Renault Logan z wypożyczalnim silnik benzynowy 1.6, żadnego turbo. Jak wiecie, jestem w Argentynie, ale po miejskich i podmiejskich testach w Buenos Aires i Kordobie przyszedł czas na etap, który oznacza już prawdziwą przygodę na końcu świata: Patagonia. Widoki są niesamowite, drogi robią się dłuższe, wiatr mocniejszy, a krajobrazy tak szerokie, że człowiek zaczyna myśleć o świecie w zupełnie innych proporcjach. To skraj mapy.
Dostałam od wydawcy zadanie, które teoretycznie wydawało się proste: znaleźć na południu Argentyny francuski samochód. W praktyce nie było łatwo. Tutaj królują pickupy, samochody użytkowe i auta kupowane z myślą o pracy, a nie o wizerunku. Ale udało się. Mam Renault Logana. Prosto z wypożyczalni, w miarę nowy, ale z prostym benzyniakiem 1.6. I to Logan ma za zadanie dowieźć mnie wszędzie.

Najpierw planuję pojechać nim pod lodowiec Perito Moreno — jedno z tych miejsc, które zna się ze zdjęć, ale które podobno i tak na żywo robi większe wrażenie, niż człowiek sobie wyobraża. Jest gigantyczny, majestatyczny, hipnotyzuje. Potem kierunek to El Chaltén, niewielka miejscowość u stóp Andów, znana z górskich tras, surowej przyrody i widoków, które przyciągają podróżników z całego świata. Czy już mówiłam, że kocham góry?
A skąd Logan? Patagonia bardzo szybko pokazuje, że nie interesuje jej motoryzacyjny blichtr, że tutaj liczy się coś zupełnie innego. Samochód ma być przewidywalny, prosty i gotowy do jazdy wtedy, kiedy trzeba ruszać dalej. Rumuński samochód francuskiego koncernu pasuje tu perfekcyjnie. Logan nie obiecuje nadmiernego luksusu ale jest dość przestronny i wygodny. Mam tu wszystko co trzeba.
Zanim opiszę podróż, podzielę się z Wami jedną refleksją. W tej części Patagonii naprawdę wszystko wydaje jakieś takie bardziej wyraźne. Jakby dosadniejsze. Kolory są mocniejsze, światło ostrzejsze, a odległości większe niż na mapie. Człowiek szybko rozumie, że południe Argentyny nie daje się oglądać pobieżnie. Tutaj trzeba zwolnić i patrzeć uważniej. I wtedy ta Dacia Logan, czy jak tutaj chcą Renault, nadaje się znakomicie. Nie potrzebuję bić rekordów prędkości. Nie muszę się skupiać na designie samochodu. Jest wygodnie, zawieszenie przystosowano do takich dróg, jadę. Podziwiam. Zachwycam się widokami.

I od czasu do czasu uświadamiam sobie, że jestem bardzo daleko od Polski. Że w zasadzie bliżej tu na Antarktydę, niż do Buenos Aires. Że gdzieś niedaleko jest groźna, nieprzewidywalna cieśnina Drake’a. Że można stąd popłynąć oglądać lodowce na morzu i zobaczyć wieczną zimę. Daleko, egzotycznie.
A może te wszystkie myśli to z powodu tęsknoty za Polską i znajomymi kątami w Warszawie, Gdańsku, Krakowie czy Chrzanowie? Cóż, na razie ruszam a relacje przeczytacie niebawem.
Oto moje relacje z Argentyny – przeczytaj je teraz
- O wrażeniach z podróży do Argentyny napisałam w tym artykule
- Argentyna mnie zaskoczyła. Francuskie samochody są tutaj wszędzie
- Widziałam Renault, którego Ty nie zobaczysz w Europie! Mój dzień w Buenos Aires między Borealem, La Bocą, tango i legendą Evity
- Zobacz moją relację z wizyty w muzeum, gdzie spotkałam się z miłośnikami Renault i zobaczyłam Renault Papamobile, zbudowanego dla Jana Pawła II
- 90 kilometrów od Kordoby leży miasteczko jak z bawarskich Alp. Pojechałam tam Renault Arkaną i odkryłam zaskakującą Argentynę
- Byłam w ściśle tajnej fabryce Renault. Powstaje tu nowy model, który ma być hitem marki
- Jeżdżę Fiatem Cronos w Argentynie. Tego auta nie kupicie u nas
- Weszłam do salonu Fiata w Argentynie i oniemiałam!








