Wystarczy chwila nieuwagi. Trochę deszczu, zwykła droga poza miastem, łuk, zbyt duża prędkość i opony, które najlepsze lata mają już za sobą. Efekt może być bardzo poważny, bo na mokrej nawierzchni margines bezpieczeństwa kurczy się błyskawicznie.
Polskie drogi pełne są takich miejsc. Niby nic szczególnego: asfalt, lekki zakręt, pobocze, kilka kałuż po opadach. Kierowca jedzie tak, jak zwykle, bo przecież „zna tę drogę”. Wyzwanie zaczyna się wtedy, gdy samochód wpada w warstwę wody lub trafia na nieco bardziej śliską nawierzchnię, a bieżnik opony nie jest już w stanie nic skutecznie poradzić. Auto traci przyczepność, przestaje słuchać kierowcy i zaczyna jechać własnym torem.
To właśnie dlatego stan opon ma ogromne znaczenie. Stara guma, zużyty bieżnik, źle dobrane ciśnienie mogą oznaczać dłuższą drogę hamowania, gorszą stabilność w zakręcie i większe ryzyko aquaplaningu. Na suchej drodze kierowca może jeszcze mieć złudzenie, że jakoś jedzie. Deszcz bardzo szybko odbiera takie złudzenia. Mokra nawierzchnia nie wybacza.

Dlatego, szczególnie w przypadku starszych aut i starszego kompletu opon, warto regularnie sprawdzać głębokość bieżnika, ciśnienie oraz ogólny stan ogumienia. Pęknięcia, wybrzuszenia, nierównomierne zużycie czy stare, sparciałe opony to sygnały ostrzegawcze.
Opona jest jedynym elementem samochodu, który realnie łączy auto z drogą. I robi to na powierzchni niewiele większej niż dłoń. Opony i hamulce to podstawa.
I nie chcę tutaj nikogo straszyć, bo deszcz nie musi oznaczać wypadku, ale wymaga pewnej pokory. Wolniej na mokrym, spokojniej w zakrętach, większy odstęp od innych pojazdów i dobre opony — to proste zasady, które naprawdę mogą uratować życie a na pewno uchronić nas przed skasowaniem samochodu czy większymi kosztami napraw.







