Pierwszym Citroënem Berlingo przejechał 750 tys. kilometrów, drugim około 900 tys. km. Jego Citroën C8 ma już ponad pół miliona kilometrów. Czesław Nosewicz, wiceprezes i skarbnik Automobilklubu Toruńskiego, opowiada Grzegorzowi Traczewskiemu o przywiązaniu do francuskich samochodów, kobietach wygrywających z mężczyznami na rajdach oraz drodze do zorganizowania światowych zlotów Citroëna w Polsce.
Rozmawiał Grzegorz Traczewski
Dwa Berlingo, Citroën C8 i perspektywa miliona kilometrów
Grzegorz Traczewski: Organizujesz rajdy i zloty Citroënów, ale jest też twoje prywatne przywiązanie do tej marki. Ten samochód, którym jeździsz, to który twój Citroën?
Czesław Nosewicz: To mój trzeci Citroën. Wcześniej były dwa Berlingo, a teraz jeżdżę C8. Jestem wierny konkretnemu samochodowi. Pierwszym Berlingo przejechałem 750 tys. kilometrów, drugim około 900 tys., a obecny samochód ma już ponad 500 tys. kilometrów. To taka miłość i przywiązanie na wieki wieków.
Grzegorz Traczewski: Chcesz zostać milionerem? To znaczy przejechać milion kilometrów?
Czesław Nosewicz: Tak! Berlingo nie poszło w obce ręce, bo jeździ nim moja córka. Niewiele brakuje, żeby przekroczyło milion kilometrów. Ja zrobiłem nim około 900 tys., a ona, myślę, dokręci te pozostałe niecałe 100 tys. i milion stuknie na liczniku tego Berlingo.
Grzegorz Traczewski: Tylko Citroëny czy także inne francuskie samochody przypadły ci do gustu?
Czesław Nosewicz: O francuskich samochodach mówi się czasem, że są słabe, że po 300 tys. kilometrów nadają się do remontu albo na złom. Nieprawda. Każdy samochód, jeżeli jest w odpowiednich rękach i dostaje to, co mu się należy, w odpowiednim czasie i odpowiedniej jakości, nie zawodzi. A ja mogę powiedzieć, że Citroëny mnie jeszcze nie zawiodły przez tyle lat. Jeżdżę nimi po całej Europie.
Sześćdziesiąt lat motoryzacyjnej pasji

Grzegorz Traczewski: Ile to już lat zajmujesz się motoryzacją?
Czesław Nosewicz: Chyba sześćdziesiąt. Rok 2026 jest szczególny, bo zbiegają się różne rocznice. Moja osobista to 60 lat działalności w Polskim Związku Motorowym i Automobilklubie. Na początku nie był to jeszcze Automobilklub Toruński, lecz delegatura Automobilklubu Bydgoskiego w Toruniu.
Mija też sto lat zorganizowanego ruchu motorowego w naszym mieście. W 1926 roku grupa entuzjastów założyła w Toruniu pierwszy klub motorowy. Zrzeszał przede wszystkim oficerów 4. Pułku Lotniczego, który tutaj stacjonował. Wojna przerwała działalność, później ją reaktywowano. Był klub Gwardia, rozwijał się żużel, a w 1959 roku powołano delegaturę Automobilklubu Bydgoskiego.
Ja włączyłem się w tę działalność w 1966 roku. To był trochę zbieg okoliczności. Po studiach pracowałem jako nauczyciel, a także zostałem kierownikiem klubu osiedlowego. Automobilklub nie miał swojej siedziby. Kierownik wydziału sportu i turystyki zobowiązał mnie więc, żeby walne zebranie odbyło się w moim klubie. Od tego wszystko się zaczęło.
Motoryzacyjna pasja doceniona. Medale i wyróżnienia
Działalność Automobilklubu Toruńskiego została doceniona również podczas Retro Motor Show w Poznaniu. Jak wspomina Czesław Nosewicz, organizatorzy przekazali pamiątkowe medale i wyróżnienie związane z jubileuszem klubu oraz jego stoiskiem z zabytkowymi pojazdami.

„Otrzymaliśmy od organizatorów takie pamiątkowe medale i wyróżnienie” — wspomina Czesław Nosewicz.

Prezentacje klasycznych samochodów są częścią działalności miłośników pojazdów zabytkowych skupionych wokół Automobilklubu. Wymienia także udział w imprezach w Baden-Baden, Schwetzingen, Paryżu i Essen oraz organizację konkursów elegancji w Toruniu.

Grzegorz Traczewski: Jesteś dla mnie jednym z największych autorytetów w dziedzinie bezpieczeństwa ruchu drogowego.

Czesław Nosewicz: Bezpieczeństwo ruchu drogowego jest jedną z głównych dziedzin naszej działalności. Sportem zajmują się pasjonaci: jako uczestnicy, kibice, ale też technicy. Nie zapominajmy o ludziach, którzy przygotowywali samochody do zawodów i odegrali w tym ogromną rolę. Leszek Jamiński jest jednym z czołowych przedstawicieli tego środowiska. Natomiast o bezpieczeństwie myślano już wiele lat temu. W protokołach naszej delegatury z lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych można przeczytać uwagi o furmankach wjeżdżających na Rynek Staromiejski oraz o potrzebie ich odpowiedniego oświetlenia. Już wtedy zwracano uwagę na takie sprawy.
Grzegorz Traczewski: W Automobilklubie Toruńskim jeździło też wielu znakomitych mistrzów kierownicy.

Czesław Nosewicz: Toruń odegrał ważną rolę w historii sportu samochodowego. W 1970 roku Longin Bielak z kolegami szukał sposobu na reaktywowanie wyścigów samochodowych. Brakowało torów i odpowiedniego klimatu do ich organizowania.
Trafił do naszego ówczesnego prezesa Tadeusza Władyki, który był kierownikiem redakcji „Gazety Pomorskiej”. Mówił: chcielibyśmy reaktywować wyścigi, ale nie mamy gdzie. Wy macie lotnisko, które można byłoby do tego wykorzystać. I właśnie wtedy się zaczęło. W 1970 roku w Toruniu ruszyły reaktywowane wyścigi samochodowe.
Citroëny i Afrodyty. Kobiety przełamywały stereotypy za kierownicą
Grzegorz Traczewski: Skąd wzięło się twoje gorące uczucie do francuskiej motoryzacji, a właściwie do jednej marki — Citroën?

Czesław Nosewicz: Ważna była współpraca naszych członków z kolegami z Poznania, z tamtejszego klubu Citroëna 2CV. Postanowiliśmy zorganizować coś innego: rajdy Citroëna i Afrodyty. Uznaliśmy, że kobiety odgrywają ważną rolę w sporcie oraz w turystyce motorowej, a ich udział był niedoceniany. Panował taki stereotyp, że kobieta co najwyżej odwozi męża z imprezy do domu, natomiast na co dzień jako kierowca nie radzi sobie najlepiej. Tymczasem nasze rajdy pokazywały coś zupełnie innego. W próbach sprawnościowych kobiety wygrywały. Miały własną klasyfikację, ale była też klasyfikacja generalna, wspólna dla kobiet i mężczyzn. I tam również zwyciężały.
Przełamywaliśmy więc stereotyp, a uczestniczki nabierały pewności siebie. Przez dwadzieścia lat te rajdy odbywały się w Toruniu.
Grzegorz Traczewski: W twoim życiu było bardzo wiele imprez związanych z Citroënem. Byłem tutaj na zlocie 2CV, ale także na innych zlotach pojazdów.

Czesław Nosewicz: Jak to się mówi, apetyt rośnie w miarę jedzenia. Nasze ogólnopolskie rajdy pokazały, że miłośnicy Citroëna tworzą bardzo zintegrowane środowisko. Są przywiązani do swoich samochodów, szczególnie do 2CV, ale także do marki. Doszliśmy do wniosku, że warto zorganizować w Polsce światowy zlot.
Najpierw sami jeździliśmy na takie spotkania i przyglądaliśmy się, jak się je przygotowuje. Uczestniczą w nich dwa, trzy, cztery tysiące samochodów. Przy poparciu naszych władz samorządowych zdecydowaliśmy, że spróbujemy sprowadzić taki zlot do Torunia. W 2005 roku pojechaliśmy na rekonesans do Szkocji. Te spotkania odbywają się co dwa lata. W 2007 roku, w szwedzkim Borlänge, po raz pierwszy oficjalnie zgłosiliśmy kandydaturę Polski. Przegraliśmy rywalizację z innymi państwami. W 2009 roku, w czeskim Moście, przegraliśmy z Hiszpanią dosłownie dwoma głosami.
Przełom nastąpił w 2011 roku we francuskim Salbris. Tam padł rekord — około siedmiu tysięcy samochodów uczestniczących w zlocie. Wtedy wygraliśmy i otrzymaliśmy prawo zorganizowania światowego spotkania 2CV w 2015 roku.
Grzegorz Traczewski: Jak było?
Czesław Nosewicz: Po euforii, kiedy okazało się, że zlot odbędzie się w Polsce, przyszła świadomość skali przedsięwzięcia. Widzieliśmy Salbris i poprzednie spotkania. Zlot trwa prawie tydzień. Przy około trzech tysiącach samochodów mamy sześć, siedem, osiem tysięcy ludzi. Powstaje małe miasteczko. Trzeba zorganizować miejsce pobytu, wyżywienie, całe zaplecze sanitarne. Do tego dochodzą turystyka, kultura i rozrywka, żeby uczestnicy się nie nudzili. To ogromna praca. Nasi działacze się jednak zmobilizowali i rok 2015 był wielkim sukcesem. W Toruniu uczestniczyło 2568 samochodów. To może nie był rekord świata, ale nadal ogromna liczba.
We francuskiej prasie fachowej ukazał się numer poświęcony temu zlotowi. Na pierwszej stronie była dziewczyna i Citroën 2CV w takim geście radości, a przez okładkę biegł bardzo entuzjastyczny napis. Jeżeli tak piszą Francuzi, u których jest kolebka tej marki i tak wielu jej miłośników, to znaczy, że coś w tym jest.

Po 2CV przyszedł czas na ICCCR. Zlot, którym żyło całe miasto

Czesław Nosewicz: Efektem dobrej organizacji spotkania 2CV było ubieganie się o kolejny zlot, tym razem ICCCR — spotkanie klubów miłośników wszystkich modeli Citroëna. W 2016 roku pojechaliśmy do Holandii i zgłosiliśmy kandydaturę do organizacji edycji w 2020 roku. Te zloty odbywają się co cztery lata. Przy 2CV przegrywaliśmy dwukrotnie i dopiero za trzecim podejściem powierzono nam organizację. Tym razem, ku mojemu zaskoczeniu, decyzja była jednogłośna. Od 2007 roku co roku uczestniczyłem w tych kongresach, ale takie poparcie było dla mnie zaskoczeniem. Zlot miał odbyć się w Polsce, w Toruniu, a organizować go miał nasz Automobilklub.
Wszyscy wiemy jednak, co wydarzyło się w 2020 roku. Pandemia COVID-19 zmusiła nas do przesunięcia terminu. Ostatecznie zlot odbył się w 2024 roku. Może nie był to aż tak spektakularny sukces jak spotkanie 2CV, ale kontynuowaliśmy organizację imprez Citroëna, tym razem obejmujących całą gamę modeli.

Zadowoleni byli zarówno uczestnicy, jak i mieszkańcy. U nas całe miasto żyje taką imprezą. Parada stu czy dwustu samochodów na Bulwarze Filadelfijskim, wzdłuż Wisły, robi wspaniałe wrażenie. W 2024 roku Francuskie.pl obchodziło także swoje dwudziestolecie. Wspólnie świętowaliśmy jubileusz portalu i spotkanie miłośników francuskiej motoryzacji.
Zobacz też nasze relacje: Rajd Citroëna i Afrodyty w Toruniu oraz Citroëny w Toruniu podczas ICCCR 2024.
Klasyczne samochody, elegancja i obowiązkowy kapelusz
Grzegorz Traczewski: Szofer to człowiek, który potrafi jeździć samochodem, ale także go naprawić. Jeździ autem czystym i eleganckim, sam też jest elegancki i jest dżentelmenem. Jesteś szoferem w pełnym tego słowa znaczeniu, a także arbitrem elegancji. Organizowałeś przecież konkursy elegancji.

Czesław Nosewicz: To kontynuacja tradycji związanej z pojazdami zabytkowymi. Nasze spotkania Citroënów, czy to 2CV, czy DS, także do niej nawiązywały. W Automobilklubie powstała grupa miłośników takich pojazdów. Organizujemy imprezy, podczas których konkurs elegancji jest jednym z ważniejszych punktów programu.
Poza samochodem dużą rolę odgrywają panie i ich kapelusze. Pani w samochodzie zabytkowym bez kapelusza się nie liczy!
Uczestniczymy też w ważnych imprezach i targach pojazdów zabytkowych: w Baden-Baden, Schwetzingen, Paryżu czy Essen. Wystawialiśmy nasze pojazdy również na Retro Motor Show w Poznaniu, gdzie otrzymaliśmy pamiątkowe medale i wyróżnienie, także za piękne, ciekawe stoisko. Staramy się, żeby imprezy z cyklu Classic Gala odbywały się również w Polsce, właśnie w Toruniu.
Rozmowa została zredagowana na podstawie wywiadu, którego Czesław Nosewicz udzielił nam w październiku 2026 roku.
Rozmawiał Grzegorz Traczewski






