„Jak ja kocham takie dni. Naprawdę. Nie kolejny stłuczkowy premium SUV po aktualizacji softu, który właśnie przestał odpalać, nie zalana w trupa hybryda po myjni, która odkryła nowe życie w sterowniku. Nie. Do warsztatu wjeżdża coś starego. Coś, co pamięta czasy, kiedy samochód miał być samochodem, a nie komputer na kołach. A ostatnio trafił mi się Citroën 2CV.” – pisze pan Krzysztof, elektryk, specjalnie dla Francuskie.pl.
„Nagle atmosfera w moim małym warsztacie robi się inna i nawet kawa smakuje lepiej. Nie, że nie lubię pracować przy nowych samochodach, ale wiecie, jak człowiek ma już swoje lata a uczył się dawno temu, to jednak trochę się tęskni za tą prawdziwą elektryką.
Wjeżdża takie cudo na kołach, człowiek patrzy na ten cienki lakier, na śrubki pamiętające prawdopodobnie kilka dekad kryzysów i myśli sobie: dzisiaj będzie dobrze. Dzisiaj nic mnie nie zapyta o aktualizację. Klient, świeżo upieczony nabywca, mówi że auto sprowadził, dół zdrowy, technika ogarnięta ale elektrykę by się przydało sprawdzić. A coś nie działa? No światła wariują – koniec diagnozy.
W Cytrynie nie ma komunikatu o usterce komunikacji modułu BCM z magistralą CAN czy nieprawidłowej adaptacji sterownika, nie trzeba podpinać komputera za kilkanaście tysięcy złotych, żeby system łaskawie wypluł jakąś diagnozę bez sensu. Tu analiza wygląda inaczej. Bierzesz miernik, papier ścierny, idziesz po kablach, niekiedy psikniesz kontaktem i nagle cała ta motoryzacja wraca do życia. Miernik to mój wielki przyjaciel. Kontakt, styk, masa, opór. Jedziemy.
Nie wiem czy zdajecie sobie sprawę, ale w tych samochodach wszystko jest jakieś takie bardziej uczciwe. Jak nie działa masa, to nie działa masa. Jak nie świeci żarówka, to zwykle winna jest żarówka, styk albo przewód. A nie, że trzeba rozebrać pół auta, zaktualizować trzy sterowniki i odprawić rytuał do świętego Programatora, żeby coś zaczęło działać. Tu klient chce naprawić problem ze światłami ale też wszystko sprawdzić i powymieniać. Taka przyjemna zabawa, bo kabli w kaczce wcale tak mało nie ma, ale też bez tragedii.
Otwieram maskę (wiecie jak to się robi w 2CV?) Prawdziwy silnik. Nie ma plastikowych osłon wielkości stołu kuchennego, nie ma przewodów schowanych tak głęboko, że dostęp tylko lewą ręką przez prawą nogę obok środkowego ucha.
Ruszam z miernikiem. Przez kilka godzin nie istnieje dla mnie DPF, EGR, AdBlue ani pasek rozrządu kąpiący się w oleju. Jest tylko 12V, masa i ja. Czuje, że żyję. Znalazłem przetarty przewód, wymieniłem, rozkręciłem to i owo, skręciłem, wyczyściłem. Akumulator był już słaby, wymieniony. Naprawiłem nawet przewód głośnikowy. Wymieniłem żarówki (klient przywiózł komplet – jak miło!). Klient auto odebrał, pojechał, zadowolony ze wszystkiego, może poza rachunkiem. ZUS się sam nie zapłaci…
Na koniec mam dla Was kilka komunikatów, których 2CV nie wyświetla i to jego wielki, wielki plus:
Brak komunikacji z modułem komfortu
Usterka magistrali CAN – sporadyczna
Gateway: nieprawidłowy sygnał
Sterownik ABS – brak komunikacji
Databus drive train – faulty
01305 – Databus for Infotainment: No Signal/Communication
U1121 – Missing Message
U0100 – Lost Communication With ECM/PCM
01314 – Engine Control Module: No Communication
00466 – Control Module for Steering Column Electronics – No Signal
02256 – Quiescent Current
Błąd terminala 15
Błąd terminala 30
Niedopuszczalny sygnał z modułu drzwi kierowcy
Błąd komunikacji z czujnikiem kąta skrętu
CAN Gateway defective”
Pracujesz w branży motoryzacyjnej? Chcesz się podzielić swoimi przygodami z autami lub klientami? Napisz na [email protected].
opracowanie tekstu: redakcja, fot. ilustracyjna






