Pamiętacie Citroëna 2CV? Ten samochód był ucieleśnieniem prostoty i funkcjonalności, tak brzydki, że aż piękny – jak mawiał Szwejk o pinczerze. Miał jednak jedną niezaprzeczalną zaletę: potrafił przejechać przez pole, nie tłukąc przy tym ani jednego jajka w wiklinowym koszyku. Dziś na naszych drogach pojawił się jego duchowy następca – elektryczny Citroën e-C3. Czy sprosta legendzie?
Nowy e-C3 to coś więcej niż kolejny model z wtyczką. To crossover z ambicjami – nie tylko miejskimi. Podwyższony prześwit i odpowiednia sylwetka dają mu pewne predyspozycje do zjazdu z asfaltu. Może nie na wiejskie bezdroża jak 2CV, ale na szutrową drogę prowadzącą do działki – jak najbardziej. Na dodatek wygląda bardzo dobrze. To jeden z tych samochodów, które budzą sympatię już na pierwszy rzut oka – przód z charakterystycznym podpisem świetlnym, muskularne nadkola, ale i odrobina lekkości w proporcjach.

We wnętrzu e-C3 Citroën pozostał sobą. Znajdziemy tu oryginalne podejście do estetyki i ergonomii. Wskaźniki? Nie ma ich klasycznie – są wyświetlane jako projekcja w górnej części kokpitu, a wzrok trafia tam intuicyjnie. Klimatyzacja ma osobny panel – brawo! To rzadkość w czasach, gdy wszystko przenosi się na ekran dotykowy. Są też detale, jak metki na drzwiach z napisami w stylu „be happy” – urocze czy zbędne? Oceńcie sami.

Wykończenie wnętrza można określić jako „oszczędne z wdziękiem”. Materiały są tanie, ale nie rażą. Ekran multimedialny mógłby oferować więcej danych – np. o zużyciu energii – ale za to fotele są wygodne i przyjemne dla oka. Start? Kluczyk i stacyjka – oldschool i uśmiech w bonusie.

Pod maską (czy raczej pod podłogą) znajdziemy silnik elektryczny o mocy 113 KM oraz akumulator 44 kWh. Niestety, moment obrotowy wynoszący 120 Nm nie porywa, a zasięg… potrafi zniknąć szybciej niż entuzjazm po spojrzeniu na licznik. Ładowanie od 25 do 100% trwa 1,5 godziny – dość długo jak na współczesne standardy.

Bagażnik? 310 litrów – wystarczy na zakupy i kilka wypadów weekendowych. Nie urzeka, ale nie rozczarowuje. Na pochwałę zasługuje zawieszenie. Charakterystyczne dla Citroëna – miękkie, wybaczające, pozwalające marzyć o przewożeniu wspomnianego koszyka jajek bez strachu o omlet na tylnej kanapie.
Wniosek? e-C3 nie jest idealny. Brakuje mu nieco temperamentu, a elektryczny napęd nie zachwyca ekonomią. Ale jego styl, komfort i odrobina starej szkoły czynią z niego ciekawego gracza w miejskim segmencie.






