Zapewne część naszych uważnych Czytelników wie, że jeden z pierwszych w Polsce, jeśli nie pierwszy w ogóle, samochód DS N°8 marki premium DS Automobiles należy właśnie do Pana E D. Wielokrotnie wspominał On o bojach ze Stellantis związanych z próbami uruchomienia zakupionego auta. Teraz Pan E D ma w końcu go w swoich rękach, a do nas nadesłał garść wrażeń oraz kilkadziesiąt zdjęć tego nietuzinikowego auta klasy premium Poczytajcie!
„Po 7 miesiącach walki załogi z Golemo z moim DS N°8, niesamowicie pomocną Platformą Techniczną (żart) i Panią Karoliną z Obsługi Klienta DS, flagowiec z Francji został odebrany kolejny raz. Prawie zapomniałem jak wyglądał, więc można powiedzieć, że to był ten pierwszy raz. Marki DS zaraz nie będzie w obecnej formie, więc napiszę Wam jak to jest z tym autem.

Na pewno DS N°8 nie jest warte 360.000 PLN, na które wycenił tę wersję Importer. I nie chodzi nawet o trochę przestarzałą technologię 400V, bo mi osobiście to różnicy nie robi, ale o całokształt projektu. Realnie wyceniam go na 260-270 tys. w najbogatszej wersji i jeżeli kupicie go za tyle to uważam, że to będzie dobry deal.
Samochód mi się podoba, jest nietuzinkowy i świeży. Bryła sprawia, że wydaje się duży i to rzeczywiście kawał auta. Ma też spory bagażnik i realny zasięg 400-500 km. Jeżdżąc szybko jak spalinówką pobierał 34-35 KWh na 100 km. Przy normalnej jeździe w trasie ok 24-25 KWh. Czy to dużo, czy nie – to zostawiam do oceny Wam. Ja jestem przyzwyczajony, że auto te 20 litrów na 100 km bierze, więc i zasięg, i „spalanie” mi odpowiada. Wziąłem DS N°8, żeby nie stać w korkach, bo w Krakowie można śmigać buspasami i parkować w strefie za darmo. Plus: jest dużo miejsc z ładowarkami w newralgicznych punktach w centrum. No i załapałem się na dotacje NaszeAuto. Zasięg, żeby sobie na mieście wszystko pozałatwiać jest wystarczający. Trochę jeszcze zostaje.

Najpierw skupmy się na zaletach DS N°8. Auto sprawia wrażenie bardzo dużego. Bryła jest ciekawa. I jak to w przypadku większości „francuzów” – lepiej wygląda na żywo, niż na zdjęciach. Dużo lepiej, bo na zdjęciach nie widać wielu detali i przetłoczeń, które na żywo sprawiają, że auto prezentuje się dużo lepiej!
Podczas ładowania, albo otwierania DS N°8 światła robią robotę. Podświetlany grill jest, moim zdaniem, jednym z najładniejszych na rynku – fajnie współgra z reflektorami. Świeci trochę lżejszym światłem i przez to, że jest to od środka podświetlany kawał plastiku i ma bardzo dużo punktów świetlnych, robi wrażenie takiej bardziej poświaty, a nie np. świecących nerek jak w BMW.

Dodatkowo we wnętrzu świeci się logo DS trochę poniżej zagłówków – wygląda to wieczorem świetnie z zewnątrz. Tylne światła również wyglądają znakomicie.
Kolor mojego DS N°8 trochę szary, trochę nie, z czarnymi dodatkami fajnie kontrastuje. Wygląda też trochę lżej. Środek – ciekawie zaprojektowany i ze smakiem. Na pierwszy rzut oka – luksusowo! Dużo alkantary, trochę aluminium i dużo smaczków. Bardzo dobrze wyglądają głośniki, podświetlane LED-em, robiące za uchwyty do zamykania drzwi. Jak do tej pory, jeszcze nie odpadły i nie wiem ile wytrzymają, ale trzeba przyznać, że wyglądają świetnie.

Kierownica DS N°8 jest dziwna i do niej wciąż się nie mogę przyzwyczaić. Wolałbym normalną. Ta wygląda może i designersko, i pasuje do koncepcji kokpitu, ale według mnie jest niewygodna. Źle mi się ją trzyma.
Bardzo długi jest ekran główny. Szkoda, że nie jest zagięty, bo ciężko dosięgnąć końca, nie odrywając się od fotela. Menu jest bardzo ładne. Mnóstwo animacji, jeszcze więcej funkcji. Rozdzielczość jest świetna, nic się nie zacina i działa płynnie. Pod względem kombinacji personalizacji to można spędzić popołudnie w samochodzie i się bawić. To samo dotyczy ekranu kierowcy. DS – dobra robota.

System jest szybki, po przyzwyczajeniu się i ustawieniu wszystkiego pod siebie – czytelny i wszystko ma się pod ręką. Dobrze się na to patrzy. Head up oprócz standardowych funkcji ma też opcję nawigacji i wyświetla dodatkowe funkcje jak zużycie prądu i zasięg. Jest bardzo dobrze. Ma również bardzo duże możliwości ustawienia na szybie, tak, że widać go doskonale niezależnie czy kierowca ma 160, czy 190 cm wzrostu.
Masaże w fotelach działają świetnie i w końcu są pod ręką, a nie, że trzeba zagłębiać się w czeluści menu, żeby je odpalić. Ogrzewanie karku również jest ciekawym dodatkiem.

Teraz najlepsze. Nagłośnienie to ogólnie zawsze była domena DS-ów. Był to bardzo mocny punkt – już od DS 7 było świetnie. Tutaj też jest bardzo dobrze, a dźwięk 3D gra rewelacyjnie.
Z perspektywy kierowcy auto jest bardzo dobre. Bardzo dobrze się prowadzi i dobrze trzyma drogi. Układ kierowniczy jest, hmmmm, taki bardzo bezpośredni jak na DS-a. Auto jest też szybkie i nie czuć masy pojazdu jakoś specjalnie na zakrętach czy przy hamowaniu. Zawieszenie nie jest też przesadnie miękkie. Jestem przyzwyczajony do pneumatyki, więc tutaj szału nie ma, ale tragedii też nie. Jest tak jak powinno być.

Widoczność też jest z perspektywy kierowcy bardzo dobra. Najgorzej DS N°8 wygląda z perspektywy pasażerów z tyłu. Pomimo tego, że wydaje się bardzo duże, z tyłu miejsca jest dość mało. I na nogi, i na głowę i ogólnie na wszystko. Tylna kanapa jest dziwnie wyprofilowana i przez to siedzi się niewygodnie. Jak na małej ławce w przedszkolu z podkulonymi nogami. Szczególnie dzieciom w fotelikach, bo są trochę odchylone do tyłu. W ogóle ktoś, kto tutaj projektował isofixa, powinien zostać zwolniony. Czy to w Range Roverze, czy Maserati, fotelik po prostu naturalnie się wczepia do samochodu. Ale nie tutaj. W DS N°8 trzeba palcami szukać uchwytów w fotelu, żeby wcelować fotelikiem w zaczepy. Masakra. Jeszcze gorzej jest jak chcemy zapiąć dziecko w foteliku. Serio to jest jakiś dramat! Walka z pasem, walka z tym, żeby jakimś cudem w odwrotnie i źle wyprofilowany uchwyt zapiąć pas. Najlepiej to zostawić dziecko i iść z drugiej strony auta i zapiąć wtedy pas z drugiej strony. Tragedia. Tak jakby isofixy były za blisko siebie i za blisko zaczepów pasa. Ktoś to po mistrzowsku zepsuł.
Tak, że DS N°8 jest to auto bardziej dla kierowcy, niż dla rodziny z dziećmi. Bo człowiek jest wkurzony i spocony zanim wsiądzie za kółko po usadowieniu dzieciaków. Trochę bez sensu, bo na auto do flot się nie nadaje za te pieniądze, i to zarówno z racji napędu, jak i gabarytów limuzyny.

Słaby punkt to klamki. Wyglądają tak „tanio” i też tak „tanio” wychodzą z auta. Jakby były z Pepco. Dźwięk też jest taki plastikowy. Tak chamsko wyskakują. Słabo.
W aucie jest też dość głośno. Poza tym strasznie się brudzi i słychać uderzające kamyczki, wodę i ziarenka piasku w dolnej część karoserii, więc nie wiem, jak to jest z tą aerodynamiką. Dźwięki jak w niskim superaucie :-)

Myślę, że DS N°8 furory sprzedażowej miał nie będzie, i to nie dlatego, że auto jest złe, dziwne czy coś. Auto jest bardzo dobre! Serio. Wygląda świeżo i dobrze jeździ. Ma w porządku zasięg. Tylko jak to zwykle w tym koncernie bywa – jest o 2-3 lata spóźnione. I tutaj upatrywałbym braku sukcesu. Konkurencja, w której DS chciałby zaistnieć, już wypuszcza „poliftingi” swoich wcześniejszych modeli, albo całkiem nowe modele, z którymi DS N°8 mógłby konkurować. A tak są jeden model, jedną generację z tyłu. Z ceną oczywiście podbitą do sufitu. Bo lepiej sprzedać mniej, a drożej, niż sprzedać więcej, a taniej. Ot motto całego Stellantis… Szkoda, że nikt tam nie widzi, że nie tędy droga.”
E D

























































