Dacia Lodgy – bardzo pojemny, niezbyt urodziwy MPV

4 41

Dopiero w połowie września trafi do salonów kompaktowy minivan Dacii, ale my mieliśmy okazję pojeździć nim dłużej na przełomie ósmego i dziewiątego miesiąca roku. Otrzymaliśmy samochód w białym kolorze, napędzany wysokoprężnym silnikiem 1.5 dCi o mocy 107 KM w 5-miejscowej wersji Prestige, czyli najbogatszej możliwej w takiej konfiguracji siedzeń. Autko spędziło z nami cztery doby pokonując w tym okresie ok. 600 km, myślę więc, że spokojnie możemy się pokusić o jakieś podsumowanie tego czasu.

Wspomniana 5-miejscowa wersja Dacii Lodgy kosztuje na polskim rynku 60.000 zł i jest seryjnie wyposażona w system Media Nav, do którego wrócimy w dalszej części tego materiału. Dopłaty w zasadzie wymagać mogą tylko dwa elementy, na które wcale nie każdy się zdecyduje. Pierwszy, to lakier metalizowany w cenie 1.800 zł, bo standardem są Biel Polarna, bądź Błękit Morski. Można też – za dopłatą w wysokości 2.000 zł – zdecydować się na odmianę siedmioosobową, ale zawsze Lodgy Prestige napędzana będzie 110-konnym dieslem. Miłośnicy benzyny nie mają tu póki co czego szukać – dla nich Lodgy dostępny jest jedynie w wersjach Access (tylko 5-miejscowy), Ambiance (5- i 7-miejscowy) oraz Lauréate (również w obu konfiguracjach). Niestety silnik 1.6 o mocy 84 KM jest jedyną aktualnie dostępną w gamie tego modelu jednostką benzynową, co stawia miłośników tego paliwa w dość kiepskiej sytuacji. Oba dostępne diesle są bowiem mocniejsze, i co naturalne, dysponują o wiele większym momentem obrotowym. W efekcie więc małe mamy szanse na spotkanie benzynowej Dacii Lodgy, choć przy tym samym poziomie wyposażenia będzie ona zawsze o 8.100 zł tańsza od 90-konnego diesla. Popularność diesli w naszym kraju jest jednak duża, wiele osób wysupła więc pewnie dodatkowe środki. Czy jednak warto?

Jeśli wystarczy Wam 84-konny silnik benzynowy, to spokojnie możecie wybrać – za 44.000 zł – bogato wyposażoną odmianę Lauréate, do której za 1.950 zł dorzucicie wspomniany system Media Nav (moim zdaniem zdecydowanie warto), tylne czujniki parkowania za 650 zł, elektrycznie sterowane szyby w tylnej parze drzwi za 310 zł, ESP za 1.210 zł i to już do szczęścia powinno wystarczyć. Można jeszcze odżałować 1.200 zł na 16-calowe alufelgi zamiast standardowych 15-calowych ze stali, 310 zł na obszytą skórą kierownicę i gałkę zmiany biegów, a nawet 210 zł na siatkę zabezpieczającą bagaż, a i tak cena wówczas tylko minimalnie przekroczy 50.000 zł. A gdzie kupicie nowego kompaktowego vana za takie pieniądze? Z trzyletnią gwarancją na dodatek! Może więc nie warto dokładać niemałej kasy do diesla, który w dodatku, przy dzisiejszej technologii tego napędu, może być źródłem dość kosztownego serwisu po paru latach eksploatacji. Wszak skoro myślimy o utracie wartości samochodu, to myślmy też o kosztach jego obsługi.

Nie ulega za to wątpliwości, że bez względu na rodzaj napędu, Dacia Lodgy jest samochodem szalenie przestronnym. Wszyscy moi znajomi, którzy z zainteresowaniem oglądali to auto, byli pod wielkim wrażeniem tego, ile minivan Dacii oferuje miejsca. Bo choć nie jest jakiś przesadnie wysoki, to zastosowano dość ciekawy patent. Siedzenia umieszczone są relatywnie nisko, dzięki czemu nad głowami pozostało mnóstwo przestrzeni. W efekcie ma się wrażenie, jakby kubatura wnętrza zbliżała się do tej w Airbusie A380 ;-) i to po wycięciu pokładu rozdzielającego go w poziomie na dwie części ;-) Kolega korzystający na co dzień z o klasę większego przecież Volkswagena Sharana (poprzedniej generacji) stwierdził, że w Lodgy jest więcej miejsca. Ja mam podobne odczucia w stosunku do mojego Peugeota 807. I bez wyjątku wszyscy, którzy zajrzeli do Dacii Lodgy, stwierdzili, że ten samochód ma ogromny bagażnik. To prawda – pięciodrzwiowa wersja pozwala zapakować za kanapę drugiego rzędu naprawdę imponujący bagaż, w czym pomagają regularne kształty kufra oraz opcjonalna w wersjach poniżej Prestige siatka zabezpieczająca. Lodgy, to po prostu znakomicie pomyślany minivan, który w porównaniu z wieloma konkurentami jest po prostu bez porównania przestronniejszy! Przy pięciomiejscowym układzie kabiny mieści aż 827 litrów i to tylko do linii okien! Maksymalna pojemność przewożonego towaru może sięgnąć 2.617 litrów, przy założeniu, że fotel kierowcy i pasażera z przodu pozostaną na miejscu, kanapa drugiego rzędu zostanie złożona, a fotele trzeciego rzędu wymontowane. Te przeszło 2,6 m³ liczone jest oczywiście do linii dachu. Przy ładowności wynoszącej 665 kg (w 5-miejscowej wersji benzynowej nawet 710 kg!) Dacia Lodgy oferuje więc imponujące możliwości przewozowe. Przy porównywalnej nośności pozwala na przewiezienie dużo większej ilości bagażu, niż np. aktualnie sprzedawany Volkswagen Touran, oferujący od 121 do 1.913 litrów pojemności bagażnika. Dacia Lodgy przy siedmiomiejscowej konfiguracji zabierze 207 litrów bagażu. Nic dziwnego – jest o ok. 10 cm dłuższym samochodem od niemieckiego konkurenta, choć nieco węższym, ale za to wyższym. Ma też znacznie większy – o 13,2 cm – rozstaw osi.

Tylko czy rzeczywiście Touran, Scenic, 5008, czy C4 Picasso są konkurentami Dacii? Wydaje się, że raczej nie. Chodzi oczywiście z jednej strony o poziom wyposażenia, czy jakość użytych materiałów wykończeniowych, z drugiej zaś – o cenę. Wszystkie one są w podstawowych wersjach droższe, niż topowa odmiana Lodgy. Oczywiście nie jest tak, że Dacia daje coś za darmo. Po prostu w duuużo niższej cenie znajdują odbicie nieco niższej klasy materiały wykończeniowe (jednakże odporne na zabrudzenia), czy pewne braki w wyposażeniu, ale zwróćcie uwagę choćby na grafiki poniżej – w topowych odmianach Lodgy można już mieć naprawdę niezłe wyposażenie, z nawigacją, radioodtwarzaczem z Bluetooth®, elektryką wszystkich szyb, podgrzewaniem lusterek itp. W zasadzie to, co naprawdę przydatne w podróży, w Dacii Lodgy może się znaleźć. Oczywiście nie macie co liczyć na elektrycznie sterowane i podgrzewane fotele, automatyczną wielostrefową klimatyzację, czy elektrycznie otwierane drzwi, ale czy naprawdę jest Wam to potrzebne? W zamian dostajecie tani samochód o prostej budowie, który nie będzie Wam zżerał majątku w serwisie, w którym niewiele rzeczy może się zepsuć, a poziom wyposażenia zawiera to, co jeszcze przed dekadą było nieosiągalne w wielu markach uważanych za bardziej prestiżowe.
To, czego mieć nie możecie, a być może w rodzinnym aucie chcielibyście, to kurtyny powietrzne. Na uwagę zasługuje jednak fakt, że już w najtańszej wersji, za 37.900 zł, otrzymacie cztery airbagi – dwa czołowe (ten po stronie pasażera można deaktywować) i dwa boczne. A to już jest standard co najmniej przyzwoity.
No dobrze, ale powtórzmy pytanie: czy faktycznie C-Max, Touran, Scenic, 5008, Zafira, albo C4 Picasso są konkurentami Dacii Lodgy? Poniekąd tak, bo teraz ludzie poszukujący kompaktowego vana w cenie poniżej 70.000 zł wybór ograniczony mieli praktycznie tylko do rynku wtórnego. Jeśli klient nie dysponował dość sporą kwotą, musiał szukać samochodu używanego. Owszem, nierzadko lepiej wyposażonego i nawet lepiej wykonanego, ale często o nieznanej i niesprawdzalnej przeszłości, z Bóg wie jakim przebiegiem, i na dodatek po nie wiadomo jakich stłuczkach, czy wypadkach. Teraz za niespełna 38.000 zł można mieć kompaktowego nowego minivana z trzyletnią gwarancją, za ok. 50.000 zł kompletnie wyposażoną wersję benzynową, a jeśli w grę wchodzi cena rzędu 60.000 zł – z dieslem pod maską, sześciobiegową skrzynią, nawigacją, elektryką i całkiem atrakcyjną stylistyką na dodatek. Bo jak w przypadku Logana można było mówić o nieporywającym designie, tak Lodgy zdecydowanie może się podobać. I są to opinie nie tylko mężczyzn, ale także kobiet. Te szczególną uwagę zwracały na tylne lampy, o niespotykanym w innych modelach samochodów kształcie. Istotnie – Lodgy może nie jest szczytowym okazem urody, ale też w żadnym wypadku nie można powiedzieć, by był brzydki. To auto ma kształt wymuszony przez praktyczność budowy, podporządkowany funkcjonalności wnętrza, ale zadbano o szczegóły tak, by nie wyglądało jak pudełko na kołach. I nie bez przyczyny przywołałem wcześniej Tourana – kształt (poza przednią częścią nadwozia) jest trochę zbliżony, ale styliści Dacii (a może Renault?) zadbali o ożywienie go choćby wspomnianymi lampami tylnymi.
Przód Lodgy’ego sprawia w pierwszej chwili wrażenie jakby o numer mniejszego, niż reszta nadwozia, ale z pozycji kierowcy takie odczucia znikają, zwłaszcza dzięki wysoko poprowadzonym błotnikom przednim i w efekcie nieco podniesioną przy bocznych krawędziach maską. Przywodzi to na myśl Renault Kangoo. Przednia krawędź maski została wyraźnie zaznaczona (oczywiście nie ostrą krawędzią, lecz wygładzonym łukiem), dzięki czemu niemal pionowo poprowadzony pas przedni wygląda solidnie. Duże lampy przednie zapewniają solidną porcję światła, co pozostaje nie bez znaczenia zwłaszcza na lokalnych drogach, bez zaznaczonego pobocza, czy wręcz bez wymalowanych jakichkolwiek pasów rozdzielających. A przecież spora część nabywców minivana Dacii z pewnością pochodzić będzie z niedużych miast. Gdzie kupuje się samochody przede wszystkim praktyczne, a budżet nie pozwala na motoryzacyjne ekstrawagancje.
A skoro już jesteśmy przy lampach – w Lodgy od razu po włożeniu kluczyka do stacyjki zapalają się światła do jazdy dziennej. Ożywa wówczas także nawiew kabiny. To przydatne funkcje, godne auta drugiej dekady XXI wieku. W wielu używanych konkurentach, na jakie dotychczas mogliście się decydować dysponując ograniczonymi środkami finansowymi, takich drobiazgów nie znajdziecie.

No właśnie – dlaczego klient miałby kupić Dacię? Cena jest bardzo ważnym aspektem i tak naprawdę trudno ten argument przebić. Czy jednak jazda „tanią marką” w Polsce w ogóle ma sens? Wszak w naszym kraju samochodem dodaje się sobie samemu prestiżu, czasem zresztą tylko samochodem… Stąd tak dużo na naszych drogach, zwłaszcza w tzw. Polsce lokalnej, wyeksploatowanych Mercedesów, BMW i Audi, których z kolei prestiż próbuje się rozciągać na Volkswagena. A że „Škoda, to też Volkswagen, tylko w czeskim opakowaniu”, to tak się to rozciąga na kolejne marki. Zapomina się przy tym, że wspomniana Škoda, to taka sama tania marka koncernu Volkswagena, jak Dacia w Renault. Owszem – Niemcy zaczęli kooperować z Czechami nieco wcześniej, więc i Škoda jest na nieco innym poziomie, ale w żadnym razie nie jest marką prestiżową. Nie jest też jakaś spektakularnie tania. I plastiki ma wciąż nieciekawe ;-)
Ale ja tu dziś piszę nie po to, by krytykować Škodę. Dziś nie ;-) Chodzi mi o wykazanie analogii. Dacia tak naprawdę z każdym kolejnym modelem robi kolosalny krok do przodu, ale nie udaje niczego, czym nie jest. Nie zatraciła też swojej największej zalety – wciąż jest tania i solidna. Nie porywa designem, ale czy Škoda nim zachwyca? Dacia jest i chce być tanią marką Grupy Renault produkując samochody proste, funkcjonalne, wygodne i przede wszystkim tanie. Škody też kiedyś grały ceną, ale szybko zatraciły tę cechę udając nieco tylko tańszego Volkswagena, w rzeczywistości jednak oferując zbyt mało za pieniądze oczekiwane przez dealera, przynajmniej takie jest moje zdanie.
A Dacia? Wciąż jest bardzo atrakcyjna cenowo, zarówno w zakupie, jak i w obsłudze posprzedażnej. Nie da się kupić tak pojemnego auta na rynku pierwotnym za takie pieniądze! Nie da się kupić tak pojemnego nowego samochodu z takim wyposażeniem za 50.000 zł. Nie da się wreszcie tak wyposażonego nowego auta kupić za 60.000 zł, gdy bardzo chcecie mieć przeszło 100-konnego diesla pod maską kompaktowego minivana. A jeśli zdecydujecie się na auto z rynku wtórnego za podobne pieniądze, to zapomnijcie o trzyletniej gwarancji. Myślę więc, że Dacia Lodgy będzie się bardzo dobrze sprzedawać i pójdzie w ślady Dustera. Oby tylko nie stała się ofiarą własnej popularności – byli w Polsce klienci, którzy rezygnowali z zakupu naprawdę fajnego SUV-a Dacii tylko dlatego, że trzeba było na niego czekać nawet pół roku od chwili zamówienia!

Dużą zaletą Dacii Lodgy jest jej zawieszenie. Dziś trudno znaleźć tak komfortowy samochód, a już wśród minivanów jest to praktycznie nierealne. Oczywiście dziennikarze mediów motoryzacyjnych krytykują Lodgy’ego z tego powodu niemiłosiernie, bo auto rzeczywiście dość znacznie się buja w zakrętach, ale ja od samochodu tego typu oczekuję przede wszystkim wysokiego komfortu. Samochód rodzinny ma być wygodny, nie musi informować moich dzieci o każdej fałdce na asfalcie, bo one nie nadążą tego liczyć! W normalnych krajach, gdzie podróżuje się setki, czy tysiące kilometrów na rodzinny wypoczynek, jadąc przy tym gładkimi autostradami, nie ma to aż takiego znaczenia. W Polsce, gdzie nawet drogi krajowe mamy często w opłakanym stanie, komfortowe zawieszenie wydaje się być czymś bardzo ważnym. Zwłaszcza w rodzinnym minivanie.
Tyle, że takim samochodem powinno się jeździć nieco inaczej. Dojrzalej. Jak na głowę rodziny przystało. Trzeba lepiej przewidywać, jeździć płynniej, rozważniej, ograniczyć szaleństwa… Wszak wiezie się własne dzieci! Potrafię cieszyć się jazdą w samochodzie usportowionym, potrafię jeździć dynamicznie autem miejskim, czy nawet takim segmentu D. Ale vanem jeżdżę inaczej. W tym przypadku cieszę się jazdą płynną, jakbym podróżował żaglowcem po wielkiej wodzie. Nie jeżdżę „zerojedynkowo”. Zresztą niczym tak nie jeżdżę! A vanem podróżuję zawsze o wiele rozważniej. I to mimo tego, że w swoim prywatnym aucie mam ponad 200 KM Cieszy mnie raczej potencjał tego silnika, a nie realne wykorzystywanie jego możliwości na co dzień.
I właśnie do takiej rozsądnej jazdy komfortowa Dacia Lodgy nadaje się wprost idealnie. Dzięki dużemu skokowi zawieszenia doskonale tłumi większość nierówności, czyli ma co robić na polskich drogach ;-) Jednocześnie pozwala się cieszyć komfortem tegoż zawieszenia przy okazji temperując nieco zbyt ognistych kierowców. Jak? Przechyły nadwozia w szybko pokonywanych zakrętach są odczuwalne i choć samochód dugo nie traci stabilności, to jednak ostrzega: „nie przeginaj!”. W efekcie czyni podróż jakby bezpieczniejszą, bo człowiek wie, że kręte drogi nie są idealnym miejscem do szarżowania Lodgym. To auto nie do tego zostało stworzone po prostu i trzeba mieć tego świadomość.
„No dobrze” – powiecie – „ale co w sytuacjach awaryjnych?”. Macie dwie opcje do wyboru – albo zacząć jeździć rozważniej i nie prowokować takich zdarzeń, albo liczyć na ESP i wspomniane cztery seryjne airbagi. Najwyżej Wy, albo Wasza rodzina, przeczytacie potem parę słów w lokalnych mediach o niedostosowaniu prędkości do warunków jazdy i sprawa załatwiona… Zapamiętajmy jedno, o czym tak często zdarzają się zapominać dziennikarze piszący o samochodach: jeździć trzeba umieć, a drogi publiczne, to nie tor wyścigowy. Nie jest tak, że robicie prawko i od razu umiecie wszystko i w każdym samochodzie. Inaczej jeździ się autem sportowym, inaczej vanem, inaczej ciężarówką. Czego innego w szczególnych warunkach możecie się spodziewać w samochodzie tylno-, a czego innego w przednionapędowym. Trzeba sobie z tego zdawać sprawę i umieć powściągnąć swoje zapędy w co poniektórych samochodach, zwłaszcza gdy umiejętności brakuje, a mniej wtedy będzie wypadków i przestaniemy biadolić, że w Polsce co roku ginie na drogach niewielkie miasteczko.
Dacia Lodgy jest właśnie takim kształcącym samochodem. Ona pokazuje, dlaczego kompaktowe minivany nie startują w rallycrossie (a przecież polskie drogi, to takie rallycrossowe tory nierzadko…), za to świetnie spisują się w roli samochodów rodzinnych. I nawet jeśli macie trójkę niedużych dzieci, to Lodgy będzie dla Was znakomitym wyborem – na wszystkich trzech miejscach drugiego rzędu siedzeń oferuje mocowania fotelików w standardzie Isofix! To ewenement – z reguły mocowania te są dostępne jedynie na bocznych siedzeniach. Lodgy jest jednak na tyle szeroki, że z powodzeniem można zamocować trzy foteliki. I każde z dzieci (dorośli też!) będzie zapięte trzypunktowym pasem bezpieczeństwa. Jak przystało na Grupę Renault – Dacia jest samochodem bezpiecznym, choć nie wynika to z zawieszenia – to nastawione jest przede wszystkim na komfort podróży i z tego zadania wywiązuje się rewelacyjnie.

Z komfortem zawieszenia świetnie współpracują opony w rozmiarze 195/55R16. To spory balon zapewniający dodatkową amortyzację i wybierający część nierówności zanim jeszcze przekaże ich wpływ do elementów zawieszenia.

Ale zawieszenie i opony, to przecież nie wszystko, co ma wpływ na komfort podróży. Spore znaczenie mają fotele, zwłaszcza podczas pokonywania większych odległości, a to w minivanie może się przecież zdarzyć. I muszę z zadowoleniem przyznać, że twardość i sprężystość siedzisk dobrano rewelacyjnie – na dłuższych trasach zapewniają właściwe podparcie i człowiek się w nich nie zapada, jak w wysiedzianej kanapie od kiepskiego tapicera, a i na krótkich odcinkach problemu nie będzie.
Przednie fotele nie zapewniają przy tym rewelacyjnego podparcia bocznego, bo to przecież nie samochód sportowy i „kubełków” mieć nie musi, ale – to mała niespodzianka – siedzi się w nich tak, że na bok zsunąć się ciężko. Po prostu boczki siedzisk są tak wyprofilowane, że pewność usadowienia czterech liter jest wysoka i nawet specjalnie nie szukacie wspomagania tych działań w oparciu fotela.

Bardzo przyjemnie wygląda kokpit Dacii Lodgy. Zadbano – już w standardzie – o jego ożywienie, co uzyskano stosując plastiki o dwóch różnych kolorach. Dzięki temu już w najtańszej odmianie Lodgy wygląda o wiele szlachetniej, niż nawet bogato wyposażone modele wielu konkurencyjnych marek. Co więcej – już od wersji Ambiance pojawia się dodatkowy element wprowadzający jeszcze więcej „życia” na deskę rozdzielczą – to ramka konsoli środkowej, w standardzie czarna, w wersji Ambiance srebrna, a w odmianach Lauréate i Prestige – wykończona lakierem fortepianowym (a przynajmniej w takim stylu) i wzbogacona dodatkowo o chromowaną obwódkę. Wygląda to bardzo szykownie, zdecydowanie nie tanio i widać, że styliści starali się pokazać z jak najlepszej strony.
Kokpit, to zresztą spora zmiana w stosunku do poprzednich modeli Dacii. Jest wciąż podobnie funkcjonalny, ale wykończono go z większym polotem, styl jest nowocześniejszy, a jakość spasowania – zauważalnie lepsza. A w najbogatszej odmianie Prestige nie zabrakło miejsca nawet dla skóry – znalazła się na kierownicy oraz dźwigi zmiany biegów.

Ogólnie plastiki użyte do wykończenia samochodu wyglądają o wiele szlachetniej, niż te znane z Logana, czy nawet Sandero. Nie dokonywaliśmy analizy tworzyw sztucznych, ale ich wygląd jest lepszy, niż w starszych modelach. Cóż – to wszak auto rodzinne i musi się jakoś w środku prezentować, żeby rodzina nie uciekła przerażona, bądź nie wpadła w depresję, której ja osobiście mógłbym się nabawić w niektórych ponurych jak sen pesymisty modelach Škody, czy Volkswagena. W Dacii jest po prostu niebrzydko, a nawet przyjemnie, dzięki wspomnianemu już dwukolorowemu wykończeniu deski rozdzielczej, czy boczków drzwi. A w bogatszych odmianach pojawiają się inne elementy uszlachetniające wnętrze, które swój szczyt osiągają w wersjach wyposażonych w system multimedialny.

No właśnie – Media Nav… Temu urządzeniu też trzeba poświęcić parę słów. To zintegrowany system multimedialny łączący w sobie radioodtwarzacz wyposażony w porty USB i jack, bezprzewodową łączność Bluetooth® oraz nawigację satelitarną. Sterowanie całością odbywa się za pomocą dotykowego panelu na 7-calowym kolorowym ekranie, choć nad funkcjami radioodtwarzacza, telefonu, czy źródeł dźwięku można też zapanować poprzez pilota przy kierownicy, tradycyjnego dla modeli Renault. Sterowanie głośnością zlokalizowano dodatkowo nad samym ekranem.
Wielka pochwała dla nawigacji w tym całym systemie. Nie przypominam sobie tak dobrze działającego GPS-a wbudowanego w samochód. Wytycza trasę szybko, a adresy wprowadza się oczywiście dotykając odpowiednich miejsc z literkami wyświetlanymi na ekranie. Można też palcem przesuwać mapę (skalując ją w zależności od potrzeb) i wskazać bezpośrednio interesujące Was miejsce, a system może potraktować je jako docelowe i Was tam zaprowadzi. Znakomity patent, gdy nie znacie, albo zapomnieliście nazwę ulicy, ale wiecie mniej więcej, gdzie ona się znajduje na mapie.
Kiedy już jedziecie i skręcicie z wytyczonej trasy, nawigacja z reguły nie upiera się, byście na nią wrócili, lecz błyskawicznie (naprawdę momentalnie!) wytycza nową trasę i prowadzi nią bez mrugnięcia ekranem. Niestety zdarzyły mi się kilkakrotnie – zwłaszcza na lokalnych drogach – sugestie dość dziwne, i choć nie były związane z wydłużeniem przejazdu, to jednak wytyczenie trasy tamtymi drogami z pewnością musiało dziwić kogoś, kto zna drogę.
Prezentacje wskazań nawigacji mogą być wyświetlane jako 2D i 3D (tzw. birdview), przy czym sama animacja przechodzenia z jednego widoku do drugiego jest bardzo przyjemna. Co ciekawe potrafi to zadziałać z lekkim opóźnieniem, jeśli system właśnie przekazuje Wam informacje drogowe – wtedy dopiero po zakończeniu manewru realizowane jest zlecenie zmiany widoku.
Niestety w chwili obecnej nie przewidziano jeszcze polskojęzycznego menu ani polskich komunikatów w systemie Media Nav, choć spodziewam się, że to tylko kwestia czasu. Aktualnie dostępne są języki: angielski, francuski, hiszpański, holenderski, niemiecki, portugalski, rosyjski i włoski.
Za to pochwalić trzeba jakość komunikatów głosowych – emitowane są płynnie, bez zacięć typu „za…300…metrów…skręć…w…lewo”, dzięki czemu brzmią naprawdę dobrze i naturalnie, przynajmniej te po angielsku, bo na inne się nie zdecydowałem ;-) Podawane są też po raz pierwszy z odpowiednim wyprzedzeniem, z reguły 800-900 metrów, więc kierowca ma dużo czasu, by się do manewru przygotować.
Radio zintegrowane w Media Nav gra bardzo przyzwoicie zapewniając dobrą jakość dźwięku. Oczywiście jest wyciszane na czas podawania komunikatów nawigacyjnych, których poziom głośności można zmieniać podczas ich wygłaszania przez system.
Media Nav posiada też złącza USB i jack umożliwiające podłączenie zewnętrznych źródeł dźwięku. Istnieje również możliwość sparowania systemu Media Nav z telefonem komórkowym, bądź innym urządzeniem obsługującym Bluetooth®.
Jeśli się więc zastanawiacie, czy w ogóle zamawiać system Media Nav, to szczerze Wam go polecam. Za takie pieniądze jest to wybór po prostu obowiązkowy. Radioodtwarzacz gra dobrze, nawigacja działa świetnie, a całość zapewnia jeszcze łączność „ze światem”. W innych markach za takie funkcjonalności zapłacić trzeba po prostu kosmiczne pieniądze!

W wyposażeniu elektronicznym znajdziecie w Lodgy także komputer pokładowy (od wersji Ambiance), centralny zamek sterowany z kluczyka (również od wersji Ambiance), elektrycznie sterowane i podgrzewane lusterka boczne (od wersji Lauréate), ogranicznik prędkości (także od wersji Lauréate), że o klimatyzacji, czujnikach parkowania, czy ESP nie wspomnę. Najbogatsza wersja Prestige ma krótką listę opcji – znajdują się na niej jedynie koło zapasowe, lakier metalizowany i ewentualnie trzeci rząd siedzeń.

Standardem są za to liczne schowki, co w samochodzie tego segmentu jest bardzo istotnym elementem wyposażenia. Spory „kufereczek” na środku podszybia, w bogatszych wersjach zamykany (acz do pracy zawiasów trzeba się przyzwyczaić – „chodzą” dość opornie), otwarty oraz zamknięty schowek przed pasażerem, całkiem spore kieszenie we wszystkich drzwiach – to powinno zaspokoić potrzeby większości pasażerów podróżujących Lodgym. Nie zabrakło też schowka na okulary nad drzwiami kierowcy.

Pewną taniość samochodu widać w mechanizmie służącym do odblokowania oparć drugiego rzędu foteli. To proste rozwiązanie, niespecjalnie ukryte, ale z drugiej strony po co konstruktorzy mieli się silić na jego chowanie, skoro takie również spełnia swoją rolę. A że nie wygląda nowocześnie? Kto będzie się temu przyglądał, skoro dźwignia praktycznie jest schowana między oparciem, a słupkiem! Spotkałem się jednak w polskiej prasie motoryzacyjnej z zarzutami pod adresem tego rozwiązania. Dla mnie ważne jest to, że mechanizm działa pewnie, nie wygląda źle (choć tanio i owszem), a do tego pozwala szybciutko pochylić oparcie.

Tak przy okazji – fotele w testowym egzemplarzu obciągnięte były obiciami, w których wszyto zamki błyskawiczne. Nie próbowałem tego, ale najwyraźniej można je dość łatwo zdjąć i uprać, jeśli się ubrudzą. Nie musicie wtedy poszukiwać zakładu piorącego tapicerkę, co też ma wpływ na koszty użytkowania samochodu. Zwłaszcza w przypadku minivana, przeznaczonego z założenia do użytkowania przez rodziny, a wiadomo, że dzieci potrafią narozrabiać… Bo albo są brudne, albo nieszczęśliwe ;-)

Nie oszczędzano za to przesadnie tam, gdzie to byłoby źle widziane. Przywykliśmy, że często auta uważane za budżetowe albo nie mają wcale, albo wyposaża się je w szczątkowe jedynie obicia bagażnika. Dacia Lodgy ma cały kufer wyłożony wykładziną, brakuje jej jedynie po wewnętrznej stronie pokrywy kufra. To jednak specjalnie nie przeszkadza. Za to pewnym mankamentem w podstawowej wersji może być brak rolety zakrywającej przestrzeń bagażową. Tyle, że – jak sądzę – na taką odmianę mimo wszystko mało kto będzie się decydował.

Dziwi za to jeszcze jedno. Chodzi o mocowanie środkowego pasa bezpieczeństwa w drugim rzędzie. Zrobiono to wyjątkowo niewspółcześnie. Pas, z trzypunktowym, a jakże, mocowaniem, zakotwiczony jest z tyłu nadwozia, więc ciągnie się niemal od górnej krawędzi pokrywy bagażnika przez całą przestrzeń kufra, przechodzi ponad lewym ramieniem pasażera siedzącego pośrodku w drugim rzędzie i dopiero wtedy jest kotwiczony dwoma klamrami przy siedzisku. Nie jest to zbyt wygodne przy pakowaniu bagażnika po dach, ale jeszcze gorzej wygląda w siedmioosobowej wersji. Wówczas pas środkowego pasażera w drugim rzędzie przechodzi pomiędzy głowami osób zajmujących dwa fotele w rzędzie trzecim. A to już dobrze nie wygląda :-(

Ale w Dacii Lodgy przewidziano za to element wcale nieoczywisty w samochodach budżetowych. Lekka maska, niepozbawiona zresztą wygłuszenia, unosi się na pojedynczym teleskopie. Nie ma tam miejsca na jakieś pręty podtrzymujące pokrywę silnika – zdecydowano się na nowoczesne i komfortowe rozwiązanie, co może nie ma wpływu na jakość podróży, ale warto podkreślić, że Lodgy nie jest autem, w którym oszczędzano na każdym kroku. Choć takie można mieć wrażenie, gdy spojrzy się na czujniki parkowania. Przywykliśmy, że z reguły jest ich cztery, a Dacia zdecydowała się jedynie na trzy radarki. I chyba słusznie – dobrze rozmieszczone i właściwie skierowane spełniają swoją rolę znakomicie, ale pamiętajcie – informują Was jedynie dźwiękowo. Próżno szukać wyświetlania ich sugestii na wyświetlaczu systemu Media Nav.

Można się też przyczepić, zwłaszcza, gdy nie miało się doświadczeń z nieco starszymi modelami francuskich aut, do lokalizacji klaksonu w lewej dźwigience przy kierownicy. Mi to akurat nie przeszkadza, ale nie takie rzeczy we francuskich autach już mi się podobały ;-) Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że ktoś, dla kogo Lodgy będzie pierwszym kontaktem z francuską myślą techniczną, może poszukiwać klaksonu w zupełnie innym miejscu.

Duża zaletą Dacii Lodgy jest mała masa. Ten kompaktowy minivan jest naprawdę lekkim samochodem. Nawet w testowanej wersji jego masa własna wynosi tylko 1.294 kg, więc dla 110-konnego diesla nie stanowi żadnego wyzwania. Byłem wręcz mile zaskoczony, jak to auto przyspiesza. Taka masa, to ciężar minimalnie tylko wyższy, niż Peugeota RCZ, którego testowaliśmy kilka dni wcześniej, a gabaryty przecież zupełnie inne. Owszem, RCZ Brownstone dysponował turbodoładowanym benzynowym silnikiem 1.6 THP 200, co zapewniało mu ekscytujące osiągi, ale chcę niniejszym podkreślić nie zdolność przyspieszania, czy prędkość maksymalną, ale to, jak lekka przy swoich gabarytach jest Dacia Lodgy.

Niestety nie mogę całkowicie i bezkrytycznie pochwalić jednostki napędzającej testowe auto. Do 110-konnego silnika 1.5 dCi w zasadzie trudno mieć jakieś wielkie zastrzeżenia – to ogólnie niezły motor, ale w Lodgy w połączeniu z 6-biegową skrzynią manualną trochę mnie rozczarował. Dlaczego? Otóż elastyczność tego zestawu pozostawiała sporo do życzenia. Diesle przyzwyczaiły nas do wysokiej elastyczności, ale w testowanej Dacii było inaczej. Przełożenia skrzyni dobrano tak, że były one dość krótkie i na wyższych biegach trzeba było dość często redukować przy przyspieszaniu, bo brakowało momentu obrotowego. Przywodziło to na myśl wolnossące silniki benzynowe i zastanawiam się, czemu tak to wyglądało. „Winy” upatruję we wspomnianej skrzyni – chyba pięcioprzełożeniowa lepiej by pasowała do tego silnika. Wiem, to brzmi jak herezja, jak cofanie się w przeszłość, ale naprawdę mam wrażenie, że z tym silnikiem lepiej współpracowałaby pięciobiegowa przekładnia.
Tym bardziej, że w teście wyszło, że lekkie przecież auto, choć na pewno nie będące wzorcem, jeśli chodzi o aerodynamikę, spaliło średnio 6,8 litra oleju napędowego na każde 100 pokonanych kilometrów. To nie jest wynik, którym można się pochwalić w przypadku niedużego przecież diesla, na dodatek współpracującego z sześciobiegową skrzynią. Owszem, jeździłem dość dynamicznie, jeździłem też po mieście, ale nie przesadzajmy – takie spalanie jest za duże. Może wynikało to też z tego, że auto było nowe, miało ledwie nieco ponad 3.000 km przebiegu i pewnie silnik się jeszcze ułoży, acz jak na razie nie mogę uznać jednostki napędowej testowanego modelu za wybitnie oszczędną. Co ciekawe ten sam egzemplarz testowali przed nami dziennikarze „Motoru” i oni uzyskali niższe spalanie. W ich teście Lodgy spaliło średnio 6,4 litra w mieście i tylko 4,9 litra w trasie. Lepiej oceniono też elastyczność. Widocznie więc mamy inne oczekiwania, inaczej postrzegamy samochody ;-)

Wkrótce jednak w Lodgy oferowany będzie także 115-konny silnik benzynowy 1.2 TCe. Dysponować on będzie 190 Nm momentu obrotowego dostępnego w swoim maksimum w zakresie 2.000-4.000 obr./min., ale w chwili obecnej nie tylko nie wiemy jeszcze, kiedy ta jednostka napędowa wzbogaci gamę Lodgy, ani też ile będzie kosztowało takie auto. Z pewnością jednak ten turbodoładowany silnik będzie ciekawą propozycją w ofercie Dacii. Będzie go można zamówić jedynie z dwoma najbogatszymi wersjami wyposażenia: Lauréate i Prestige. I sądzę, że będzie się dobrze sprzedawał. A ja może będę mógł go ocenić lepiej, niż diesla z testowanego egzemplarza, który pod względem elastyczności trochę mnie jednak rozczarował.

pomiary własneprzódtył
szerokość wnętrza na wysokości siedziska127,0 cm134,0 cm
szerokość wnętrza na wysokości podłokietników 126,5 cm132,0 cm
szerokość wnętrza nad podłokietnikami 142,0 cm146,0 cm
szerokość wnętrza na wysokości dolnej krawędzi szyb 154,0 cm154,0 cm
szerokość wnętrza na wysokości górnej krawędzi szyb 132,0 cm130,0 cm
wysokość od siedziska do podsufitki (fotel maksymalnie opuszczony) 107,0 cm102,0 cm
szerokość otworu drzwiowego 85,0 cm82,0 cm
wysokość otworu drzwiowego 112,5 cm109,0 cm
szerokość otworu bagażnika103,0 cm
wysokość otworu bagażnika91,0 cm

Generalnie jednak Dacia Lodgy, to bardzo ciekawy samochód, który sprawia, że pojęcie rodzinnego auta po raz pierwszy pozwala się cieszyć takim pojazdem salonowym nie tylko rodzinom z grubym portfelem. Zdecydowanie mogę ten samochód polecić każdemu, kto nie potrzebuje wozić starego niemieckiego znaczka na masce, lecz liczą się dla niego pewność samochodu, jego funkcjonalność, przestronność, no i oczywiście cena. To zupełnie nowe podejście do tematu kompaktowych vanów, spojrzenie, które znalazło jeszcze jedną cechę takich aut: trzeciego rzędu wcale nie będziecie wykorzystywać w roli kąta pokoju, gdzie każe się dzieciom klęczeć na grochu. To pełnowymiarowe miejsca, na których umieścicie rozwrzeszczane dzieciaki i będą one tak daleko od Was, że nie uda im się zakłócić Waszego skupienia podczas prowadzenia samochodu. Jest to więc auto zdecydowanie prorodzinne ;-)

Dacia Lodgy sprawdzian – zdany na bdb.

Dziękujemy firmie Renault Polska za użyczenie samochodu do testu.

tekst: Krzysztof Gregorczyk
zdjęcia: Jędrzej Chmielewski, Krzysztof Gregorczyk, Ola Gregorczyk

grafiki: Dacia

Galeria

Jeśli na powyższej liście nie ma Twojego wydarzenia zajrzyj tutaj

polecamy

Może ci się spodobać również
avatar
4 Wątki komentarzy
0 Odpowiedzi na wątki
0 Obserwujący
 
Komentarz z największą ilością reakcji
Najciekawszy wątek komentarza
1 Autorzy komentarzy
Michałgość Autorzy ostatnich komentarzy
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
gość
Gość
gość

Ahaaaa… teraz rozumiem, dlaczego tak dużo czasu zajęło im dotarcie do Krakowa… zapewne przez cały Kazachstan musieli pchać to cudo:)

gość
Gość
gość

wariaci

gość
Gość
gość

E tam, fajna przygoda. Też bym tak pojechał, tylko musiałbym się z pracy pewnie zwolnić :(

Michał
Gość
Michał

zapomnieliscie napisac o fatalnych wynikach testów EuroNCAP