Dacia Sandero 2009 – niedrogi bezawaryjny samochód o francuskim rodowodzie

0 25

Cóż – to oczywiście wolna wola każdego, choć czasem rozsądek podpowiadałby zgoła odmienną taktykę. Dacia oferujące swoje samochody w atrakcyjnych cenach i z trzyletnią gwarancją wydaje się być dobrą ofertą. Loganami jeździliśmy już niejednokrotnie, Sandero dostaliśmy na dłużej dopiero w ubiegłym tygodniu, ale poddaliśmy go wyczerpującej próbie. Auto w ciągu pięciu dni pokonało dystans 4.500 km odwiedzając – poza Polską – pięć krajów, z czego dwa – dwukrotnie.

Co więcej – nie udaliśmy się w podróż mającą na celu przejazdy po wygodnych autostradach, ale postanowiliśmy odwiedzić kraje zapomniane przez Polaków, niedoceniane od trzech dekad, do których w czasach minionych podróżowała śmietanka towarzyska. Pamiętacie te wyprawy „Maluchami” do Rumunii i Bułgarii? Postanowiliśmy więc i my pojechać śladami naszych rodaków, a zapiski tej podróży zamieszczaliśmy na bieżąco w cyklu artykułów pod wspólnym tytułem „Dacia Sandero – test długodystansowy”, którego podsumowanie znajdziecie w tekście zatytułowanym

Pełna wrażeń podróż Dacią Sandero przez Europę”

.

Dziś czas nie tyle na wrażenia z podróży, ale podsumowanie wrażeń dotyczących samochodu. Firma Renault Polska udostępniła nam Dacię Sandero z benzynowym silnikiem 1.6 rozwijającym moc 87 KM. To najmocniejsza jednostka zasilana „bezołowiówką”, jaka jest oferowana w gamie Sandero w Polsce. Wersja Laureate, którą podróżowaliśmy, miała na pokładzie dwie czołowe i dwie boczne poduszki powietrzne, ABS i klimatyzację oraz centralny zamek, elektrycznie sterowane szyby w przednich drzwiach, elektrycznie regulowane lusterka i radio z CD/mp3. Takie auto z rocznika 2009 kosztuje w naszym kraju 36.900 zł plus dodatki:
– 800 zł za boczne poduszki powietrzne
– 1500 zł za klimatyzację manualną i radioodtwarzacz CD/mp3 oraz skórzaną kierownicę
– 1400 zł za lakier metalizowany
– 1000 zł za 15-calowe alufelgi

Za 300 zł można dokupić jeszcze elektryczne sterowanie szyb w tylnych drzwiach, ale tego na pokładzie „naszego” Sandero nie było.

Pierwsze wrażenie po ujrzeniu Dacii Sandero jest bardzo pozytywne. To nowocześnie wyglądające auto w pięciodrzwiowym nadwoziu hatchback. Szczególną uwagę zwraca duży rozstaw osi. Oczywiście nie oczekujemy, że ktoś ma miarkę w oczach, ale już na pierwszy rzut oka widać, że przednia koła przesunięte są możliwie daleko d przodu, a tylne – mocno w tylnej części nadwozia. Sugeruje to dużą stabilność na drodze. Nasze obserwacje potwierdzają dane o samochodach, z którymi Sandero konkuruje na rynku:

 

model
cena najtańszej wersji benzynowej
cena najtańszego diesla
rozstaw osi [cm]
długość całkowita [cm]
pojemność bagażnika [dm³]
Dacia Sandero
29.500 zł
39.100 zł
259
402
320
Fiat Punto
33.900 zł
45.990 zł
251
403
275
Ford Fiesta
36.600 zł
44.600 zł
248
395
295
Opel Corsa
38.900 zł
49.440 zł
251
399
285
Suzuki Swift
40.900 zł
50.900 zł
238
369
213
Škoda Fabia
31.900 zł
43.900 zł
246
399
300
Toyota Yaris
41.350 zł
49.900 zł
246
375
272
VW Polo
37.240 zł
42.740 zł
247
392
270

 

W powyższej tabeli uwzględniono najtańsze wersje 5-drzwiowe z silnikami benzynowymi i wysokoprężnymi oferowane na polskim rynku, a zestawienie nie uwzględnia ewentualnych promocji. Dane pochodzą ze stron internetowych importerów i zostały zebrane 17.III.2009 roku.

Dacia Sandero ze swoimi wymiarami i przestronnością wnętrza może próbować walczyć nawet z co poniektórymi kompaktami i wcale nie będzie stała na straconej pozycji…

 

 

OK – teraz już wiecie, że Dacia Sandero oferuje spory kawałek samochodu za nieduże pieniądze. Czas na wnętrze. Jest ono nadzwyczaj przestronne! Z przodu osiągnąć to nietrudno, bo przecież fotele się przesuwają, ale z tyłu wygospodarowanie miejsca dla osób dorosłych jest w segmencie B nie lada wyzwaniem. Dacii się udało – miejsca na tylnej kanapie jest więcej, niż w niejednym kompakcie! Za kierowcą o wzroście 180-185 cm bez najmniejszego trudu usiądzie pasażer o podobnym wzroście. Ba – będzie podróżował naprawdę wygodnie. Przetestowaliśmy to dość dobrze i w zasadzie mamy tylko jedną uwagę – korbka opuszczająca/podnosząca szybę w tylnych drzwiach może uwierać w kolano, jeśli pasażer siedzi w rozkroku i opiera nogę o boczek drzwi. Albo więc należy unikać takiej pozycji, albo zainwestować 300 zł w elektrycznie regulowane szyby również dla pasażerów na tylnej kanapie.

Zarówno przednie fotele, jak i tylna kanapa, są sprężyste, dzięki czemu zapewniają właściwy komfort wszystkim pasażerom Dacii Sandero. Można pokonać kilkaset kilometrów bez potrzeby zatrzymywania się celem rozprostowania kości. Twardość siedzisk została dobrana bardzo dobrze, a kierowca ma do dyspozycji także lędźwiową regulację fotela.

Oczywiście fotel osoby prowadzącej ma regulację wysokości, ale jest ona rozwiązana dość niefortunnie. Lepiej ustawić pozycję, zanim się ruszy. Wszystko dlatego, że regulacja owa nie jest płynna – ma kilka pozycji, w których można ustawić siedzisko, musimy więc dostosować się do propozycji oferowanych przez Dacię. Na pocieszenie dodajmy, że bez trudu powinniście znaleźć ustawienie odpowiednie dla siebie.

Sandero ma jeszcze jedną zaletę, jeśli chodzi o przestronność wnętrza – mnóstwo miejsca nad głowami pasażerów zarówno w przedniej, jak i w tylnej części nadwozia. Z przodu o to nietrudno również w innych samochodach, ale z tyłu już nie jest to takie proste. W Sandero z tyłu mogą bez najmniejszych niewygód zasiąść osoby o wzroście 185-190 cm i nie będą szorowały włosami po podsufitce, chyba, że postawią je sobie na żel ;-)

Wnętrze, jak na Dacię przystało, jest proste, bez cudowania, a całość została naprawdę nieźle zmontowana. Plastiki użyte do wykończenia deski rozdzielczej są twarde, ale nie oczekujmy pluszu w samochodzie, którego ceny zaczynają się poniżej 30 tys. zł. Sporej krytyce zwykle poddawana jest srebrna konsola środkowa – że niby wygląda tanio. Akurat w czasie testu obejrzeliśmy sobie w Budapeszcie Opla Tigrę. Jego konsola środkowa nie robiła wcale lepszego wrażenia, a przecież to samochód zauważalnie droższy od Sandero. Nie czepiałbym się więc plastików – tym bardziej, że po pokonaniu setek kilometrów dróg, po jakich – zapewniam – nie chcielibyście jeździć, nic w Dacii nie trzeszczało. Jedyne hałasy wydawane przez wnętrze samochodu, to półka za tylną kanapą – potrafiła się tłuc, jeśli za dużo napchaliśmy do bagażnika i nie postaraliśmy się o właściwe zamknięcie, wskutek czego półka wystawała ponad przyciskające ją elementy owej pokrywy. Standard w hatchbackach.

Deska rozdzielcza testowej Dacii Sandero składała się z dwóch zegarów analogowych (prędkościomierz i obrotomierz) oraz umieszczonego między nimi wielofunkcyjnego wyświetlacza znanego już z innych modeli firmy oraz np. Renault Clio. Wszystkie wskazania są czytelne, a komputer pokładowy podaje szereg informacji przydatnych w podróży. Ma kilka liczników kilometrów (m.in. od początku podróży, od ostatniego tankowania, wskaźnik szacunkowego dystansu, jaki da się pokonać na paliwie posiadanym w baku), potrafi obliczyć średnie zużycie paliwa (chwilowe nie jest prezentowane), no i oczywiście wskazuje także przebieg auta. Po naszym teście wzrósł on niemal o 1/3 tego, co było na początku ;-)

Wersja Laureate ma boczki drzwi częściowo obite materiałem. Klamki wewnętrzne są chromowane, co bardzo ładnie się komponuje i poprawia czytelność. Przyciski sterowania szyb (o ile jest elektryczne) umieszczono na konsoli środkowej. To wbrew pozorom niezłe rozwiązanie, choć od kogoś, kto zawsze miał je umieszczone w drzwiach, będzie wymagało przyzwyczajenia. Pamiętam jednak, jak w swoich dwóch Saxo takie przyciski miałem umieszczone na tunelu środkowym i była to bardzo fajna rzecz.

W testowym Sandero mieliśmy elektrycznie ustawiane oba lusterka zewnętrzne. Joystick służący do ich regulacji został zlokalizowany pomiędzy fotelami kierowcy i pasażera, na co narzeka całe mnóstwo dziennikarzy. Naszym zdaniem to ciekawe miejsce. Co więcej – nawet opuszczona dźwignia hamulca pomocniczego nie przeszkadza w ustawieniu lusterek, choć joystick znajduje się bezpośrednio pod nią.

Na pokładzie mieliśmy też instalowany przez Dacię (za dopłatą) radioodtwarzacz CD/mp3. Niestety naszym zdaniem to po prostu pomyłka. Nie udało nam się ustawić zadowalającego dźwięku, choć nie oczekiwaliśmy tonów audiofilskich. Naszym zdaniem lepiej więc kupić sobie radyjko oddzielnie, podobnie zresztą, jak głośniki. Owszem – to droższe rozwiązanie, ale na pewno będzie lepsze. Inna sprawa, że jeden z naszych Czytelników pisał, że z firmowym radiem nie ma problemów i jego dźwięk mu odpowiada. Cóż – albo miał lepszy egzemplarz, albo znacznie niższe oczekiwania. Dodajmy dla porządku, że radioodtwarzacz ów produkowany jest przez Blaupunkta, a więc firmę wywodzącą się z… No właśnie ;-)

Wróćmy do funkcjonalności. W oparciach przednich foteli znajdziecie spore kieszenie, w które można włożyć czy to gazety, czy książeczki dla dzieci. Kieszenie owe są całkiem spore i można w nich zmieścić nawet kilka różnych czasopism, droga więc nie będzie się nużyć tym, którzy zasiądą z tyłu. Szkoda tylko, że nie będą mogli czytać po zmroku – w Sandero nie przewidziano lampki dla pasażerów tylnej kanapy :-(

W Rumunii jednak – jak i w Polsce – wciąż chyba panuje moda na palenie papierosów, bo końcówka środkowego tunelu jest zakończona podstawką pod przenośną popielniczkę – rozwiązanie znane z wielu innych francuskich samochodów. A poważniej – w obu tych podstawkach z powodzeniem mieszczą się nieduże (do 0,5 litra) butelki z napojami, czy kubki z kawą, albo innym piciem, na przykład z restauracji fast-food. Przetestowaliśmy to po drodze – nic nie wypada.

Nadwozie Dacii Sandero jest dość mocno przeszklone. Ostatnimi czasy widać tendencję do zmniejszania powierzchni okien w klasycznych hatchbackach. Rumuńsko-francuski produkt jest tego zaprzeczeniem. Wysokość szyb bocznych jest spora, dzięki czemu mogliśmy bez trudu podziwiać niesamowite krajobrazy. Zwłaszcza w zachodniej Rumunii było na co patrzeć – góry, przepaści, no i oczywiście mnóstwo starych i nowych Dacii. Poświęcimy zresztą motoryzacji tego kraju oddzielny tekst, który zilustrujemy zdjęciami.

Testowa Dacia osadzona była na 15-calowych felgach obutych w opony 186/65. Wysoki profil tych kapci (zimowych jeszcze) okazał się zbawienny właśnie na drogach Rumunii. Nie sądziłem, ze kiedykolwiek zatęsknię za polskim asfaltem… Dziura na dziurze (co zdarza się i w Polsce), to standard w Rumunii zachodniej i centralnej (Siedmiogród). Te drogi najwyraźniej pamiętają jeszcze Nicolae Ceauşescu i pamięć o nim jest tu bardzo żywa – wpadnięcie w taką wyrwę w jezdni momentalnie przynosi Wam na usta takie przekleństwa, jak wspomniany dyktator.

Na szczęście wspomniane opony łagodziły dość skutecznie wiele wyrw, w które wpadaliśmy. Ich się po prostu nie da uniknąć. Momentami drogi Siedmiogrodu są tak zniszczone, że nie mogliśmy wyjść z podziwu nad cierpliwością tamtejszych ludzi. U nas już dawno wywołano by powstanie ;-) No ale inna sprawa, że często spotykanym pojazdem na tych trasach jest zwykła furmanka… A na koniu i wozie takie wyrwy robią raczej małe wrażenie.

Sandero, choć jest autem miękko zawieszonym, to tak typowo po francusku – nie odbija się to na precyzji prowadzenia, a tym bardziej nie powoduje wciskanych nam wszystkim przez wielu dziennikarzy motoryzacyjnych niebezpiecznych zachowań samochodu. Francuzi od lat potrafili konstruować zawieszenia komfortowe, ale jednocześnie zapewniające kontrolę nad pojazdem. Ta stara szkoła znalazła się w podwoziu Dacii Sandero. Auto nie przechyla się nadmiernie na boki, ale zapewnia ogromną dozę komfortu. W zakrętach radzi sobie naprawdę dobrze, co przetestowaliśmy w rumuńskich Karpatach, ale i na serpentynach w Bułgarii na południe od Warny, w drodze do Burgas. Ponieważ uwielbiam jeździć po krętych drogach, pozwoliłem tam sobie na odrobinę szaleństwa. Dacia Sandero ani razu nie została wytrącona z równowagi, choć nawierzchnia była mokra. Podobnie zresztą było w rumuńskim Siedmiogrodzie, gdy po tamtejszych górach jeździł Jędrzej. Podobnie, tylko bardziej dziurawo, więc oprócz zwykłych zawijasów trzeba było dodatkowo omijać wyrwy w asfalcie grożące na każdym kroku przebiciem opony (głębokość niektórych dziur sięgała kilkunastu centymetrów!), a nawet uszkodzeniem zawieszenia. Na szczęście nie mieliśmy takich problemów.

Warunki pogodowe podczas naszego testu zmieniały się szybciej, niż wskazania licznika przejechanych kilometrów. To słońce, to deszcz, to znowu śnieg. I znowu słońce. Nie wiedzieliśmy, jaka pogoda będzie za pięć minut, po pokonaniu kolejnych kilometrów. O mgłach i jeździe w chmurach w wyższych partiach Karpat nawet nie będę wspominał. Wszystkie te warunki atmosferyczne nie robiły najmniejszego wrażenia na testowanej Dacii. Nagłe skoki temperatur odczuwane we wnętrzu pojazdu dawały nam pojęcie o tym, co dzieje się na zewnątrz, a przecież nie było w danej chwili widać żadnych opadów. Ot – lokalny koloryt, zwłaszcza wtedy, gdy wspinaliśmy się nieco wyżej. A widoki – o ile chmury i mgły ich nie zakrywały – były naprawdę imponujące.

Piękna pogoda towarzyszyła nam w Serbii. Naprawdę warto odwiedzić ten kraj, który powstał niespełna trzy lata temu. Malownicze góry na południu, cudowny Belgrad, autostrada z południa na północ, o jakiej my wciąż w zasadzie możemy tylko marzyć i śliwowica tania, jak barszcz ;-) Do tego smaczne jedzenie, przyjaźnie nastawieni tubylcy i… zero śladów wojny. Ceny bardzo atrakcyjne, choć hotele o w miarę przyzwoitym standardzie w Belgradzie są drogie (dwuosobowy pokój, to wydatek minimum 50 auro za noc).

Do atrakcji i wrażeń turystycznych wrócimy jednak w oddzielnym materiale. Teraz skupmy się jeszcze przez chwilę na Dacii Sandero. Pewnie ciekawi jesteście, jakim spalaniem popisało się to auto podczas testu na dystansie ok. 4.500 km. Wszak w komentarzach pod naszymi na bieżąco zamieszczanymi relacjami pisaliście na ten temat. Otóż przez sporą część trasy benzynowemu silnikowi Sandero o mocy 87 KM wystarczało średnio 6,7-6,8 litra. No ale kawałek autostrady auto mogło poznać tylko na Słowacji i na Węgrzech – z Miszkolca do Debreczyna. Potem była siłą rzeczy wolniejsza jazda w górach i dolinach, po drogach gorszej jakości. Spalanie więc utrzymywało się na poziomie nie przekraczającym 7 litrów na 100 km. W Bułgarii, gdy już kilkadziesiąt kilometrów za Starą Zagorą wskoczyliśmy na autostradę do Sofii, spalanie podskoczyło. Od Sofii do granic Serbii spaść już nie zdążyło, a potem znowu był długi odcinek autostrady. Od granicy serbsko-węgierskiej przez Budapeszt aż do Miszkolca znowu jechaliśmy autostradami (oczywiście z dłuższym przystankiem w stolicy Węgier), więc średnie spalanie spaść nie mogło. Ostatecznie w całym teście wyniosło średnio 7,2 litra na każde 100 km. Z czego wniosek, że zużyliśmy ok. 325 litrów „bezołowiówki”. A naprawdę nie oszczędzaliśmy paliwa – jechaliśmy zwykle z leciutkim przekroczeniem dopuszczalnej prędkości (opierając się na wskazaniach GPS-u), zwłaszcza na autostradach. Wjeżdżaliśmy do centrów dużych miast – Konstancy, Warny, Sofii, Belgradu, czy Budapesztu, które oczywiście zwiedzaliśmy. Wydaje się więc, że spalanie Dacii Sandero 1.6 jest na poziomie co najmniej akceptowalnym w takich warunkach.

A skoro jesteśmy przy zużyciu – Sandero nie zużyło zauważalnych ilości oleju silnikowego. Zaopatrzyliśmy się też w płyn do spryskiwaczy, którego używaliśmy trochę – wszak pogoda była mocno zmienna, a drogi zabrudzone, więc i szyby paskudziły się solidnie – ale wcale nie tak wiele. Najwyraźniej Dacia montuje do tego modelu dobre dysze, które dobrze rozpylają płyn i w efekcie auto zużywa go stosunkowo niewiele. Podzielone opinie zaś pojawiły się w ocenie pracy wycieraczek właśnie podczas spryskiwania szyby – w Sandero nie ma funkcji ruszenia wycieraczek po spryskaniu szyby – trzeba je przestawić ręcznie. Jędrzejowi się to podoba, mi nieco mniej. Ale to naprawdę drobiazg, prawda? ;-)

Reasumując – Dacia Sandero, to bardzo ciekawa propozycja na polskim rynku motoryzacyjnym. Nie dość, ze auto jest relatywnie tanie, zbudowane na sprawdzonych, niezawodnych podzespołach, to w dodatku jest bardzo praktyczne, ma jeden z największych bagażników w swojej klasie i oferuje bardzo dużo miejsca zarówno w przedniej, jak i w tylnej części nadwozia. A przy tym wszystkim jest całkiem ładne. Jeśli ktoś z Was myśli o nowym samochodzie za zbliżone pieniądze, to powinien się naprawdę zainteresować tym autem. Szczerze polecamy!

Wkrótce zamieścimy kolejne materiały z naszej wyprawy. Mamy nadzieję, że wzbudzą one Wasze zainteresowanie. A tymczasem żegnamy się – na jakiś czas – z Dacią Sandero.

Samochód testowali dla Was w dniach 11-16 marca
Jędrzej Chmielewski
Krzysztof Gregorczyk

Dziękujemy firmie Renault Polska za udostępnienie Dacii Sandero do testu.
Dziękujemy firmie Motorola za dostarczenie urządzeń Bluetooth® do bezpiecznej komunikacji na drodze..

Galeria

Jeśli na powyższej liście nie ma Twojego wydarzenia zajrzyj tutaj

polecamy

Może ci się spodobać również
avatar
  Subskrybuj  
Powiadom o
gość
Gość
gość

niecierpliwie czekam na test samochodu  Dacia Sandero Stepway

gość
Gość
gość

Brak w tabeli porównawczej Chevroleta Aveo:

model cena najtańszej wersji benzynowej cena najtańszego diesla rozstaw osi [cm] długość całkowita [cm] pojemność bagażnika [dm?]

Chevrolet Aveo 31.390 zł  brak        248  392 220

Dacia Sandero 29.500 zł 39.100 zł 259 402 320

Fiat Punto 33.900 zł 45.990 zł 251 403 275

Ford Fiesta 36.600 zł 44.600 zł 248 395 295

Opel Corsa 38.900 zł 49.440 zł 251 399 285

Suzuki Swift 40.900 zł 50.900 zł 238 369 213

Škoda Fabia 31.900 zł 43.900 zł 246 399 300

Toyota Yaris 41.350 zł 49.900 zł 246 375 272

VW Polo 37.240 zł 42.740 zł 247 392 270

gość
Gość
gość

A co z hałasem wewnątrz tego samochodu w porównaniu do konkurencji ?

gość
Gość
gość

test ciekawy ale trochę błędów językowych. Pisze się Karpat nie Karpatów to nie gimnazjum nie przystoi. Reszta OK pozdrawiam