Każda wizyta Nissana Qashqai w moich testach ma w sobie coś z rodzinnego spotkania. To ten model, który nie tylko przyciąga wzrok, ale też przypomina, że samochód może być po prostu przyjemny w codziennym użytkowaniu. Komfortowy, oszczędny, a przy tym dynamiczny – Qashqai pozostaje jednym z filarów współczesnej motoryzacji. Bo to właśnie od jego debiutu rozpoczęła się era crossoverów.
Z zewnątrz – ewolucja, nie rewolucja. Sylwetka dobrze znana, ale nadal świeża. Styliści Nissana nie szukali sensacji, tylko harmonii – i to się udało. Wnętrze z kolei zachowało charakter poprzednika, jednak zyskało elegancję, której nie sposób nie zauważyć. Zamszowe wstawki na desce rozdzielczej i drzwiach robią świetne wrażenie – to detale, które wynoszą Qashqaia na poziom klasy premium. Całość wykonana z chirurgiczną precyzją, po japońsku. Choć, warto przypomnieć – to auto internacjonalne: marka z Japonii, przedstawicielstwo z Francji, a produkcja z brytyjskiego Sunderland.

Fotele? Wzorowe. Miękkie, wygodne, z dużym zakresem regulacji i pamięcią ustawień. Pozycja za kierownicą naturalna, widoczność – bez zarzutu. Lustra nie zasłaniają skrzyżowań, a wnętrze pozwala poczuć się swobodnie nawet podczas długiej podróży. Wrażenie elegancji i spokoju potęguje bardzo dobre wyciszenie kabiny. Pasażer, który na co dzień testuje samochody po europejskich autostradach, podsumował to krótko: „Ale tu cicho.” Tą ciszę widać jak podniesiemy podłogę bagażnika. Gruba warstwa materiału tłumiącego – brawo Nissan!

System audio Bose uzupełnia tę ciszę muzyką w studyjnej jakości. Ekran przed kierowcą może nie należy do najpiękniejszych w branży, ale jest czytelny, a ergonomiczny head-up display dodaje mu nowoczesności. Ucieszy też fakt, że Nissan pozostał wierny klasycznym przyciskom i fizycznym pokrętłom – intuicyjność wygrywa tu z modą na dotykowe wszystko. Bagażnik to kolejny atut: 504 litry pojemności w standardzie i ponad 1500 litrów po złożeniu tylnej kanapy. Do tego praktyczne haczyki, gniazdo 12 V i dwupoziomowa podłoga – proste, ale genialne.

Serce samochodu to napęd e-Power – rozwiązanie inne niż typowa hybryda. Benzynowy silnik 1.5 nie napędza kół, lecz działa jako generator prądu, który zasila jednostkę elektryczną. W efekcie Qashqai jeździ jak auto elektryczne, ale bez konieczności ładowania. W trybach Eco i Normal kierowca ma do dyspozycji 190 KM, a w trybie Sport – nawet 205 KM. Osiągi stają się wtedy wyraźnie żwawsze, a reakcja na gaz natychmiastowa. Jednobiegowa przekładnia przekazuje napęd na przednie koła, a funkcja e-Pedal umożliwia jazdę „na jednym pedale” i efektywne odzyskiwanie energii.

Spalanie? W zależności od stylu jazdy od 4,5 do 7,1 l/100 km, co przy zbiorniku 55 l daje zasięg sięgający 1000 km. To wynik, którego nie powstydziłby się żaden klasyczny diesel.

Jest tylko jeden drobiazg, który może wzbudzać emocje – trzy cylindry. W teorii to argument „na nie”, ale w praktyce trudno się do czegokolwiek przyczepić. Silnik pracuje cicho, nie wibruje, a całość układu działa z płynnością, której mogą pozazdrościć nawet większe hybrydy konkurencji.

Qashqai e-Power to samochód dopracowany, elegancki i technicznie przemyślany. Dla jednych – komfortowy towarzysz codziennych podróży, dla innych – przykład, że hybryda może być naprawdę przyjemna w prowadzeniu.
A dla nas? Kolejny dowód, że Nissan wciąż potrafi łączyć rozsądek z emocjami.























