Pewien internauta z Niemiec kręci w sieci dramę, że wypożyczył Citroëna ë-C3, zabrał go z Monachium do Kitzbühel, pognał autostradą 120–130 km/h, po drodze ruszył w stronę gór, a następnie ze szczerym zdumieniem opisał, że… zasięg spadał szybciej, niż początkowo wskazywał komputer. Naprawdę tak trudno było to przewidzieć?
Elektryczny czy spalinowy Citroën C3 to bardzo przyjemne autko miejsce. W środku dużo miejsca, wygodne fotele, przestronnie no i to bajkowe zawieszenie, które jakby wygładza drogę. Jest dobrze, o czym wiele razy pisaliśmy w naszych redakcyjnych testach, które możecie przeczytać tu. Ale szczerze mówiąc, nikomu w redakcji nie przyszło do głowy ani jeździć w dłuższe trasy wersją elektryczną, szczególnie autostradą ani jechać taką w góry.
Tymczasem autor wpisu, doradca biznesowy związany ze strategią, transformacją i zarządzaniem, zdaje się być zasmucony tym, że mały, tani elektryk z niedużą baterią nie zachowuje się jak duży i drogi samochód klasy wyższej. Autostrada (jechał 120-130 km/h), teren górski, zmienne warunki, a do tego zapewne jeszcze chłodniejsza aura niż w folderze reklamowym. Tu tani miejski elektryk raczej się nie sprawdzi.
Co ciekawe, problemem nie było to, iż ë-C3 nie dojechał. Dojechał. Problemem było to, że kierowca musiał… zwolnić i patrzeć na zasięg. Motoryzacyjny horror drodzy państwo, prawie jak podróż samochodem spalinowym, w którym po zapaleniu się rezerwy człowiek też zaczyna myśleć, zamiast bezrefleksyjnie cisnąć dalej.
Citroën ë-C3 nie jest samochodem zaprojektowanym na autostrady, tylko przede wszystkim do miasta, pod miasto, do codziennych dojazdów, zwykłych tras i normalnego życia. I właśnie w tej roli ma sens. Ale nie, łatwiej wypożyczyć niedrogiego elektryka, użyć go w warunkach dalekich od optymalnych, a potem ogłosić, że wielka obietnica taniego auta elektrycznego dla wszystkich wymaga wyjaśnienia. Nie wymaga. Wymaga co najwyżej czytania ze zrozumieniem, do czego taki samochód został stworzony.
Autor wpisu idzie dalej w swoich wynurzeniach – porównuje Citroëna ë-C3 do Mercedesa CLA. Tymczasem to nie Citroën oblał tu egzamin. Oblał go raczej kierowca, który chyba nie uważał na fizyce i kto wie co miał z matematyki… Spotkał się z rzeczywistością i przegrał.
Na szczęście na końcu chyba dociera do niego co się stało bo sam pisze: Mój wniosek jest taki: tanie auto elektryczne jest dziś przede wszystkim autem miejskim albo dla dojeżdżających do pracy. Cała reszta zbyt często bywa sprzedawana jako obietnica mobilności, choć w praktyce bardziej przypomina marketing…
Test: Nowy Citroën C3 Hybrid 110 KM – zaskakująco komfortowy i przestronny. Bardzo nam się spodobał!
źródło wpisu: LinkedIn






