To jest historia, w której jest wielki biznes, Stellantis, polityka, turecka giełda, urząd antymonopolowy i pytanie, które w Turcji natychmiast zaczęło krążyć po mediach: czy jedna rozmowa za zamkniętymi drzwiami mogła odblokować transakcję wartą 400 milionów euro?
Żeby zrozumieć tę sprawę, trzeba zacząć od koncernu Tofaş. To jeden z filarów tureckiej motoryzacji, związany z potężnym Koç Holdingiem i Stellantis. Przez lata jego symbolem był Fiat Egea, czyli samochód, który dla tureckiego rynku miał ogromne znaczenie: produkowany lokalnie, sprzedawany masowo, rozpoznawalny na ulicach. Dla Tofaşa był trochę jak kura znosząca złote jajka. Ale nawet najlepszy model kiedyś się starzeje. Wokół przyszłości Egei narastała niepewność, a inwestorzy zaczęli zadawać proste pytanie: co będzie, gdy ten samochód przestanie napędzać fabrykę i wyniki spółki?
Odpowiedź Tofaş była ambitna: skoro przyszłość samej produkcji jest niepewna, trzeba przejąć większą część biznesu Stellantis w Turcji. Nie tylko produkować auta, ale też kontrolować ich sprzedaż. I to nie byle jakich marek, bo chodziło o marki Peugeot, Citroën, Opel i DS Automobiles. Tofaş miał stać się w Turcji głównym centrum dystrybucji marek Stellantis. Jedna spółka zyskiwała dostęp do ogromnego kawałka rynku: od popularnych Fiatów, przez Jeepa i Alfę Romeo, po Peugeota, Citroëna, Opla i DS. Dla biznesu — marzenie. Dla urzędu antymonopolowego — powód do ostrożności.
Turecki urząd ochrony konkurencji początkowo nie dał zielonego światła. Uznał, że po tej transakcji w jednych rękach znajdzie się zbyt duża siła na rynku samochodowym. Dla Tofaş blokada była poważnym problemem. Spółka była pod presją, wyniki spadały, rynek patrzył nerwowo, a przyszłość po Fiacie Egea nie wyglądała już tak spokojnie jak kiedyś. Potrzebne było nowe otwarcie i to szybko. Wtedy na scenie pojawił się Ali Koç, jedna z najbardziej wpływowych postaci tureckiego biznesu. Człowiek z rodziny Koç, związany z Koç Holdingiem, Ford Otosanem i wieloma innymi spółkami. W Turcji takie nazwisko znaczy bardzo dużo.
17 kwietnia 2025 roku Ali Koç spotkał się z prezydentem Erdoğanem. Spotkanie odbyło się za zamkniętymi drzwiami. Oficjalnie nie podano, żeby rozmowa dotyczyła Tofaş, Stellantis czy rynku samochodowego. Nie ma ani cienia dowodu, że Ali Koç poszedł do prezydenta „załatwiać” zgodę dla transakcji, ale polityka chadza swoimi ścieżkami. Dzień później turecki urząd antymonopolowy zgodził się na przejęcie Stellantis Otomotiv przez Tofaş. Po miesiącach impasu nagle pojawiło się zielone światło. Wiele osób podejrzewa, że decyzja w sprawie Tofaş nie była zwykłą zgodą administracyjną.
Po zatwierdzeniu transakcji wszystko przyspieszyło. Tofaş oficjalnie przejął Stellantis Otomotiv Pazarlama za 400 milionów euro. W rękach jednej struktury znalazła się sprzedaż marek, które w Europie znamy bardzo dobrze: Peugeot, Citroën, Opel i DS Automobiles. Do tego dochodziły już wcześniej obsługiwane marki, między innymi Fiat, Alfa Romeo, Jeep i Maserati. Dla Tofaş był to skok o kilka poziomów wyżej. Firma stała się centrum handlowej siły Stellantis w Turcji a jest to rynek ogromny. Jeśli klient w Turcji chciał kupić Citroëna, Peugeota, Opla, Fiata albo Jeepa, musiał tam się udać.
Dzisiaj Tofaş w całości kontroluje bardzo lukratywny rynek popularnych w Turcji marek. Do sprawy będziemy wracać.







