Chat with us, powered by LiveChat

Test: Renault Zoe w mieście bez stacji ładowania…

13 6 457

Jazda samochodem elektrycznym w Polsce wymaga planowania, cierpliwości i większej ilości czasu niż w przypadku benzyniaka czy diesla, ale trochę wprawy i dobrej organizacji pozwoli wydobyć wszystkie korzyści z jazdy pojazdem na prąd. Przez tydzień jeździliśmy Renault Zoe wykorzystując model tak, albo przynajmniej prawie tak, jak każdy inny pojazd z napędem spalinowym.

„Zaplanowałaś trasę?” Dotarło do mnie pytanie naszego wydawcy, dzień przed odbiorem Renault Zoe. Po głowie przeszły mi różne myśli od: po co? przez: o co mu właściwie chodzi, po… a może by jednak sprawdzić? Trasa do pokonania dla Zoe liczyła prawie 350 km w jedną stronę, czyli zbyt dużo jak na deklarowane przez producenta możliwości. Zasięg, jaki wskazywał wyświetlacz miejskiego Renault, gdy zasiadłam za kierownicą mówił o maksymalnych 278 km. Nie było wyjścia, konieczne było ładowanie po drodze.

Jazda Renault Zoe należy do bardzo komfortowych i przyjemnych jeśli podróżujemy po mieście i… leniwych, gdy zamierzamy wyjechać poza obszar aglomeracji. Elektryczny model w ruchu miejskim jest cichy, w zasadzie bezgłośny, do tego stopnia, że nawet kierunkowskazy wydawały się uporczywym tykaniem, choć może po prostu francuska marka nie pomyślała o przyjemniejszym brzmieniu dla tego wyposażenia. Jedynie podczas odzyskiwania energii z hamowania do naszych uszu dojdzie cichy, tajemniczy dźwięk. Zoe dysponuje mocą 80 kW, czyli ok. 110 KM oraz maksymalnym momentem obrotowym 225 Nm dostępnym od samego startu. Renault wykorzystało w tym modelu akumulator trakcyjny o pojemności 41 kWh. Elektryczny model imponuje przyspieszeniem i płynnym nabieraniem prędkości. Renault Zoe

Renault Zoe w trasie

Praktycznie każdy kilometr zasięgu traktowałam z szacunkiem i uznaniem, dlatego zamiast dozwolonych 120 km/h poruszałam się drogą ekspresową z prędkością 90 km/h. Świadomość dodatkowego czasu, który będę musiała spędzić przy ładowarce, aby odzyskać zasięg, skutecznie zdejmowała moją nogę z pedału gazu. Na drodze ekspresowej doznałam dziwnego, niespotykanego wręcz uczucia zazdrości, kiedy wszystkie samochody łącznie z ciężarówkami wyprzedzały Zoe, ale po mniej więcej godzinie jazdy można przywyknąć do takiego stanu. Warto ustawić tempomat na odpowiednią wartość, aby prawej stopy nie kusiło do zbyt wysokiego poboru energii. Podczas szybszej jazdy w samochodzie nie jest już aż tak bezgłośnie jak w mieście, do wnętrza wyraźnie dochodzą szumy pędu powietrza z zewnątrz.Renault Zoe

Ładowanie Renault Zoe przypadło na Kielce. Trasę z Warszawy ze względu na niższą prędkość pokonaliśmy pół godziny wolniej niż wskazywała nawigacja. Nie jest źle. Uznaliśmy, nie do końca zgodnie z prawdą, że mamy czas i nic lepszego do roboty ;-) Dobrym sposobem na znalezienie właściwej ładowarki są aplikacje na smartfona, ja skorzystałam z PlugShare, która wskazuje lokalizację stacji w Polsce, dostępność oraz rodzaj ładowarki. Aplikacja posiada opinie użytkowników oraz informację, czy wymagana jest opłata, jedną z funkcji jest planowanie trasy elektryka. Według Plug Share w Kielcach stacji ładowania nie brakuje. Bardzo dobrze oceniana była stacja BMW w galerii Korona i tam właśnie udałam się na „tankowanie” Zoe. Gdy przybyłam na miejsce, spośród trzech dostępnych miejsc do ładowania samochodów elektrycznych, wolne były dwa, jedno zajmowało BMW i3.

Dojedzie?

Stan baterii Renault Zoe wskazywał 40% a po podpięciu do stacji o mocy 7,3 kW poznałam werdykt: mam 4,5 godziny czasu… Wystarczy na obiad, kawę, deser, zakupy, uff… i jeszcze zostanie trochę wolnego ;-) Po około 2,5 h snucia się po galerii, wróciłam do samochodu. Bateria zdołała napełnić się w 86%. Obok, pewnie w poszukiwaniu wolnego miejsca stanął SUV BMW bezskutecznie próbujący udawać model elektryczny. Tymczasem zasięg Zoe wzrósł ze 111 do 241 km. Do pokonania kolejnej części trasy, czyli ok. 150 km wystarczyło.

Wieczorową porą dotarłam do swojego rodzinnego miasta Chrzanowa, które a jakże, nie posiada ani jednej ładowarki, a przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo. Aplikacja, którą się posługiwałam również nic o tym nie wspominała. Pozostało zatem albo udać się do większego miasta w okolicy, czyli Katowic lub Krakowa albo wykorzystać gniazdko domowe. Wybrałam opcję numer dwa, bliższą i wydawałoby się, łatwiejszą, ale tylko pozornie.

Znajdujące się najbliżej asfaltu gniazdko garażowe ze względu na brak uziemienia okazało się nieskuteczne o czym informował wyświetlany na czerwono komunikat. Aby doprowadzić źródło prądu z mieszkania potrzeba było kolejnych kombinacji. Renault Zoe stanęło tak blisko budynku, jak to tylko było możliwe, aczkolwiek nie obyło się bez dwóch przedłużaczy. Kabel ciągnął się przez całą długość łazienki, wychodził na zewnątrz przez okno i prowizoryczne zadaszenie aż do naszego elektryka. Zamknięcie okna na czas ładowania, czyli dokładniej mówiąc, na całą noc było niemożliwe. Temperatury być może nie należały do wakacyjnych, ale mrozów na szczęście również nie doświadczyliśmy ;-) Aby napełnić baterię z 39 do 100% potrzeba było ok. 16 godzin.

Renault Zoe dostarcza odpowiedniej wygody i przestrzeni, nawet kierowca o wzroście przekraczającym 1,9 m bez problemu zmieścił się na przednim fotelu. Wnętrze pojazdu zostało urządzone w prosty i praktyczny sposób. Na pokładzie Zoe nie zabraknie nam ani przestrzeni na kubek z kawą, ani podstawki na drobne przedmioty, swoje miejsce ma tutaj również karta Hands-Free. Bagażnik pojazdu ma pojemności 338 litrów. Część tej przestrzeni musimy niestety przeznaczyć na niezbyt poręczne kable do ładowania, ale i tak zostanie dużo wolnego miejsca na walizkę, plecak, czy torbę.

A kiedy goni nas czas…

Warto znać miejsca, w których możemy szybko naładować akumulator. Jeszcze przed oddaniem pojazdu udałam się w ostatnią podróż elektrykiem, na szczęście już po stolicy, gdzie ze znalezieniem stacji nie powinno być problemu. Pierwsza opcja dostania się na spotkanie nie wypaliła, dlatego zamiast oddać Renault, model posłużył mi jeszcze przez kilka godzin. Aby dostać się na miejsce musiałam pokonać 22 km jednak wyświetlacz Zoe informował jedynie o 30 km zasięgu. Biorąc pod uwagę uciekające kilometry i fakt, że trochę mi się spieszy perspektywa zejścia do zera nie wyglądała zbyt obiecująco. Przemknął mi przez głowę szalony pomysł, czy aby przypadkiem nie zaryzykować, ale szybko z niego zrezygnowałam.

Zapas ok. 20 min wystarczył do znalezienia najbliższej stacji, dojechania na miejsce i przynajmniej częściowego uzupełnienia braków a możliwość jazdy bus-pasem pomogła nie utknąć w korku. Najbliżej znajdowała się ładowarka obok hali-widowiskowo sportowej przy ul. Pileckiego 122. Z 11% naładowanie baterii wzrosło do 17% i wystarczyło, aby dotrzeć do hotelu Double Tree by Hilton, przy ulicy Skalnicowej z 10 minutowym poślizgiem. Według aplikacji Plug Share na miejscu znajdowało się gniazdko, tylko na miejscu nikt o nim nie słyszał. Kilka napotkanych osób, które na pierwszy rzut oka wyglądały na pracowników hotelu usłyszały o takim wyposażeniu po raz pierwszy. Po pokonaniu dwóch okrążeń po parkingu znalazłam małą, niepozorną skrzynkę, wyciągnęłam kable i podłączyłam do Zoe. Po ok. 2 godzinach zasięg wzrósł do 50 km, co w zupełności wystarczyło na powrót.

Cena testowego modelu wynosi 144.400 zł, jednak Renault wycofało już z oferty I generację i wkrótce pojawi się następca. Zasięg nowego modelu wynosi nawet 390 km. Być może trasę z Warszawy pokona już bez konieczności ładowania po drodze.

Jazda Renault Zoe po Polsce to trudne zadanie, ale nie jest ono niewykonalne. Wymaga jednak nieco więcej strategii i czasu, który jest dla wielu osób jak na lekarstwo. Po oddaniu pojazdu, który dostarczył mi wielkiej przyjemności z jazdy odczułam także wielką… ulgę. Nie muszę już planować, szukać ładowarek, których nie ma w naszym kraju zbyt wiele, ani podczas jazdy odruchowo spoglądać na uciekającą liczbę kilometrów pozostałych do konieczności naładowania akumulatora.

 

Małgorzata Kozikowska

Galeria

Jeśli na powyższej liście nie ma Twojego wydarzenia zajrzyj tutaj

polecamy

Może ci się spodobać również
avatar
7 Wątki komentarzy
6 Odpowiedzi na wątki
0 Obserwujący
 
Komentarz z największą ilością reakcji
Najciekawszy wątek komentarza
10 Autorzy komentarzy
krzysiekMoxodKrzysztof ChmPio307Andrzej Autorzy ostatnich komentarzy
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Slawo
Gość
Slawo

W Polsce elektryki na razie tylko jako „wózki sklepowe”. Oczywiście dla wolnych ludzi z mnóstwem czasu to bardzo fajne auta.

Pio307
Gość
Pio307

Jako wolny człowiek z mnóstwem czasu mówię stanowcze i gromkie NIE temu „wynalazkowi”.
Nawet rozsądna kobieta w artykule nie zdołała znaleźć zbyt wielu plusów, choć mocno się starała… Wyjścia są dwa:… albo odkopać Nikolę Teslę z grobu, by zdradził jak odzyskiwać prąd z atmosfery, albo porzucić w cholerę te mrzonki o elektromobilności dla wszystkich.

Krzysztof Chm
Gość
Krzysztof Chm

Nie zgodzę się. Używam Nissana Leafa, rocznik 2015, w Warszawie. Nie ma lepszego samochodu. Kupiłem używany: duży bagażnik, po mieście pełno darmowych stacji ładowania, parkuje bezpłatnie, jeżdżę po buspasach i oszczędzam mnóstwo czasu na korkach. Dla tak zwanych „early adopters” jest to świetne rozwiązanie. I polecam każdemu. Poza Warszawę latam albo jeżdżę pociągiem, stać mnie dzięki oszczędnościom na paliwie. Przy moim trybie jazdy 12 tysięcy rocznie w kieszeni.

irek
Gość
irek

Do miasta (dużego) to się nadaje. Do jazdy po Polsce nie za bardzo. Test fajny!

Wiktor
Gość
Wiktor

Nie zapominajmy, że Lotos połączył Warszawę z Trójmiastem „Niebieskim Szlakiem”. Na wybranych stacjach ładuje się za darmo :-)

Slawo
Gość
Slawo

Nie zapominajmy, że Warszawa to nie Polska.

Daniel
Gość
Daniel

Elektryki to ślepa uliczka w motoryzacji, wodór to przyszłość.

Krzysztof Chm
Gość
Krzysztof Chm

Pozyskiwanie wodoru jest bardzo drogie. Motoryzacja wymaga tzw. czystego wodoru, wbrew pozorom nie jest łatwo ani tanio go wytworzyć.

Ja
Gość
Ja

Jak ludzie jezdzili konno to tez tak mieli. Od karczy do karczy zeby koniom obrok, wode podac i zeby odpoczely.

Andrzej
Gość
Andrzej

Czyli dno katastrofa porażka ! Nie idźcie tą drogą .

Krzysztof Chm
Gość
Krzysztof Chm

No nie wiem. Pani redaktor przejechała z Warszawy do Chrzanowa i z powrotem, ogarnęła ładowanie, jak rozumiem poradziła sobie nawet z tematem ładowania bez ładowarki. Czyli da się.

Moxod
Gość
Moxod

Drodzy Państwo – auto elektryczne jest zarąbistym wynalazkiem, tylko niestety Polska jako kraj zacofany (i „bardzo mądrze” rządzony) nie jest do tego przystosowany. Sam planuję taki zakup na koniec 2020, tylko że u mnie będzie on jeździł tylko w mieście (no może czasami jakieś krótkie wypada poza). W domu fotowoltaika na dachu, tak że prąd też swój – czyli ładuję darmowo. Opierając się na obecnym samochodzie mam w rok oszczędność na poziomie 20tyś – robię 10tyś km w rok, spalanie koło 9-10l/100 Pb. Niestety na dłuższe wyjazdy po Polsce trzeba mieć dużo czasu – niestety brak dostępnych szybkich ładowarek (takich… Czytaj więcej »

krzysiek
Gość
krzysiek

Kochanieńki, nie ma darmowego prądu, na tą fotowoltaikę musiałeś wydać niemałą sumę, a nawet jeśli ją ukradłeś, to gdybyś nie ładował auta to oddałbyś ten prąd do sieci i miał za to chajs. Więc tak czy siak jesteś w plecy. Podstawowa sprawa – na tym świecie nie ma nic za darmo. Zapamiętaj!