Co przyjeżdżam na stację tankować, to jedno z głównych miejsc zajmuje alkohol. Ostatnio na Circle K nawet zauważyłem alkohol mocno zmrożony (patrz zdjęcie powyżej), co ma dodatkowo zachęcać do zakupu. Tyle, że alkohol i samochód naprawdę się nie dodają a niestety zauważyłem kierowców, którzy go kupują. I warto byłoby rozważyć zakaz sprzedaż alkoholu na stacjach benzynowych.
Stacja benzynowa to miejsce, gdzie kierowca trafia regularnie, bo po prostu musi. Po co go kusić jeszcze alkoholem? Czy naprawdę mało jest miejsc gdzie można go kupić? Czy naprawdę nie można by postawić granicy i dać co najwyżej piwo bezalkoholowe dla tych, którzy już naprawdę muszą? Czy koniecznie musimy na każdym kroku dawać dostęp, by potem odczuwać skutki wypadków? Zastanawia mnie na ile skuteczny musi być lobbing koncernów produkujących i sprzedających te wszystkie wódki i whisky, że takie ilości znajdują się właśnie na stacjach.
O wypadkach po alkoholu wszyscy wiemy, bo nie raz słyszeliśmy. Obecnie alkohol jest zbyt łatwo dostępny, zbyt prosto go nabyć. Podjeżdżasz i po prostu jest w zasięgu ręki. Nie przemawia do mnie argument, że stacja za mało zarabia na paliwie. Odbije sobie bez problemu na hot dogach i innych przekąskach.
Wysokoprocentowego trunku na stacjach powinno po prostu nie być. I być może czas go na dobre zakazać. Czas by zniknął z tych eksponowanych miejsc. W sklepach jest na wydzieloncyh stoiskach. Na stacjach kusi na wprost kasy. Po co? By kolejna osoba się napiła małpeczki i zabiła kogoś lub siebie prowadząc?






