Peugeot 5008 2010- pojemny rodzinny samochód, który warto kupić

0 81

Oficjalnym celem naszej wyprawy była góra, na której podobno osiadła Arka Noego, czyli Ararat. Naturalnie nie zamierzaliśmy się na nią wspinać, nawet nie staraliśmy się o takie zezwolenie, ale planowaliśmy znaleźć się u stóp tego imponującego wulkanicznego masywu. Na zdjęciach wygląda nieźle, ale dopiero kiedy stanie się przed Araratem, widać jego imponujące rozmiary. Chcieliśmy się przekonać osobiście, jakie wrażenie robi ta góra, a że dzieli nas od niej ładnych parę tysięcy kilometrów, trzeba było najpierw się tam dostać. Owszem – można polecieć, ale co to za przyjemność dla ludzi piszących o samochodach? ;-)

Właśnie dlatego stworzyliśmy projekt wyprawy, który zainteresował polskiego importera Peugeota i po kilku miesiącach przygotowań i kilkakrotnym przekładaniu terminu ruszyliśmy w drogę. Ararat był jednak ostatecznie tylko jednym z celów wyprawy, którą szacowaliśmy na mniej więcej 7.500-8.000 km. Jak się okazało – pokonaliśmy niemal 9.000 km, w dodatku nie odwiedzając wszystkich zaplanowanych atrakcji – zabrakło nam czasu :-( Acz nie z winy samochodów, bynajmniej ;-)))

Dwa Peugeoty 5008 wyruszyły z Warszawy 10.VI.2010 wieczorem. Mniej więcej ok. 22:00 opuściliśmy południowe rubieże stolicy i ruszyliśmy w stronę Cieszyna. Szybki przeskok przez Czechy, potem Słowację, Węgry, Serbię, Macedonię i po mniej więcej dobie podróży – poza Polską oczywiście jadąc autostradami – dotarliśmy nad Morze Egejskie, do greckich Salonik. Tam przespaliśmy się w jednej z podmiejskich miejscowości, by rano ruszyć do Turcji. Potem podróż w poprzek tego dużego kraju, krótka wizyta w Gruzji, powrót przez wschodnią Turcję, Kapadocję, wizyta w Stambule, i powrót przez Bułgarię, Serbię, Węgry i Słowację do Polski. Łącznie dziesięć państw, ale większość czasu spędzona w azjatyckiej części Turcji. Jak na tej trasie spisał się Peugeot 5008? Czy pierwszy kompaktowy minivan w ofercie Marki obiecującej Motion & Emotion nadaje się na transgraniczne wyprawy, nawet bardzo intensywne?

Cóż – zdecydowanie tak! Nawet biorąc pod uwagę różne usposobienia uczestników wyprawy, co i w rodzinach się zdarza, zawsze udawało się znaleźć kompromis, a najczęściej różnica zdań pojawiała się – co ciekawe w obu samochodach – przy ustawieniach klimatyzacji. Dwustrefowej i automatycznej, dodajmy, ale najwyraźniej każde z nas miało różne oczekiwania względem tzw. komfortu termicznego ;-) Sama klimatyzacja zresztą spisywała się znakomicie i nawet w ponad 40-stopniowych upałach (w cieniu!) szybko radziła sobie ze schładzaniem wnętrza samochodu.

Jak zwykle w naszych wyprawach, udaliśmy się na tereny relatywnie rzadko odwiedzane przez turystów, a dzięki temu ciekawe i niezadeptane. Turcja jest od lat znaną i cenioną destynacją również wśród polskich turystów, ale zdecydowana większość z nich trafia na turecką riwierę. My tam nie pojechaliśmy, za to postanowiliśmy zmierzyć się z traktami, o których niewiele wiedzieliśmy przed wyjazdem do Azji. Po przeszło dwóch tysiącach kilometrów pokonanych autostradami (Słowacja, Węgry, Serbia, Grecja, Turcja do Ankary) ruszyliśmy w głąb tego ciekawego kraju, który w opinii wielu Polaków – poza wspomnianą riwierą – jest wręcz dziki. To oczywiście nieprawda – Turcja jest bardzo cywilizowana i w wielu aspektach daleko nam do niej… Naprawdę! Ale o tym za chwilę.

Ponieważ Turcja nie jest i najwyraźniej jeszcze długo nie będzie członkiem Unii Europejskiej, musieliśmy się przygotować na dłuższy postój na granicy grecko-tureckiej. Zauważalnie dłuższy, niż przy pokonywaniu granic węgiersko-serbskiej, serbsko-macedońskiej, czy macedońsko-greckiej. Granica turecka przywitała nas zresztą szerokim pasem ziemi niczyjej, bogato jednak obstawionej siłami zbrojnymi – takich widoków w naszej części Europy już dawno nie spotkaliśmy, zdążyliśmy więc od tego odwyknąć. Pojawiła się więc pewna obawa, czy my naprawdę chcemy to zrobić ;-) Wszak kołatały w nas przekonania licznej grupy rodaków przeświadczonych o dziczy tego kraju :-)))

Ale spokojnie – po przeskoczeniu biurokratycznych wymogów wjechaliśmy wreszcie na teren Turcji. Pojechaliśmy szeroką drogą, przywodzącą na myśl polskie autostrady: prostą, dwupasmową, o średnio dobrej nawierzchni ;-) Ale bezpłatną! Staraliśmy się przestrzegać dopuszczalnych limitów prędkości, choć Peugeoty, przegonione po europejskich autostradach, domagały się więcej! Jechaliśmy jednak dość spokojnie chłonąc szeroko otwartymi oczami widoki za oknami. Temperatura na zewnątrz rosła, co widać było na centralnych wyświetlaczach testowych samochodów, ale we wnętrzach Peugeotów 5008 panował przyjemny chłód wytwarzany przez wydajne układy klimatyzacji.

Zawieszenia samochodów zestrojono dość sprężyście, ale tłumienie dobrano znakomicie, dzięki czemu nawet jazda po gorszych nawierzchniach nie jest w żadnym wypadku męcząca. O tym jednak przyszło nam się przekonać w większym stopniu dopiero w dalszej, azjatyckiej części podróży. Owszem – na asfalcie odczuwaliśmy każdy większy poprzeczny uskok, ale podwozie szybko tłumiło wszelkie wahania nadwozia nie wprowadzając ani nieprzyjemnego bujania, ani nie przenosząc tych nierówności bezpośrednio na nasze plecy, nawet w miejsca, gdzie tracą one swą szlachetną nazwę… ;-)

Skoro już jesteśmy przy plecach i nie tylko, to poświęćmy parę słów na temat ich podparcia przez fotele Peugeota 5008. Samochód ten ma na pokładzie siedem indywidualnych miejsc, z czego dwa należy traktować raczej awaryjnie. Owszem – mogą na nich podróżować dzieci, ale im mniejsze, tym lepiej. W naszym wypadku jednak nie tylko dzieci nie było w samochodach podczas wyprawy, ale nawet wspomniane dwa fotele (dostępne, jako opcja za 2.400 zł) cały czas były schowane w przeznaczonym dla nich miejscu w podłodze kufra – potrzebowaliśmy po prostu niemałej przestrzeni bagażowej na zapakowanie rzeczy niezbędnych dla siedmiu osób w 11-dniowej podróży. Korzystaliśmy więc z pięciu miejsc w każdym samochodzie i to na nich skupię się poniżej.
Dwa przednie fotele zapewniają ogromny poziom komfortu. Mimo tego, że kierowcy zmieniali się w trakcie jazdy, nikt z nas nie miał najmniejszego problemu z ustawieniem fotela kierowcy do własnych potrzeb, wymiarów i upodobań. Dodajmy, że kierowcy byli różnej postury, różnego wzrostu i nawet kobieta ;-) bez najmniejszego kłopotu dobrała sobie odpowiednie ustawienia.
Fotele mają oczywiście podłokietniki, regulowane na wysokość, moim zdaniem mające nawet zbyt szeroki zakres owej regulacji, no ale lepiej mieć za dużo, niż za mało, chyba, że chodzi o coś niemiłego ;-)
Szerokość foteli, ich wyprofilowanie, znakomite podwójne zagłówki (z wmontowanymi w nie w tylnej części ekranami ciekłokrystalicznymi), odpowiednio dobrana twardość siedzisk – to wszystko sprawiło, że pokonywanie średnio 800 km każdego dnia nie powodowało w nas zmęczenia. Fotele mają też dobrze wyprofilowane oparcia z podpórką w okolicy lędźwiowej, która to część kręgosłupa coraz częściej stwarza problemy wielu ludziom.
Fotele w drugim rzędzie, siłą rzeczy węższe i inaczej wyprofilowane, również zapewniają sporą dozę komfortu. Każdy z nich można regulować indywidualnie, pochylając oparcie, czy przesuwając cały fotel wzdłużnie. Oczywiście można je też złożyć, a nawet wymontować, tego jednak nie praktykowaliśmy – nie było takiej potrzeby.
Okazało się jednak, że nawet dorosły mężczyzna o wzroście przekraczającym 180 cm, jest w stanie na tych tylnych siedzeniach znaleźć pozycję leżącą i spać przez nawet parę godzin. Tak, wiem, że to nie do końca bezpieczne, taka podróż na leżąco, ale przecież kiedyś trzeba się zdrzemnąć ;-) Wyprofilowanie siedzisk foteli drugiego rzędu nie przeszkadza w takim spaniu, a rolety okienne, w które były wyposażone „nasze” samochody, ograniczały nieco ilość wpadającego do wnętrza światła, więc drzemka nawet w słoneczny dzień nie stanowiła problemu. Oczywiście w takich wypadkach zasuwaliśmy również roletę okienną, bowiem oba testowe Peugeoty wyposażone były w wielkie, szklane dachy. Naturalnie z przyciemnionego szkła, ale w tureckim słońcu to przyciemnienie wcale tak skuteczne nie było ;-)
Kiedy jednak nie spaliśmy, otwieraliśmy nieprzepuszczalną zasłonę, by delektować się znakomitym doświetleniem wnętrza samochodu. Podróż w takich warunkach, to coś, co zawsze sprawia nam przyjemność – podkreślamy to we wszystkich testach samochodów wyposażonych w szklane dachy.

Peugeoty 5008 miały w siedziskach czujniki, które sprawdzały, czy każdy fotel jest zajęty. Jeśli czujnik odbierał wrażenie, że ktoś siedzi na danym miejscu, sygnalizował konieczność zapięcia pasów. To ukłon w stronę zapewnienia bezpieczeństwa wszystkim podróżującym na pokładzie kompaktowego vana sygnowanego kroczącym lwem. Auto nie tylko piszczy, gdy odkryje niezapięty pas, ale i pokazuje na specjalnym piktogramie, który z pasażerów nie dopełnił obowiązku jego zapięcia. Działa to również w przypadku rozpięcia pasa podczas jazdy, co nie znaczy, że czujnika nie da się oszukać… ;-) Pytanie tylko, po co?

O bezpieczeństwo pasażerów dba oczywiście komplet poduszek powietrznych i parę układów elektronicznych, z obowiązkowym ABS-em i jeszcze nieobowiązkowym ESP. Kontrolkę tego drugiego układu udało nam się jednak zmusić do zapalenia jedynie podczas jazdy po luźnych nawierzchniach we wschodniej Turcji. W normalnych warunkach ESP nie interweniuje dając tym dowód niezłego zestrojenia zawieszenia, wkracza zaś do akcji wtedy, kiedy korekta poczynań kierowcy wydaje się już dość potrzebna.

Niestety testowane przez nas Peugeoty 5008 miały pewną wadę, która wprowadzała niepewność w prowadzeniu. Problemem okazały się seryjnie montowane opony – mimo braku oznak zużycia były one bardzo mało odporne na aquaplaning. Przekonaliśmy się o tym szczególnie na serbskich i węgierskich autostradach już w drodze powrotnej, gdy od Bułgarii po Słowację niemal nieprzerwanie padał deszcz. Kontrola bieżnika wykazała, że opony nie są zużyte. Z doświadczeń zebranych podczas całej podróży możemy więc stwierdzić, że fabryczne „kapcie” 5008-ek świetnie spisują się na suchej nawierzchni, na szutrach, ale w naszej strefie klimatycznej dobrze byłoby je wymienić na inne, które lepiej radzą sobie z usuwaniem spod kół wody. Dodajmy, że mimo jazdy po autostradach, nie przekraczaliśmy w deszczu dozwolonych 130 km/h, a zjawisko aquaplaningu występowało już po osiągnięciu 100 km/h. I nie była to ulewa – po prostu zwykły, niezbyt obfity deszcz, w wyniku którego powstały malutkie kałuże!
Reasumując – jeżdżąc w naszej strefie klimatycznej, której nieobce są deszcze, warto pomyśleć o zmianie opon, a jeśli się na to nie zdecydujecie, po prostu nie szalejcie po mokrym asfalcie.

Jest jeszcze jedna rzecz, której nam w Peugeocie 5008 brakowało, szczególnie wtedy, gdy pokonywaliśmy górskie serpentyny z zakrętami o 180°. Chodzi naturalnie o doświetlanie zakrętów. Rzecz przydatna nie tylko w sytuacjach, z jakimi mieliśmy do czynienia, ale również w ruchu miejskim. Wiadomo – widoczności nigdy za dużo ;-) Przyzwyczajeni zaś do tego, że coraz większa liczba modeli wyposażana jest w ten drobny, ale przydatny gadżet, odczuwaliśmy jego brak w testowanych egzemplarzach.

Na pewno nie odczuwaliśmy za to braku przestrzeni. Siedem osób w dwóch samochodach w 11-dniowej podróży potrzebowała sporo miejsca, zarówno w kufrach na bagaże, jak i dla własnej komfortowej podróży, kiedy czasem trzeba się ruszyć na fotelu. Kompaktowy van Peugeota zapewnia wiele możliwości pod tym względem. Pojemnością bagażnika można w pewnym zakresie sterować przesuwając indywidualnie każdy z trzech foteli drugiego rzędu. Fotele owe mają regulowane pochylenie oparć, co pomaga w ich ustawieniu do konkretnych oczekiwań pasażera. Szerokość wnętrza jest co najmniej wystarczająca, choć na pewno nie można mówić o nadmiarze pustego miejsca, gdy podróżuje w owym drugim rzędzie trzy dorosłe osoby – to po prostu w tej klasie nie może się udać. Zresztą w segmencie wyższym, reprezentowanym przez Peugeota 807 – też trudno jest takie wrażenie uzyskać.

Instrumentarium dostępne dla kierowcy rozplanowano charakterystycznie dla marek francuskich  tu wszystko działa „normalnie”, choć na pewno krytykanci francuskiej motoryzacji będą narzekać, ale nie ma się czym przejmować – to w niemieckich samochodach wszystko jest inaczej ;-)
Zegary są czytelne, podświetlone łagodnie, co nie męczy wzroku podczas jazdy nocnej, a układ wskaźników na desce rozdzielczej jest najbardziej oczywisty – pomiędzy prędkościomierzem i obrotomierzem umieszczono ciekłokrystaliczny wyświetlacz wskazań komputera pokładowego, który prezentuje też ustawienia tempomatu/ogranicznika prędkości, w jakie został wyposażony Peugeot 5008. Nad owym wyświetlaczem zlokalizowano analogowe wskaźniki prezentujące temperaturę cieczy chłodzącej silnik oraz stan paliwa w baku.

A propos paliwa – testowane przez nas samochody, poganiane dość intensywnie po europejskich i azjatyckich drogach, zadowalały się całkiem przyzwoitymi ilościami paliwa. Spalanie z całej trasy na poziomie 7,5 litra na każde 100 km należy uznać za co najmniej atrakcyjne, biorąc pod uwagę osiągane prędkości, jazdę w wysokich górach, non stop włączoną klimatyzację, czy zapakowanie do każdego z aut mniej więcej po 400 kg (pasażerowie plus bagaże). Średnia prędkość z całej wyprawy (niemal 9.000 km) sięgała pod koniec ok. 75 km/h.

Wróćmy jednak za kierownicę. Kokpit troszeczkę przywodzi na myśl ten z crossovera 3008. Owszem – jest bardziej stonowany, ugładzony w stosunku do dość agresywnych stylistycznie rozwiązań z rekreacyjnej 3008-ki, ale projekt zrealizowany w 5008 również jest ukierunkowany na kierowcę. Niektórzy stwierdzą pewnie, że brak im miejsca, w którym mogliby umieścić kolano prawej nogi, ale będzie to zwykłe czepianie się. Rozbudowany tunel środkowy rzeczywiście nie pozwala jechać okrakiem, ale przecież to nie hippika!
Wspomniana konsola środkowa umieszczona jest pod kątem i jest całkiem sensownie rozplanowana. Na samej górze, pod nawiewami centralnymi, znalazł się mały otwarty schowek, po bokach którego zlokalizowano włącznik świateł awaryjnych z jednej strony, i przycisk centralnego zamka z drugiej. Niżej znajduje się kolejny, większy schowek (również otwarty), a bezpośrednio pod nim umieszczono panel radioodtwarzacza wraz ze szczeliną na płyty CD. Urządzenie to jest znane z innych modeli Peugeota, a jego model zależny jest od zamówionego standardu – są różne odtwarzacze, również takie, które obsługują płyty DVD, z których obraz można oglądać na umieszczonym na podszybiu ekranie nawigacji. Oczywiście ze względów bezpieczeństwa możliwe to jest jedynie wtedy, gdy samochód się nie porusza.
Pod radiem znajduje się panel sterowania dwustrefową automatyczną klimatyzacją wraz z wyświetlaczami pokazującymi ustawioną temperaturę. Zmian tych ustawień dokonuje się pokrętłami zlokalizowanymi bezpośrednio pod wyświetlaczami – prosto i logicznie. Pośrodku panelu umieszczono przyciski wyboru miejsca, w które ma być skierowany nawiew (po wyłączeniu automatyki) otoczone pierścieniem pozwalającym na regulację siły nawiewu. Wokół tego panelu umieszczono przyciski pozwalające na ogrzanie szyb, pomocne oczywiście w warunkach termicznych dalekich od tych, jakie panowały podczas naszego testu.
Wysoko, wyżej, niż w przeciętnym samochodzie osobowym, umieszczono lewarek zmiany biegów. Pracuje on charakterystycznie dla całej rodziny aut opartych o kompaktowego Peugeota 308, a więc oprócz bazowego hatchbacka również 3008 i 5008. Charakterystycznie, czyli precyzyjnie, potwierdzając fakt „wskoczenia” konkretnego biegu lekkim oporem, jakbyście przesuwali drążek pomiędzy dwoma kulkami opierającymi się o sprężyny. I nie wierzcie w to, co czasem wypisują w prasie motoryzacyjnej – nic nie haczy, a biegi wrzuca się z dużą pewnością nie mając dylematu, jakie przełożenie wybraliśmy.

Sprzęgło działa lekko. Pamiętam, że gdy wróciłem do domu i przesiadłem się na swoją Xantię, auto z natury dość „męskie”, musiałem z powrotem przyzwyczaić się do tego, że w moim Citroënie sprzęgło wyciska się z dość dużą siłą. Zupełnie inaczej, niż w C2-ce moje żony chociażby, ale i inaczej, niż w Peugeocie 5008.

Testowane przez nas kompaktowe vany Peugeota napędzane były przez dwa różne silniki wysokoprężne. W jednym pracował motor 1.6 HDi generujący 110 KM, w drugim – 150-konny silnik 2.0 HDi, warto jednak zauważyć, że w ofercie jest też jego 163-konna odmiana, kosztująca 5-6 tys. zł więcej. W trasie silnik dwulitrowy okazał się ekonomiczniejszy od bazowego diesla 1.6, oferował też lepsze przyspieszenia i elastyczność, choć dane fabryczne wskazują na coś innego. Po prostu chcąc jechać razem musieliśmy nieco więcej potów wyciskać ze słabszej jednostki, co zaowocowało zwiększonym spalaniem. Różnice nie były wielkie, wynosiły może 0,3 litra / 100 km, ale były. W normalnym użytkowaniu zapewne wartości spalania obu silników będą jeszcze bardziej zbliżone.
Oba silniki różnią się dość mocno maksymalną wartością momentu obrotowego. W 1.6 HDi wynosi ona 240 Nm, a dostępna jest już przy 1.750 obr./min., w 2.0 HDi wartość ta sięga 340 Nm dostępnych przy 2.000 obr./min.

60-litrowy bak pozwala na bezstresowe pokonanie 800 kilometrów, a gdy jeździ się oszczędnie, nie jest problemem przejechanie 1.000 km bez tankowania. Po zalaniu baku „pod korek” komputer przewidywał nam czasem jeszcze wyższe wartości, ale że nam się spieszyło, szybko redukował wyliczane odległości ;-)

Na polskim rynku oferowane są trzy poziomy wyposażenia Peugeota 5008: Trendy, Premium i Premium+. My otrzymaliśmy te pośrednie, ale wzbogacone o nieco „bajerów”. Na pokładzie obu aut mieliśmy np. czujniki parkowania (1.300 zł), panoramiczny dach (1.750 zł), rolety przeciwsłoneczne w oknach drzwi drugiego rzędu (950 zł), nawigację WIP NAV (3.300 zł, ale dostępna jest też opcja WIP COM 3D za 8.000 zł, którą mieliśmy w samochodzie z mocniejszym silnikiem), pakiet „Lusterka” (0 zł!) oraz pakiet „Video” (4.000 zł). Dostępna jest również tapicerka skórzana – to opcja relatywnie niedroga, bo kosztująca 5.600 zł.
A teraz parę słów związanych z pakietem „Video”. Fajna rzecz, gdy podróżuje się z dziećmi, a im się nudzi. Dwa ciekłokrystaliczne siedmiocalowe ekrany umieszczone w zagłówkach przednich foteli mogą skutecznie przykuć uwagę małoletnich pasażerów, ale niestety nie da się na nie przekazać obrazu z opcjonalnego radioodtwarzacza DVD zainstalowanego w konsoli środkowej. Aby zasilić te dwa wyświetlacze, trzeba podpiąć do gniazd umieszczonych z tyłu tunelu środkowego, pomiędzy fotelami przednimi, odpowiednie urządzenie – czy to przenośny odtwarzacz DVD, czy konsolę gier. To naszym zdaniem mało wygodne rozwiązanie – dodatkowe urządzenie musi się walać gdzieś po samochodzie, podpięte kablami. I jak mogę zrozumieć kwestię konsoli gier, tak naprawdę w przypadku wyświetlania filmów z płyt DVD mija się to z celem. Przecież nie byłoby problemu zaimplementowanie rozwiązania, w którym samochód poruszający się, a więc mający jakąś prędkość, przekazywałby sygnał z centralnego odtwarzacza jedynie na ekrany w zagłówkach, a nie na centralny na podszybiu.
Dodajmy, że pakiet „Video” zawiera jeszcze dwie pary bezprzewodowych słuchawek.

Wyposażeniu samochodu nawet w wersji podstawowej Trendy trudno cokolwiek zarzucić. No, może jedynie to, że w standardzie nie ma klimatyzacji automatycznej, tylko manualna. Automatyczna dwustrefowa oferowana jest dopiero od poziomu Premium. Już w najtańszej wersji znajdziecie czołowe, boczne i kurtynowe poduszki powietrzne, ABS, ESP, elektryczny hamulec postojowy z funkcją Hill Assist, regulację wysokości obu przednich foteli, czy radioodtwarzacz CD/mp3. I to wszystko za 67.300 zł z silnikiem benzynowym.

No właśnie – elektroniki, jak przystało na samochód francuski, jest sporo. Uprzyjemnia ona życie, wprowadza sporo miłych udogodnień, a jednym z nich jest wspomniany układ Hill Assist. Przy ruszaniu samochodem, którego przód znajduje się wyżej, niż tył, czyli pod górkę, auto dba o to, żeby się nie stoczyć. Kierowca ma wtedy dużo czasu na spokojne przeniesienie nogi z hamulca na pedał przyspieszacza i łagodne ruszenie. Nie jest to nowe rozwiązanie, ale w 5008 zastosowano je w każdej wersji wyposażeniowej już od początku produkcji. Naturalnie związane to jest z zastosowaniem elektrycznego hamulca pomocniczego, coraz powszechniej instalowanego w samochodach różnych klas.

Za bogatym wyposażeniem idą dobre materiały wykończeniowe i świetny montaż. Podróżując Peugeotem 5008 ma się wrażenie, że jedzie się autem z wysokiej półki cenowej, choć de facto jest to przecież kompaktowy van. Nawet bez skórzanej tapicerki na fotelach wrażenie wysokiej jakości materiałów pozostaje w pasażerach samochodu. Wszystkie elementy zmontowano solidnie, nie dane nam było słyszeć jakichś skrzypień, popiskiwań i innych „świerszczy” i to nawet podczas jazdy po drogach gorszej nawierzchni, po szutrach, zniszczonym asfalcie i krętych górskich serpentynach, gdzie nadwozia „testówek” poddawane były różnego rodzaju naprężeniom, których nie da się zasymulować na autostradzie na przykład.

Jak się więc podróżuje Peugeotem 5008? To spory samochód, który swoimi gabarytami robi wrażenie, ale kiedy zasiądzie się za jego kierownicą, kiedy uruchomi się silnik, kiedy ruszy się przed siebie, niemałe wymiary tego kompaktowego vana gdzieś znikają. Auto prowadzi się niemal jak zwykłą osobówkę, w czym pomaga relatywnie nisko położony środek ciężkości. Owszem – to wciąż minivan, ale prowadzenie go nie wymaga jakiejś szczególnej uwagi. Płyta podłogowa pochodząca z Peugeota 308 zapewnia bardzo dobre prowadzenie, zawieszenie zestrojono sprężyście, ale nie pozbawiając samochodu komfortu, co owocuje pewnością prowadzenia i wygodą podróży.

Reasumując – Peugeot 5008, to samochód bardzo interesujący, jeśli planujecie sporo podróży. Z uwagi na swoje gabaryty może nie do końca sprawdzi się w zatłoczonych miastach, przynajmniej dopóki go nie wyczujecie, ale tak naprawdę wcale nie wymaga bardzo dużo miejsca do zaparkowania, sprawdziliśmy to w metropolii nieporównywalnie większej, niż jakiekolwiek polskie miasto – w Stambule. Z powodzeniem więc 5008 może pełnić rolę jedynego samochodu w rodzinie, co jest o tyle możliwe, że można sobie na niego pozwolić bez przesadnych wyrzeczeń. Wszak najtańsza wersja, o której wspomniałem wyżej, kosztująca 67.300 zł, jest tylko o 8.760 zł droższy od najtańszego, trzydrzwiowego Volkswagena Golfa napędzanego benzynowym silnikiem 1.4 o mocy 80 KM. Za tę różnicę otrzymujecie dużo więcej samochodu, zauważalnie przestronniejszego, funkcjonalniejszego, nieco lepiej wyposażonego, a przy tym – co by nie powiedzieć – gustowniejszego ;-)

Ale nie kopmy leżącego ;-) Peugeot 5008, to samochód, który naprawdę warto wziąć pod uwagę, gdy zamierza się kupić nowe auto. I to bez względu na to, w jakim segmencie się prowadzi poszukiwania. Jeśli macie do wydania 65-100 tys. zł, to zwróćcie uwagę na 5008-kę, bo tej uwagi jest warta. Za takie pieniądze na pewno da się skonfigurować auto, które spełni Wasze oczekiwania, jest wciąż rynkową nowością, a design, choć dość spokojny, na pewno nie trąci nawet odrobiną nudy.

Krzysztof Gregorczyk
Zdjęcia: Jędrzej Chmielewski i Krzysztof Gregorczyk
Dziękujemy Firmie Peugeot Polska za udostępnienie samochodów do testu i pomoc w zorganizowaniu europejsko-azjatyckiej wyprawy.

Galeria

Jeśli na powyższej liście nie ma Twojego wydarzenia zajrzyj tutaj

polecamy

Może ci się spodobać również
avatar
  Subskrybuj  
Powiadom o
gość
Gość
gość

Świetne zdjęcia ! Gratulacje !!!

gość
Gość
gość

I bardzo bardzo ciekawy test!

gość
Gość
gość

piękny test i dużo pięknych zdjęć gratuluję !!!!!

gość
Gość
gość

czy ktoś wie jak to auto sprawdza sie w warunkach zimowych? :-) Bo zima tuż tuż..

gość
Gość
gość

Piekna wyprawa i piekne samochody, tylko po co na tych swiatlach w ten upal????