczycie znajdował się Citroën DS. Teraz miejsce „Bogini” zastąpił jej wnuk – Citroën C6…

Citroëna C6 2.7 HDi V6 testowali dla Was: Grzegorz i Piotr Różyccy, Jędrzej Chmielewski i Krzysztof Gregorczyk.
Zdjęcia: LastminuteFoto, Citroën i Krzysztof Gregorczyk.

Dziękujemy Krzysztofowi Mijalowi za udostępnienie samochodu Citroen XM do zdjęć a firmie Citroën Polska za udostępnienie samochodu do testu..

Galeria

Jeśli na powyższej liście nie ma Twojego wydarzenia zajrzyj tutaj

polecamy

Może ci się spodobać również
avatar
1 Wątki komentarzy
1 Odpowiedzi na wątki
1 Obserwujący
 
Komentarz z największą ilością reakcji
Najciekawszy wątek komentarza
2 Autorzy komentarzy
DanielPaweł Autorzy ostatnich komentarzy
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Paweł
Gość
Paweł

Czemu produkowano je tak krótko? psują się?

Daniel
Gość
Daniel

Ludzie wybrali nudnych Niemców i auto słabo się sprzedawało a szkoda bo fura konkret. Psuje się jak każe inne auto, nie jest to król lawet ale drobne usterki się zdarzają.