Pewien człowiek, mieniący się dziennikarzem motoryzacyjnym, postanowił zrobić show. W internecie krąży film, na którym ów „tester” wyrywa kierownicę z chińskiego samochodu – dosłownie, razem z kolumną. Setki tysięcy wyświetleń, śmiechy, emocje, komentarze. Internetowy triumf. Tylko że w mojej ocenie to nie triumf dziennikarstwa – to triumf prymitywizmu i chamstwa.
Nie zamierzam bronić jakości chińskiego auta, bo nie mnie to oceniać. Ale to, co naprawdę powinno nas wszystkich oburzać, to sposób, w jaki ten „materiał” został zrobiony. Bo oto dorosły człowiek, który może być przewodnikiem dla tysięcy młodych widzów, zachowuje się jak pijany nastolatek demolujący cudzy samochód na złomowisku. Przekleństwa, rechot, brak jakiegokolwiek szacunku. To nie jest recenzja. To nie jest test. To jest pokaz degeneracji.
Każdy, kto staje przed kamerą, powinien zdawać sobie sprawę że może być wzorcem dla innych. Jeśli tak ma wyglądać współczesny „dziennikarz” motoryzacyjny – to znaczy, że coś bardzo pękło w naszej kulturze. Że zamiast człowieka z kulturą mamy pokaz chamstwa. Dziennikarz nie jest od tego, żeby robić burdy. Jego zadaniem jest tłumaczyć, edukować, krytykować – owszem, ostro, ale też z klasą i sensem. Kulturą.
A tu? Zero samokontroli. Zero odpowiedzialności. I najgorsze, że wielu komentujących zdaje się nawet nie zauważać problemu. Bo przecież „fajnie rozwalił”. Bo „śmieszne”. Bo „viral”. Nie, dla mnie to nie jest śmieszne. To ekstremalnie żałosne.
I bardzo mnie ciekawi czy ów „dziennikarz” tak samo zachowuje się w domu? Czy mówi tak do swojej partnerki, matki, ojca, dzieci. Czy obnosi się ze swoimi k….i publicznie
Za każdym razem, gdy chamstwo dostaje lajki, a prostactwo wyświetlenia – przegrywa coś więcej niż tylko kultura debaty. Przegrywa społeczeństwo, które przestaje odróżniać pasję od prymitywizmu, odwagę od głupoty. A wszystko to w imię klikalności.
Skutki takich zachowań mogą być bardzo groźne. Nie będą widoczne od razu, ale się pojawią, wcześniej czy później. Jeszcze możemy reagować! Jeszcze zdążymy.






