Brud, błoto, roztapiający się śnieg i mnóstwo wody, to obraz ulic Astany jaki zostanie z nami na długo. Tak bowiem wyglądają tu drogi, po których jeździ mnóstwo samochodów, od tych najstarszych i najbardziej zajeżdżonych po najnowsze wielkie SUV-y i nieznane u nas chińskie modele. Co ciekawe, wiele z jeżdżących aut w ogóle nie jest naprawianych. Francuska motoryzacja też tu jest.

Kazachstan jest krajem pełnym skrajności. Z jednej strony budująca się wszędzie, dosłownie na każdej pustej działce, stolica, nowoczesne budynki, niesamowicie nowoczesne rozwiązania, wszechobecne aplikacje, wszystko elektroniczne. Na ulicach mnóstwo najnowszych modeli z Chin, ale też dużo Renault, o czym za moment.

Najbardziej zauważalnym elementem kazachskich dróg o tej porze roku jest jednak… brud. Serio, tutaj naprawdę trudno spotkać czyste auto. To wynik roztapiającego się śniegu, który spływa na ulice razem z piaskiem tworząc niezbyt malownicze błoto, przygaszające krajobraz. Na większości zdjęć to zobaczycie, chociaż staraliśmy się dla Was zrobić też czyste egzemplarze, ale to naprawdę rzadkość.

Druga rzecz, którą poczujesz w Kazachstanie, to spaliny. Trochę jakby przenieść się do lat 90. w Polsce. Serio, tutaj po prostu czuć to wszystko – niekiedy nawet bardzo intensywnie. Jest i zapach benzyny, niedopalonego gazu, spaliny z benzyn głównie, ale czasem też duszący ropniak przejedzie. To wszystko jakoś kotłuje się w tym powietrzu i czuć ten miks, gdy idzie się wzdłuż ulicy albo przechodzi.

Ruch jest szybki, dynamiczny, mocny, duży. Samochodów o dowolnej porze dnia, także w niedzielę, mnóstwo. Bez nich w Astanie nie ma po prostu życia. Odległości są zbyt duże. Kierowcy nie tylko jadą dynamicznie, ale też często używają klaksonów. Trudno tu jednak mówić o chaosie, raczej o zdyscyplinowanej jeździe, jakby każdemu się spieszyło, ale działa według zasad. Pieszy nie jest najważniejszym element drogi, o czym warto pamiętać.

Z drugiej strony przegląd aut dla prawdziwego miłośnika motoryzacji będzie czymś bardzo ciekawym. Bo mamy tu najstarsze Łady, których widać całkiem sporo. Są też Volkswageny, Skody, Mercedesy, ale również te starsze. Z nowych aut widać Hyundaie, Toyoty. No i jest Renault. Tego jeździ tu mnóstwo: najwięcej widzieliśmy chyba Dusterów, ale są też Arkany i Sandero Stepway (zwykłego Sandero jak na lekarstwo), Koleos czy wszechobecny Logan.

Do tego klony Dacii Logan MCV, czyli Łada Largus, tych jest zatrzęsienie. A jeśli chodzi o modele najnowsze, to widać tutaj wyraźnie wpływ Chin. Te mocno atakują i widać je na każdym kroku. Ofensywa sprzedażowa jest tak silna a finansowanie tak dobre, że kupują je m.in. kierowcy popularnej tu usługi Yandex GO. I można z tego wyżyć, mimo niskich cen przejazdów.

Spośród drogich chińczyków najpopularniejszym autem wydaje się być wielki SUV Li L7, masywne auto najeżone wręcz kamerami, jeździ też mnóstwo Xpeng, BYD i innych marek, których my po prostu w Polsce nie znamy. Z nowych modeli wyróżnia się jednak Hyundai, najwidoczniej mocno obecny w Kazachstanie, bo także te najnowsze egzemplarze na ulicach widać.

Dwa razy mignął nam na ulicy Peugeot 301, jednego spotkaliśmy na parkingu w centrum miasta.

Citroena nie widzieliśmy poza jednym (!) egzemplarzem w salonie w ogóle. Dosłownie zero, mimo że patrzyliśmy bardzo uważnie a sama marka jest tutaj mimo wszystko znana.

Gospodarka Kazachstanu się rozwija, kierowcy kupują coraz droższe auta, jest tu widoczny wzrost zamożności. I to się czuje na ulicach. Ciekawe miejsce, gdzie zachodnia motoryzacja obecna tu od dekad powoli ustępuje tej z Chin i zapewne będzie można mówić o dominacji chińskiej za 3-4 lata.

Zapytaliśmy czym ma się charakteryzować dobry samochód do Kazachstanu. Odpowiedź u różnych rozmówców była jednoznaczna. Musi odpalać przy -50 stopniach, bo nawet takie temperatury tu panują zimą. Lato trwa bardzo krótko, a wtedy temperatury sięgają 30 stopni i musi mieć też wydajną klimę. Taka podróż ze skrajności w skrajność. Kazachowie są jednak bardzo dumni ze swojego kraju i kiedy mówię im, szczerze, że Astana mi się bardzo podoba, reagują niesamowicie pozytywnie.

Jednym z ciekawszych zjawisk na ulicach są nienaprawione samochody. Połamane zderzani, zniszczone drzwi, uszkodzony tył? Tym się nikt nie przejmuje. Byle działały światła, hamulce i oczywiście klakson, który tutaj służy nie tylko do reagowania złością na jakiś głupi manewr innego kierowcy, ale też ostrzega przy przejeżdżaniu obok czy zmianie pasa. Tak to wygląda z perspektywy pieszego czy pasażera.

Kazachskie ulice to mieszanka kultury zachodniej, wschodniej, mocnego zapachu spalin i motoryzacji od czasów Związku Radzieckiego po XXI wiek prosto z Chin. Ten miks jest niesamowity i dość wciągający. Można długo stać przy drodze i to wszystko obserwować, a przejażdżki taksówkami mijają szybko dzięki ciekawym rozmowom z kierowcami.

Zaczyna się niewinnie, od standardowych pytań skąd, po co, na jak długo, a potem już jakoś idzie. I dzięki temu wiem, że jeden z nich wkrótce leci odwiedzić brata w Nowym Jorku, inny planuje zwiedzić Europę samochodem lecąc do Pragi a jeszcze inny przyjeżdża tu dorobić z Rosji na wiosnę i wraca potem do siebie, bo ma blisko, tylko 800 kilometrów do domu.

Co ciekawe, nie spotkaliśmy narzekaczy. Ludzie są raczej uśmiechnięci, zadowoleni, z nadzieją patrzą w przyszłość.
Zobacz także:
- Byliśmy na stacji benzynowej w Kazachstanie. Tu jest trzy razy taniej niż na Orlenie!
- Pojechałam do salonu Peugeot w Tajpej. Sprzedawca powiedział coś, czego się nie spodziewałam


























