Renault Trafic to już niemal legenda – samochód, który w wersji cargo, zmotoryzował tysiące firm i był w stanie wytrzymać wręcz katorżniczą pracę. W 2014 roku światu ukazała się jego trzecia generacja, która po dwóch faceliftingach zyskała formę, w jakiej znamy ją do dziś. I to właśnie najnowszy egzemplarz trafił w moje ręce na tygodniowy test. Pachniał jeszcze świeżością, niczym bułeczki o 5.00 rano, które prawdopodobnie wkrótce będzie woził na pace. Co prawda moim celem nie było sprawdzenie jego potencjału w trudnych warunkach, lecz porównanie paliw (o czym później), ale przejechanie ponad 1.600 km pozwoliło mi na wyrobienie sobie całkiem konkretnego zdania na jego temat.
Pierwsze wrażenie.
Myślę, że wszyscy zgodzą się, że nowy Trafic wygląda świetnie. Stylistyka, szczególnie masywnego przodu z charakterystycznymi światłami LED, sprawia, że nie jest to tylko nudny bus do przewozu wszelakich towarów i narzędzi, a po prostu bardzo ładne auto z pewnym charakterem. Wnętrze, choć zdominowane przez twarde plastiki, również wygląda nieźle i nowocześnie. Jest to jednak auto do roboty – tu nie chodzi o głaskanie miękkich materiałów, a o łatwe ścieranie kurzu. Jazda jest naprawdę przyjemna i przede wszystkim komfortowa. Wyprzedzanie nie jest manewrem wymagającym większej odwagi. Dwulitrowy silnik Diesla pod maską daje radę – na pusto Trafic nie odstaje od wielu wysokoprężnych osobówek.

Specyfikacja i wymiary testowanego egzemplarza.
Opisywany przednionapędowy Renault Trafic III L2H1 wyposażony był w sześciobiegową manualną skrzynię biegów oraz czterocylindrowy silnik 2.0 Blue dCi o mocy 150 KM osiągający moment obrotowy 350 Nm przy 1.500 obr./min. Jednostka ta spełnia normę Euro 6 i jest przystosowana do paliw XTL (paliw syntetycznych). Słynie też z wysokiej kultury pracy i jeszcze wyższej niezawodności. Pozwala osiągnąć spalanie w cyklu mieszanym na poziomie 6,8 l/100 km i prędkość maksymalną 180 km/h.
Wymiary prezentują się następująco:
- Długość całkowita – 5.480 mm
- Szerokość całkowita – 1.956 mm
- Szerokość wraz z lusterkami – 2.283 mm
- Rozstaw osi – 3.498 mm
- Wysokość całkowita – 1.967 mm
- Prześwit – 160 mm
- Średnica zawracania – 13,2 m
- Maksymalna długość części ładunkowej – 4.150 mm
- Wysokość części ładunkowej – 1.387 mm
- Ładowność (po uwzględnieniu wagi kierowcy 75 kg) – 1.251 kg
- Objętość ładunkowa – 6,7 m³
- Wysokość wejścia drzwi przesuwnych – 1.284 mm
- Szerokość wejścia drzwi przesuwnych – 1.030 mm
- Pojemność europalet – 3
- Pojemność zbiornika paliwa – 80 l
- Masa pojazdu wraz z kierowcą – 1.661 kg
- Dopuszczalna masa całkowita – 3.040 kg

Zdolności holowania dla testowanej wersji:
- Przyczepa z hamulcem – 2.500 kg
- Przyczepa bez hamulca – 750 kg
Dodatkowo pojazd posiada systemy wspomagające holowanie:
- TSA (Trailer Stability Assist)
- Asystent ruszania pod górę
- ESC (Electronic Stability Control)
- Hak holowniczy
Wyposażenie.
Wypisywanie wszystkich dobrodziejstw, jakie Renault zamontowało w testowanym przeze mnie Traficu mija się z celem. Jest tego zwyczajnie za dużo, a przecież nie o technologię chodzi w dostawczaku. Mamy tu do czynienia z wersją Extra, czyli jedyną możliwą – na moment pisania artykułu – wersją do skonfigurowania, podrasowaną o kilka dodatkowo płatnych opcji. Najważniejsze i najciekawsze z nich to:
- Lusterko „Wide View”
- Kamera cofania
- Aktywny system wspomagania nagłego hamowania (AEBS)
- System kontroli pasa ruchu
- System ostrzegania o zmęczeniu kierowcy
- (Nie)inteligentny system rozpoznawania znaków drogowych
- Tryb „Miękkie podłoże” skrojony specjalnie pod drogi gruntowe i nawierzchnię o zmniejszonej przyczepności, działający do prędkości 40 km/h
- Czujnik ciśnienia w oponach
- Kanapa typu „biuro”: ze schowkiem i wnęką na notes, 54-litrowy schowek pod siedziskiem
- Lusterka boczne ogrzewane i sterowane oraz składane elektrycznie
- Tapicerka materiałowa i kierownica ze skóry ekologicznej
- Tylne drzwi otwierane pod kątem 180 stopni

Ponadto w części ładunkowej mamy do dyspozycji całkiem sporo punktów mocujących w ścianach bocznych, gniazdo na zapalniczkę, półki nad nadkolami oraz przyjemne oświetlenie LED-owe. Jak to na obecne samochody przystało, wszelakie systemy bezpieczeństwa aktywują się po każdym uruchomieniu silnika. Na szczęście, tutaj wystarczy raz dostosować je pod siebie, a za ich wyłączenie odpowiadać będzie dwukrotne kliknięcie jednego przycisku na panelu z lewej strony. Podobnie dezaktywować możemy nielubiany przeze mnie system Start-Stop – tym razem przyciskiem na panelu pod ekranem. Za te rozwiązania należą się pochwały. Tak samo za fizyczne pokrętła klimatyzacji. Nie dość, że ich używanie jest niezwykle satysfakcjonujące, to jeszcze wyglądają bardzo schludnie. Gratulacje Renault. Trafikiem da się jeździć z przyjemnością, a nie za karę.
Stanowisko pracy: fotele, multimedia i ergonomia.
Wyciągamy kluczyk, otwieramy auto, rozsiadamy się w potężnym fotelu i nagle wita nas muzyka powitalna. Od razu robi się miło, szczególnie, gdy widzimy, że wszystko jest pod ręką, a my siedzimy jak na tronie. Fotel kierowcy w Traficu ma być bowiem miejscem świętym. W końcu pokonuje się w nim tysiące kilometrów. I tak rzeczywiście jest. Abstrahując już od genialnej pozycji za kierownicą, jaką zawsze oferują busy – ten fotel jest po prostu niezwykle wygodny. Możemy go regulować w trzech płaszczyznach oraz skorzystać z podłokietnika. Zawsze mam problemy z bólem pleców w dłuższych trasach, więc jestem wymagający wobec siedziska. Tutaj te problemy praktycznie nie występowały, a przecież mam za sobą ponad 1.600 km w trasach. Co prawda, pozostałych foteli już w żaden sposób nie dostosujemy, ale nie zmienia to faktu, że nadal są zaskakująco komfortowe.

Skoro już wygodnie usadowiliśmy się za kółkiem, pora rzucić okiem na resztę. Rozmieszczenie przycisków jest bardzo ergonomiczne i naprawdę trudno się z czymkolwiek pogubić. Co ważne – wszystkie są fizyczne, a z poziomu ekranu nie wybierzemy wielu więcej funkcji. To dobrze, gdyż nie dekoncentruje to kierowcy w tak dużym stopniu. Natomiast muszę przyznać, że sama obsługa systemu multimedialnego Easy Link na 8-calowym ekranie jest dość prosta. Kilka minut wystarczy, żeby porządnie się go nauczyć. System potrzebuje czasu, żeby się rozkręcić – krótko po starcie silnika działa z pewnym trudem, ale później wszelkie ścinki całkowicie znikają. Jedyny jego mankament to silne nagrzewanie się w trasie. Tak to już niestety jest. Android Auto i Apple CarPlay działają poprawnie, choć czasem miałem drobne problemy z połączeniem.
Wisienką na torcie jest system audio. Wydawać by się mogło, że w tego typu samochodzie on po prostu będzie i tyle. Tutaj jednak głośniki grają fantastycznie! Byłem w wielkim szoku, gdy usłyszałem je pierwszy raz. Na szczególne pochwały zasługuje bas i czystość dźwięku. Można sobie urządzić prawdziwą imprezę na kółkach, co zresztą serdecznie polecam.
Nie byłbym jednak sobą, gdybym się do czegoś nie przyczepił. Tym razem padło na cyfrowe zegary, a właściwie zwykły wyświetlacz. Owszem, oferuje on kilka fajnych opcji do wglądu, takich jak ciśnienie w oponach czy monitory odległości przed pojazdem, lecz czegoś mu brakuje. Czego? Normalnego obrotomierza. Występuje on tylko i wyłącznie w formie napełniającego się paska, podzielonego na równe odcinki. Co one oznaczają? Szczerze nie wiem. Podejrzewam, że to pełne tysiące. Cały ten zabieg był zapewne sprytnym ruchem ze strony producenta, ponieważ jeden z odcinków jest dumnie podpisany i zaznaczony jako „Eco”. Ach, ta ekologia…

Jakość wnętrza i schowki. Jak to wygląda w praktyce?
Ten temat został już trochę poruszony i teraz niespodzianki nie będzie. Wnętrze jest mocno średniej jakości. Materiały są twarde, a miejscami dość słabo spasowane. Po pewnym czasie coś zaczęło mi głośno stukać wskutek wibracji silnika i nie udało mi się namierzyć, co to było. Nie czepiam się jednak. To jest dostawczy bus. Nie o jakość środka w nim chodzi. Deska rozdzielcza jest bardzo ładna i tyle mi wystarczy.
Ponarzekać mógłbym na przestrzeń do przechowywania. Ale czy byłoby to uzasadnione? To już kwestia indywidualna. Jak dla mnie, Renault nie wykorzystało dostępnego miejsca w stu procentach, ale schowków jest sporo i generalnie jest w porządku. Na szczycie deski rozdzielczej ulokowano dwa „cupholdery” oraz dwie zamykane skrytki – o różnych rozmiarach i głębokości. Do tej większej zmieści się nawet kilka puszek z napojami. Schodząc wzrokiem w dół, mamy bardzo praktyczną wnękę tuż pod konsolą środkową. W konfiguratorze możemy tam dołożyć ładowarkę indukcyjną. Ja tej opcji nie miałem, ale i tak było to moje ulubione miejsce na telefon.

Tradycyjny schowek po stronie pasażera występuje tu w formie szuflady. Fajnie to wygląda i przyjemnie się otwiera, ale gdy tylko ktoś podróżuje na prawym fotelu, praktycznie niemożliwe jest pełne jej wysunięcie. Co więcej, jest w niej mało miejsca jak na to, co sugeruje jej zewnętrzny rozmiar. Na plus za to bardzo pojemne kieszenie w drzwiach. Zmieściłem w nich nawet kurtkę, która niestety wypadła mi podczas wysiadania na myjni…
Miejscem idealnym na gaśnicę, trójkąt, apteczkę i inne bambetle jest wspomniana wcześniej 54-litrowa skrytka pod siedziskiem pasażera, do której dostaniemy się zarówno z części ładunkowej (klapka w przegrodzie do przewożenia długich przedmiotów), jak i poprzez podniesienie prawego fotela. Z kolei złożenie środkowego fotela spowoduje rozłożenie własnego biura – a więc słynnego rozwiązania specjalnie dla zawodowych kierowców. Do dyspozycji mamy wówczas schowek, płaski stolik, miejsce na napój oraz podstawkę na dokumenty lub notes. Mogę sobie tylko wyobrazić, jak to ułatwia życie w pracy.
Na koniec warto wspomnieć o półeczkach w nadkolach znajdujących się na pace, których obecność związana jest z boczną okładziną ze sklejki. Ich wymiary to 671 x 198 x 85 mm, co sprawia, że nadadzą się do przewozu wielu przedmiotów.

No to w drogę! Trafic w ruchu.
Mimo że testowany przeze mnie egzemplarz to przedłużona wersja L2, manewrowanie nim wcale nie przypomina sterowania okrętem. Owszem, trzeba się trochę nakręcić kierownicą, ale to jedna z najlepszych rzeczy w jeździe tym samochodem. Jak na 5,5-metrowego busa, układ kierowniczy działa stosunkowo lekko i precyzyjnie. Naprawdę daje poczucie pewności w zakrętach, a to przecież nie takie oczywiste w przypadku dostawczaków. Zawieszenie jest miękkie i nieźle wybiera nierówności. Tak, buja nim jak łajbą, ale w tym wypadku to zaleta. Odniosłem też wrażenie, że po włączeniu trybu drogi gruntowej robiło się jeszcze miększe. Ogólnie jazda Trafikiem gwarantowała uśmiech na twarzy. Przez cały tydzień ani razu nie miałem poczucia, że walczę z maszyną. To po prostu duże auto, które prowadzi się prawie jak osobówka.
Manualna skrzynia biegów działa precyzyjnie, choć auto ma tendencję do szarpania, niezależnie od stylu jazdy. Jedynka jest bardzo krótka, stąd czasami praktykowałem ruszanie z dwójki, które nie stanowi dla Renówki żadnego problemu. Zaskoczyła mnie szybka reakcja na gaz. Przy odpowiednich obrotach auto zbiera się naprawdę żwawo – daleko mu do muła. Zmierzyłem przyspieszenie od 0 do 100 km/h i wyniki wyszły nieco lepiej od tych deklarowanych przez producenta – około 12,5 sek. Czuć nawet lekkie wgniatanie w fotel!
Co z wyciszeniem? Oczywiście im szybciej, tym gorzej, lecz tutaj ten przeskok jest znaczny. Przy prędkościach autostradowych bardzo dokucza szum wiatru. Jeżdżąc po mieście natomiast jest cichutko, aż dziwnie, jak na auto dostawcze. Tak prezentują się pomiary hałasu wykonane sonometrem:
- Bieg jałowy – 48,9 dB
- 50 km/h – 60,5 dB
- 70 km/h – 61,8 dB
- 100 km/h – 63,9 dB
- 120 km/h – 66,2 dB
Wyniki są wręcz rewelacyjne. Pusty „blaszak” zazwyczaj działa jak ogromne pudło rezonansowe, w którym przy wyższych prędkościach nie da się rozmawiać bez podnoszenia głosu. Tutaj – jak widać – jest inaczej. Świetna robota.
Na sam koniec zostawiłem kluczową kwestię, czyli zużycie paliwa. I tu czekało mnie kolejne zaskoczenie. Renault deklaruje 6,8 l/100 km w cyklu mieszanym. I wiecie co? Mają rację. Mnie z całego testu wyszło 6,7 litra, co w mojej opinii jest rewelacyjnym wynikiem. Na drogach ekspresowych uzyskałem około 7,1 l/100 km, ale muszę zaznaczyć jedno: przez większość trasy musiałem przecinać potężne wiatry. Biorąc pod uwagę opory powietrza, w bezwietrznych warunkach spalanie na „esce” spokojnie mogłoby spaść w okolice 6,5 l/100 km. Dla pełnego obrazu sytuacji dodam tylko, że wszystkie te pomiary wykonywałem jadąc „na pusto”.

Moje ulubione, czyli działanie systemów.
Testowany Renault Trafic to jeden z pierwszych, o ile nie pierwszy samochód z ostatnich lat, w którym niekoniecznie przeszkadzały mi systemy bezpieczeństwa. Zastanawiam się tylko na ile to kwestia ich działania, a na ile tego, że praktycznie non stop miałem je wyłączone. Jedno rzucało się w oczy. Rozpoznawanie znaków było fatalne. Albo działało z opóźnieniem, albo wcale. W dodatku, czujniki parkowania trochę wariowały podczas jazdy do przodu, ale można to wybaczyć. Poza tym naprawdę nie mam zastrzeżeń. Kamera cofania nie brudziła się łatwo, więc jej mocno średnia jakość obrazu w praktyce nie przeszkadzała. Najbardziej cieszył mnie jednak fakt obecności najzwyklejszego w świecie, klasycznego tempomatu – dzięki niemu po drogach ekspresowych wreszcie dało się normalnie i płynnie jechać bez irytującego hamowania przed każdym autem.
Doświadczenia pasażerów z podróży.
Tak się składa, że znaczną część z tych ponad 1.600 kilometrów pokonałem w pełnym składzie, a więc z dwoma dodatkowymi pasażerami. Mogliśmy sprawdzić, czy wystający lewarek skrzyni biegów faktycznie jest taki problematyczny dla osoby siedzącej na środku. Odpowiedź brzmi: to zależy. Zależy oczywiście od tego, jak „duża” jest ta osoba. Ja pokonałem na raz trasę ponad 600 km z osobami o wzroście około 200 cm i 175 cm. Wiadomo, kto siedział gdzie, ale najważniejsze jest to, że wcale nie było niewygodnie. Wszyscy się zmieściliśmy i nikt nie narzekał na brak przestrzeni. Spróbowaliśmy się zamienić miejscami na pewien czas i nawet gdy siedziałem na środku, nie czułem większego dyskomfortu. Problem może pojawić się dopiero wtedy, kiedy pasażerami będą osoby nieco szersze. To też sprawdziłem i wtedy rzeczywiście jest ciasno. Odkryłem też największą zaletę lusterka Wide View. Otóż można sobie w nim zrobić wspólne zdjęcie, gdyż obejmie ono wszystkich podróżujących ;-) Odsuwając żarty na bok, absolutnie wszyscy moi bliscy stwierdzili, że nowy Trafic wygląda co najmniej ładnie. Z kolei ci, którzy mieli okazję się nim przejechać, jednogłośnie przyznali, że najbardziej zaskoczyło ich wyciszenie i audio.

Crème de la crème całego testu – porównanie paliw.
Obiecałem we wstępie, że do tego wrócę. Czas najwyższy. Głównym celem mojego tygodniowego obcowania z Renault Trafikiem III generacji było porównanie standardowego oleju napędowego B7 oraz hydrorafinowanego oleju roślinnego – HVO100 w warunkach drogowych, w samochodzie fabrycznie przystosowanym do jazdy na paliwach syntetycznych (oznaczenie XTL). O samym HVO pisałem artykuł już kilka miesięcy temu, więc wszystkim zainteresowanym polecam jego lekturę. Nie mogę też jeszcze w tym momencie przedstawić absolutnie wszystkiego, gdyż jest to temat mojej pracy dyplomowej. Całość powinna pojawić się na początku przyszłego roku. Już teraz zapraszam.
Na papierze podstawowe parametry, takie jak zużycie paliwa czy osiągi, powinny być lepsze właśnie po zalaniu HVO. Żeby to sprawdzić, najpierw trzeba było je zdobyć. Skąd? Kto czytał, ten wie. W Polsce na obecną chwilę jest tylko 5 stacji paliw oferujących sprzedaż HVO100 – wszystkie w sieci Avia. Dodatkowo, ze względu na obowiązujący program CPN, jego dystrybucja jest utrudniona, gdyż nie zostało ono uwzględnione wśród paliw objętych limitem cen. Na szczęście udało mi się zakupić niecałe 30 litrów. Udałem się w tym celu do Piotrkowa Trybunalskiego – ponad 200 km od mojego miejsca zamieszkania, uzupełniłem kanistry i na swoim terenie ruszyłem z badaniami.
Co powinno wyjść w teorii? HVO miało przynieść nieco wyższe spalanie i lepszą reakcję na gaz, ale przede wszystkim wyższą kulturę pracy silnika i niższy poziom hałasu. Różnice te miały być zauważalne, choć nie rewolucyjne.

A co wyszło w praktyce? Wyniki okazały się wybitnie ciekawe. Moja trasa testowa liczyła 25 km i przebiegała przez miasto, tereny niezabudowane oraz drogę ekspresową. Styl jazdy był bardzo zrównoważony – na ogół spokojny, ale momentami agresywny. Chciałem maksymalnie odwzorować codzienne warunki. Na każdym paliwie wykonałem trzy przejazdy, badając głównie zużycie paliwa, odczuwalne osiągi i hałas. Oto, co wyszło dla HVO:
- Średnie spalanie na drodze ekspresowej było wyższe o niecałe 0,5 litra, podczas gdy w warunkach miejskich i poza obszarem zabudowanym na drogach z ograniczeniem prędkości do 90 km/h, spalanie to spadło również o około 0,5 l/100 km.
- Samochód sprawiał wrażenie bardziej ociężałego przy jednoczesnej lepszej reakcji na gaz. Każdy pomiar 0-100 km/h był delikatnie lepszy niż na konwencjonalnym oleju napędowym – nawet o 0,7 sek.
- Silnik pracował znacznie ciszej i wykazywał wyraźnie lepszą kulturę pracy. Pomiary sonometrem wskazały 81,1 dB na ON oraz 78,0 dB na HVO przy otwartej masce i pomiarze z odległości około 20 cm nad silnikiem.
- Silnik uruchamiał się od razu po przekręceniu kluczyka – nieco szybciej niż na ON B7, nawet po zimnej nocy, co bezpośrednio związane jest ze znacznie wyższą liczbą cetanową (czyli zdolnością do samozapłonu) HVO.
Pojechałem też na stację kontroli pojazdów w celu sprawdzenia zadymienia spalin. Stało się jednak to, co przewidywałem. Wynik wynosił 0,01 m⁻¹, co świadczy o prawidłowym działaniu filtra cząstek stałych. W związku z tym porównanie zadymienia na obu paliwach było praktycznie niemożliwe. Nie zmienia to faktu, że HVO realnie zmniejsza emisję szkodliwych związków w spalinach, dzięki temu, że jest niezwykle czystym paliwem. Pozwala na ogromną redukcję NOx oraz CO, a to ustawia je w pozycji najlepszego paliwa przyszłości do silników z zapłonem samoczynnym.
HVO wygrywa w większości parametrów, lecz ze względu na jego bardzo ograniczoną dostępność w Polsce i do niedawna sporo wyższą cenę, nie opłaca się go tankować zwykłym użytkownikom pojazdów. Zachęcam wszystkich, którzy mają taką okazję. Być może za kilkanaście-kilkadziesiąt lat ze względów ekologicznych, wszyscy będziemy jeździć z hydrorafinowanym olejem roślinnym w baku. Nasze samochody na pewno się nie obrażą.
Cena. Czy Trafic jest wart swoich pieniędzy?
Obecnie za podstawowego Trafica trzeba wyłożyć minimum 123 tys. zł netto. Z kolei wersja testowana przeze mnie – czyli przedłużone L2H1 w wersji Extra, ze 150-konnym dieslem i kilkoma dorzuconymi do koszyka opcjami – to wydatek rzędu niecałych 150 tys. zł netto. Czy to dużo? Biorąc pod uwagę obecne, zwariowane realia rynkowe i cenniki konkurencji, kwota ta wydaje się całkiem rozsądna. Za te pieniądze dostajemy w końcu kawał solidnego, nowoczesnego i wygodnego wozu do pracy. Z perspektywy przedsiębiorcy i kierowcy, który ma w nim spędzać całe dnie, to uczciwa cena.

Podsumowanie. Dla kogo jest nowy Renault Trafic?
Zbliżając się do końca tej 1.600-kilometrowej przygody, pora zebrać myśli w całość. Renault Trafic to auto, które absolutnie nie udaje czegoś, czym nie jest. Jasne, plastiki we wnętrzu bywają twarde i czasem potrafią zastukać, cyfrowe zegary z obrotomierzem w formie ładującego się paska są co najmniej dziwne, ale przecież w rasowym dostawczaku zupełnie nie o to chodzi.
To samochód stworzony do ciężkiej roboty, który jednocześnie niesamowicie dba o swojego kierowcę. Genialnie wygodny fotel (moje plecy są tego najlepszym świadectwem), zaskakująco dobre wyciszenie kabiny, przyzwoite osiągi i spalanie na poziomie 6,7-6,8 litra to argumenty, z którymi bardzo trudno dyskutować. Dodajmy do tego rozkładane „biuro” ze schowkami, rewelacyjny system audio i mamy naprawdę świetnego roboczego busika.
Dla kogo zatem jest to auto? To idealny wybór dla kurierów, instalatorów, serwisantów czy właścicieli firm budowlanych dysponujących nieco większym budżetem. Trafic sprawdzi się u każdego przedsiębiorcy, który zarabia na życie za kółkiem, a kabina busa to jego biuro. Jeśli szukasz niezawodnego „wołu roboczego”, z którego po całym dniu jazdy nie wysiądziesz zmęczony do bólu – nowy Trafic będzie perfekcyjny.
Bartłomiej Siedlarz; zdjęcia: Bartłomiej Siedlarz, Dominika Gregorczyk






















































































