Czas płynie szybko, kilkakrotnie już zabierałem się do napisania kolejnego odcinka testu, ale wciąż były ważniejsze sprawy. Przy przeskakiwaniu z 99.999 km na 100.000 km, a więc przy swoistym jubileuszu, już miałem się wziąć za kolejny odcinek, ale znowu coś mi wypadło i odłożyłem temat. Ale teraz już koniec odkładania – nasz Renault Kadjar 1.3 TCe 140 KM ma na liczniku już przeszło 105.000 km i wypadałoby już naprawdę coś na temat tego samochodu napisać.
W międzyczasie robiłem mu zdjęcia, latem, m.in. przy przeskakiwaniu z tych 99.999 km na 100.000 km, żeby był ślad. I w sumie dobrze wyszło, bo dziś mamy paskudną pogodę i nie ma warunków do fotografowania. Pada deszcz, mimo przedpołudniowych godzin (gdy pisałem te słowa) na dworze jest ciemno, szaro, buro i ponuro. W ciepłym domu mogę jednak zerknąć na historię przebiegu Kadjara i napisać, co się z nim działo.

Generalnie nie działo się nic. No, prawie nic. Auto odwiedza serwis mniej więcej co 15.000 km, żeby dostać nowy olej, nowe filtry. Od poprzedniego odcinka minęły już nieco ponad dwa lata, a na liczniku przybyło 32.000 km. W tym czasie serwis olejowy wykonany został dwukrotnie – przy nieco powyżej 80.000 i przy 96.555 km. Robię to w niezależnym, zaprzyjaźnionym warsztacie, którego właściciele jeżdżą głównie samochodami francuskimi – Citroënem C4 Picasso i Renault Scenic’iem.
Przy okazji jednego z tych serwisów zdecydowałem się na wyrzucenie z Kadjara stacji multimedialnej, która – jak to chińszczyzna – zdechła. Padł ekran dotykowy, a mi się nie chciało szukać elektronika, który byłby skłonny w tym dłubać i może to naprawić. Zastanawiałem się nad zakupem innej stacji, ale uznałem, że to bez sensu – kolejnej chińskiej nie chciałem, a znalezienie dobrej, markowej, nie jest (nie było?) zbyt proste, a do tego wymagało zainwestowania ładnych kilku tysięcy złotych.
Uznałem, że wrócę do fabrycznego radioodtwarzacza. W razie potrzeby doskonałe nawigacje są dostępne choćby na telefon, ewentualnie można kupić dobre urządzenie za ułamek ceny dobrej stacji multimedialnej. Zwykłe fabryczne radio (wyposażone również w cyfrowy tuner DAB) w zupełności mi wystarcza, a że ma jeszcze odtwarzacz płyt CD, więc uszczęśliwia mnie w zupełności.

W razie potrzeby mogę też skorzystać z bezprzewodowej łączności Bluetooth®, która przy okazji zapewnia mi bezpieczeństwo i zgodność z przepisami „przejmując” połączenia telefoniczne w czasie jazdy. I mogę wtedy mieć telefon choćby w kieszeni – system wycisza muzykę i informuje o nadejściu połączenia. I działa to – z wbudowanymi w samochód mikrofonami i głośnikami – naprawdę dobrze. Odebrać połączenie mogę klawiszem na kierownicy.
Planuję też wreszcie wymianę opon – obecne już się trochę zużyły i zamierzam kupić kolejne całoroczne. Niby już dwa lata temu zapowiadałem, że pewnie zrobię to za rok, ale tak się nie stało – do tej pory tamto ogumienie zachowywało się całkiem znośnie. Teraz jednak chyba już czas na zmianę. Dlaczego? Bo teraz, po tych kilku sezonach, bieżnika już trochę ubyło, a na mokrej nawierzchni przy ruszaniu koła potrafią zabuksować.
To nie tylko efekt 240 Nm maksymalnego momentu obrotowego dostępnego już przy 1.600 obr./min. To także kwestia bieżnika, który już nie jest idealny. Dlatego właśnie planuję wymianę opon. Wielosezonowe od kilku ładnych lat są całkiem dobrej jakości i w moim przypadku zupełnie wystarczające. Mam takie opony od ładnych paru lat w Citroënie C2 (autko jeżdżone praktycznie wyłącznie w mieście), od niemal sześciu lat korzystam z takich (acz innego producenta) w Kadjarze, więc wiem, że mi wystarczą.

Nie wybrałem jeszcze modelu nowych opon, ale skłaniam się do nowej wersji Michelin CrossClimate. Takie gumy są aktualnie na 16-calowych kołach Kadjara. Mają za sobą ponad 85.000 km, więc ich żywot powoli dobiega końca. Jeszcze nowych opon nie zamówiłem, ale myślę, że wkrótce to zrobię.
Zarówno zimą, jak i latem, obecnie założone opony Michelin Crossclimate+ spisywały się dobrze. Oczywiście, nie są aż tak dobre, jak byłyby dwa komplety opon sezonowych. Ale że nie miałem problemów z wyjeżdżaniem ze śniegu, z trakcją na białym puchu, opony dobrze radzą sobie także z odprowadzaniem wody w deszczowe dni, więc nie ma na co narzekać. Latem na suchym asfalcie również zachowują się dobrze, acz trzeba brać poprawkę na nieco dłuższą drogę hamowania.
Co się działo z Kadjarem od ostatniego raportu?
– przy nieco ponad 80.000 km przebiegu – serwis olejowy
– przy nieco ponad 81.000 km przebiegu – przegląd rejestracyjny
– przy 96.555 km przebiegu – serwis olejowy
– przy ok. 96.700 km – przegląd rejestracyjny
– przy niemal 97.000 km przebiegu – wymiana paska wielorowkowego i pompy wody (wyszło przy serwisie olejowym, ale trzeba było zamówić części i dlatego zrobiłem to przy osobnej wizycie)
– przy mniej więcej 98.700 km – wymiana czujnika filtra cząstek stałych

Zatrzymajmy się przy tej ostatniej pozycji. Miałem nieco ponad 98.000 km przebiegu, gdy pojawiła się kontrolka autodiagnostyki. Podjechałem do mojego mechanika. On sam nie ma odpowiedniego sprzętu, więc zabrał Kadjara do świetnego elektromechanika (też go znam, ale trochę słabiej).
Pierwsza diagnoza nie była jednoznaczna – jako potencjalne usterki system pokazał problem z sondą lambda, z czujnikiem ciśnienia a szynie paliwowej, położenie pedałów hamulca/gazu, zgodność sygnału z czujnikiem sprzęgła lub obwód czujnika ciśnienia różnicowego filtra cząstek stałych. Ostatecznie okazało się, po dodatkowych badaniach, że to ta ostatnia kwestia.
Elektromechanik zasugerował, żeby nie szukać zamienników, tylko kupić oryginał. Kosztuje trochę ponad 1.000 zł, ale cena dla warsztatów jest niższa. Na szczęście mój mechanik nie jest zdziercą i za czujnik, wymianę oraz diagnostykę u elektromechanika zapłaciłem ok. 1.200 zł. Czyli realnie mniej więcej tyle, ile kosztuje sam czujnik.
Od tamtej pory przejechałem już ok. 7.000 km i wszystko z samochodem jest w jak najlepszym porządku.

Średnie spalanie wg pokładowego komputera wynosi 6,8 l/100 km, realnie jednak to nieco zbyt optymistyczne informacje. W codziennym ruchu w mieście powiatowym, z przejazdami drogami ekspresowymi (średnio 2-4 razy w miesiącu na dystansach 100-400 km) zużycie oscyluje wokół 7,0 l/100 km. Zimą wzrasta, ale do poziomu nie wyższego, niż 7,5 l/100 km. Podobnie rośne przy prędkościach autostradowych (rzędu 140 km/h), ale na takich drogach jeżdżę rzadko. Nie korzystam z trybu ECO.
Oznacza to, że pokonanie 100 km naszym Renault Kadjarem 1.3 TCe 140 KM kosztuje przy obecnych cenach paliw ok. 42 zł.
Samochód okazuje się całkiem funkcjonalny w codziennym użytkowaniu. Rzadko wykorzystujemy go do przewozu pięciu osób, ale to się zdarza. Dopóki pasażerowie siedzący na kanapie nie będą mieć ponadnormatywnych rozmiarów, to spokojnie mogą jechać i na dłuższe trasy. Bagażnik mieści 472 dm³ (wg normy VDA), a dzięki regularnym kształtom jest bardzo użyteczny.

Samochód wciąż nie wykazuje istotnego zużycia elementów zawieszenia. Prowadzi się dobrze, przewidywalnie, zapewnia sporo komfortu, choć na poprzecznych uskokach, ewentualnie progach zwalniających, bywa sprężysty. Ale taka już uroda rodzinnych SUV-ów. Układ kierowniczy jest wystarczająco precyzyjny, ogólnie dość bezpośredni, ale z nutką bezwładności, którą lubię we francuskich samochodach – pozwala się to zrelaksować w czasie jazdy, a jednocześnie zapewnia właściwą kierowalność.
Po 105.000 km Renault Kadjar 1.3 TCe 140 KM jest samochodem, który nie nastręcza problemów. Chyba faktycznie te auta spisują się dobrze, bo w moim mieście pojawiło się ostatnio znowu kilka nowo zarejestrowanych egzemplarzy, a że na rynku pierwotnym Kadjara nie ma od kilku lat, więc muszą to być samochodu z rynku wtórnego, być może sprawdzone z zagranicy. I pewnie są warte uwagi, skoro ludzie się na nie decydują – a mieszkam w regionie, gdzie jeszcze niedawno wszystko, co nie było Volkswagenem, budziło u przeciętnego mieszkańca uśmiech politowania.
Renault Kadjar 1.3 TCe 140 KM dobrze się broni – okazuje się bezproblemowy, tani w eksploatacji, funkcjonalny, a jego stylistyka zupełnie się nie zestarzała. To fajny samochód i jeśli szukacie kompaktowego SUV-a na rynku wtórnym, to spokojnie możecie brać Kadjara pod uwagę. Aktualnie na Otomoto jest do wyboru ponad 650 egzemplarzy. W tym ponad 120 z takim silnikiem, jaki pracuje w naszym egzemplarzu.

Więcej na temat tego samochodu znajdziecie w poniższych artykułach archiwalnych:
- Nowy Renault Kadjar w podstawowej wersji. Czy warto?
- Renault Kadjar 1.3 TCe Life po 8000 kilometrów
- Ile pali Kadjar 1.3 TCe 140 KM?
- Nowy Renault Kadjar 1.3 TCe – pierwsze wrażenia ,wyposażenie i dane techniczne
- Jak poprawić dźwięk w samochodzie? Wymiana fabrycznych głośników
- Renault Kadjar 1.3 TCe 140 KM po blisko 49.000 km
- Renault Kadjar 1.3 TCe 140 KM po niemal 73.000 km
Krzysztof Gregorczyk



































