Fiat Cronos to jeden z najczęściej spotykanych samochodów w Argentynie. Przez kilka lat znajdował się na szczycie rankingu sprzedaży i wciąż pozostaje w gronie najpopularniejszych modeli w tym kraju. Dlaczego jest tak chętnie wybierany przez klientów? Przekonałam się podczas ucieczki z zatłoczonego Buenos Aires w spokojniejsze okolice regionu.
Buenos Aires to mieszanka latynoskiej i europejskiej kultury z klubami, muzyką i nocnym życiem. Miasto słynie z tanga, pysznego jedzenia, ze szczególnym uwzględnieniem empanad z różnym nadzieniem oraz monumentalnych kamienic, które niejednemu turyście z Europy przywodzą na myśl Barcelonę. Czy tego chcemy, czy nie Buenos pozostaje zatłoczoną, tętniącą życiem aglomeracją, od której czasem człowiek ma ochotę się uwolnić. Jeden dzień dezercji jeszcze nikomu nie zaszkodził i dzięki uprzejmości Stellantis Argentina wyjechałam Fiatem Cronosem 1.3 CVT do oddalonego o ponad 100 km kolonialnego miasteczka San Antonio de Areco, które ma zupełnie inny klimat. Pośpiech nie istnieje, czas płynie wolniej i możemy na chwilę zapomnieć o miejskim zgiełku, ale po kolei.
Aby dotrzeć do parku prasowego Stellantis, skorzystałam z usług firmy Uber i pewnym zbiegiem okoliczności samochodem, który podjechał rankiem pod mój hotel okazał się… Fiat Cronos. Nie powinno mnie to jednak dziwić. Kiedy jesteśmy w Argentynie, nie ma możliwości, by nie zobaczyć tego modelu na ulicy. Jest po prostu wszędzie!
Sedana upodobały sobie w szczególności firmy zajmujące się transportem osób. Chociaż Cronos mierzy zaledwie 4364 mm długości, sprawia wrażenie większego, zwłaszcza jeśli chodzi o przestrzeń w kabinie. Jako pasażerka mogłam docenić ilość miejsca na nogi w tylnej części auta. Na dokładkę, auto dysponuje wielkim bagażnikiem o pojemności 525 litrów, który możemy porównywać do Logana. 
Dlaczego Argentyna kocha Cronosa?
Kierowca Ubera chętnie opowiadał o lokalnej motoryzacji, w dodatku okazał się wielkim fanem Peugeota – popularnej w Argentynie marki, która w jego rodzinie jeździ od pokoleń. Kiedy poruszyliśmy temat Cronosa rozwiał moje wyobrażenie o tym, że samochody w Argentynie są tanie. Wysokie podatki, niestabilna waluta oraz niskie zarobki powodują, że nowe auto stanowi potężną inwestycję. Wyceniony pomiędzy 24 mln – 33,8 mln peso (64 tys. zł- 104 tys. zł) sedan Fiata dla większości obywateli pozostaje zbyt drogi, by mogli sobie na niego pozwolić, ale jest jeszcze konkurencja. No właśnie – droższa konkurencja.
Cronos to jeden z najtańszych modeli w segmencie i tu może tkwić sedno sukcesu, ale czy chodzi tylko o to? Zdaniem mojego kierowcy, o statusie bestsellera nie zdecydowała cena samochodu, tylko przystępne części i serwis, a także zaufanie do benzynowego silnika 1.3 z rodziny Firefly, który cieszy się opinią niezawodnej i ekonomicznej jednostki.
Z tylnej kanapy Cronosa przesiadłam się na fotel kierowcy nowej, odświeżonej w ubiegłym roku wersji samochodu. Face lifting skupił się na przeprojektowaniu osłony chłodnicy i zderzaka, co sprawiło, że przód pojazdu nabrał wyrazistości. Fiat dodał LED-owe światła do jazdy dziennej i ulepszył system informacyjno-rozrywkowy z 7-calowym ekranem dotykowym.
To co niezbędne i jeszcze trochę
Charakter kabiny skupia się wokół dwóch cech: prostota i funkcjonalność. Konsola centralna nie przytłacza i daje poczucie swobody, co powinni docenić kierowcy hojniej obdarzeni wzrostem. W topowym poziomie wyposażenia znajdziemy nie tylko to, co jest nam niezbędne do komfortowego pokonywania kilometrów, ale także dodatkowe elementy.
Testowy Cronos napędzany silnikiem 1.3 o mocy 99 KM i maksymalnym momencie obrotowym 127 Nm to najwyższa wersja Presicion wyposażona w 16-calowe aluminiowe felgi, elektryczne lusterka z funkcją oświetlenia powitalnego, klimatyzację automatyczną, manualnie regulowany fotel, ekran dotykowy, który bezprzewodowo sparujemy ze smartfonem i elektrycznie regulowane lusterka. W samochodzie znalazła się skórzana tapicerka, podłokietnik i kamera cofania. Kilkoma kliknięciami zmieniłam język systemu z hiszpańskiego na polski, ustawiłam nawigację i ruszyłam w trasę.
Towarzysz na dalsze i bliższe podróże
Wygodny fotel z manualną regulacją charakteryzuje się zaskakująco dobrym podparciem i dobrze wspiera kręgosłup na dłuższych trasach. Chociaż ilość plastikowych powierzchni zdradza budżetowy charakter pojazdu całość sprawia wrażenie solidnej i przemyślanej konstrukcji.
Po pierwszych kilometrach uderzył mnie spokój, jaki panuje w samochodzie. Nie znajdziemy tu irytujących systemów wspomagania, które pikają i mrugają za każdym razem kiedy ruszymy głową. Nie ma nawet systemu Start Stop, który jest obowiązkowy dla nowych samochodów oferowanych na rynku europejskim. Cronos to samochód w starym, dobrym stylu, który zapewnia najlepsze możliwe połączenie: ja i jazda.
Trasa mojej ucieczki z Buenos po wyjechaniu z miasta wiodła głównie autostradą. Po drodze dwukrotnie mijałam bramki. Opłata na każdym punkcie wynosiła w przeliczeniu ok. 6 zł. Można jej dokonać gotówką, która w Argentynie wciąż uznawana jest za pewniejszą opcję niż karta lub przez automatyczny systemu TelePase, który przyspiesza i usprawnia przejazd. System działa po wykupieniu naklejki i umieszczeniu jej po wewnętrznej stronie przedniej szyby.
A jak wypada jazda sedanem Fiata?
Powiedzieć, że asfalt w Buenos Aires i na trasach wylotowych bywa słabszej jakości to wręcz niedopatrzenie, ale lekko podwyższone i komfortowo zestrojone zawieszenie Fiata doskonale zdaje egzamin. Samochód prowadzi się pewnie i nie boi się się nierówności, które czyhają na kierowcę na każdym kroku. W dodatku, podróż nie męczy nadmiernym hałasem dochodzącym od strony kół. Cronos wypada tutaj lepiej pod tym względem niż Renault Arkana.
Środowiskiem, w którym Cronos czuje się najlepiej jest miasto. Bezstopniowy automat ułatwia poruszanie się po zatłoczonych ulicach dużego miasta, ale niekoniecznie zdaje egzamin, kiedy potrzebujemy szybkiej reakcji pojazdu podczas wyprzedzania. Po wdepnięciu pedał gazu do podłogi, musimy uzbroić się w pewną dozę cierpliwości, tak jakby samochód próbował przygotować nas do leniwej popołudniowej siesty. Sytuację ratuje tryb Sport, w którym auto budzi się do życia, jednak wiąże się to z pracą na podwyższonych obrotach i większym hałasem w kabinie.
Leniwy południowoamerykański klimat
Wraz z kolejnymi kilometrami krajobraz za szybą stopniowo się zmieniał – mijałam coraz mniej zabudowań, więcej drzew oraz rozległe tereny pampy. Do San Antonio de Areco, kolonialnego miasteczka założonego w 1730 roku, dotarłam po ok. 1,5 godziny jazdy. Czas nagle zwolnił. Od razu poczułam bardziej lokalny klimat, który tworzą puste, szerokie ulice oraz zabytkowe zabudowania i zabytki: kościół św. Antoniego z Padwy i ratusz położone tuż placu głównym.
Spacerując uliczkami miasta można podziwiać nie tylko zabytki. Łatwo natknąć się tu na motoryzacyjne ciekawostki. Moją uwagę przyciągnął Peugeot 306 w wersji sedan oraz zachowany w znakomitym stanie Citroën Mehari, który jest jednym z najbardziej znanych modeli francuskiej marki. Produkcja odbywała się lokalnie w latach 1971 – 1980.
Zapuszczając się nieco dalej dotrzemy do jednego z symboli miasta – zabytkowego mostu nad rzeką Areco. Niegdyś pełnił kluczową rolę w komunikacji i transporcie towarów pomiędzy brzegami rzeki, dziś stanowi atrakcję turystyczną i popularne miejsce do niespiesznych spacerów i jako inspiracja dla artystów.
Miasteczko oferuje coś, czego brakuje stolicy, czyli wszechobecny spokój, pustkę i ciszę. Jedynie dźwięki tradycyjnej muzyki dochodzą z otwartych okien klimatycznych knajpek a zapachy grillowanych potraw kuszą, by wstąpić i coś zjeść. Argentyna słynie z potraw mięsnych, dlatego w ofercie dominują steki i kotlety. A po obiedzie – deser. Nie będzie przesadą jeśli powiem, że w całej Argentynie nie jadłam lepszych lodów niż w San Antonio de Areco ;-) Lista smaków jest tak długa, że nie sposób ograniczyć się wyłącznie do jednego.
Klimat miasteczka rzucił na mnie urok i rozleniwił, ale to, co dobre szybko się kończy i musiałam wracać do Buenos Aires, które przywitało mnie swoim szalonym tempem, hałasem i wzmożonym ruchem. Czas dojazdu rósł w oczach i ostatecznie wyniósł ok. 2,5 godziny. Spalanie Fiata w trasie utrzymywało się poniżej 6 l/100 km, ale korki podniosły końcowy wynik. W momencie oddawania pojazdu do parku prasowego komputer pokładowy pokazywał średnią 6,6 l/100 km.
Fiat Cronos – dopasowany do lokalnego rynku
Czasem najprostsze wybory okazują się najbardziej trafione. Kiedy planujesz spokojny dzień poza tętniącą życiem aglomeracją niekoniecznie musisz korzystać ze statku kosmicznego naszpikowanego elektroniką. Samochód, który zrozumie lokalne drogi i pozwoli poczuć autentyczny klimat w zupełności wystarczy i taki właśnie jest Fiat Cronos. To klasyka gatunku w solidnym wydaniu.
Biorąc pod uwagę specyfikę motoryzacji na Starym Kontynencie oraz całą listę regulacji, wprowadzenie modelu do oferty w porównywalnej formie nie byłoby już możliwe, ale w Ameryce Łacińskiej Cronos jest prawdziwym hitem i wcale nie dziwię się, że Argentyńczycy tak chętnie go kupują – to prosty, wygodny i praktyczny samochód. 
Zalety:
- Przestronne wnętrze
- Duży bagażnik
- Intuicyjna obsługa i wszystko pod ręką
- Komfortowy fotel
- Brak rozpraszających systemów bezpieczeństwa
- Zawieszenie dopasowane do lokalnych dróg
Wady:
- Budżetowy charakter wykończenia wnętrza
- Niedostatek dynamiki podczas wyprzedzania
- Głośny tryb Sport
Zobacz także:
- Test: Dacia Logan 1.0 TCe LPG – ile przejedzie na dwóch zbiornikach? Opinie, wady, zalety, plusy, minusy, spalanie.
- Widziałam nowe Renault Boreal na żywo i powiem jedno: szkoda, że nie ma go w Polsce. To Dacia Bigster z wyższej półki



































































