Czasami decyzja o zakupie auta dojrzewa latami. Tak było w przypadku pana Adama, pasjonata motoryzacji, który przez sześć lat rozmawiał z salonem Renault Zdunek o kolejnych modelach, analizował rynek, porównywał oferty i czekał na samochód, który będzie tym właściwym. Ostatecznie wybór padł na nowe Renault Rafale.
Maciej Grabowicz, sprzedawca z Renault Zdunek, sześć lat rozmawiał z klientem o zakupie samochodu. Nie przyspieszał decyzji, nie starał się zamknąć sprzedaży w kwartale. Ważniejsze było zaufanie klienta i przekonanie, że dokona on najlepszego wyboru. Bo nabywca samochodu o którym mowa, pan Adam nie był klientem przypadkowym, markę Renault poznał dużo wcześniej i polubił, o czym za moment. W salonie Zdunek kupił między innymi Renault Lagunę i Renault Koleosa i gdy po raz kolejny zaczął rozglądać się za nowym autem, naturalnym krokiem była wizyta w znanym salonie.

Cofnijmy się w czasie. Pan Adam zaczął myśleć o nowym aucie a początkowo w centrum zainteresowania znalazła się Renault Arkana w wersji R.S. Line. Później Austral w odmianie Esprit Alpine, a wraz z upływem czasu uwagę klienta coraz mocniej przyciągało Renault Rafale.
To nie była osoba, który przychodzi do salonu, pyta o najniższą ratę i decyduje się na pierwszy dostępny egzemplarz. Przeciwnie — analizował, porównywał, pytał, obserwował rynek i czekał na ofertę i model, który spełni jego oczekiwania w stu procentach.
Klient, który kocha motoryzację
Zresztą w przypadku pana Adama trudno mówić o zwykłym użytkowniku.
Motoryzacja od zawsze była moją pasją. W życiu miałem kilkanaście samochodów – od Fiata 125p, przez Volkswagena, Mercedesa, Audi, BMW, Chryslera, Lancię, aż po wiele modeli Renault. Do dziś w garażu stoją między innymi Mercedes R129, Honda Prelude oraz Renault Laguna kupiona w salonie Zdunek.
Ta lista bardzo wiele mówi o jego podejściu do samochodów. Zna różne marki, konstrukcje, różne filozofie projektowania i różne charaktery aut. Ma samochody niemieckie, japońskie i francuskie, ale to właśnie Renault zajmuje w tej historii miejsce szczególne. Powód? Wspomnienie marki sięga jeszcze czasów rodzinnych:
Moja historia z Renault zaczęła się dużo wcześniej niż miałem prawo jazdy. Mój tata jeździł kiedyś Renault 18 Turbo i mam z nim wiele wspaniałych wspomnień.
Później przyszedł kolejny ważny moment. Przyszła żona pana Adama, wtedy jeszcze dziewczyna, szukała swojego pierwszego nowego auta. Para odwiedziła wiele salonów różnych marek, ale to właśnie u Zdunka poczuli, że ktoś naprawdę poświęcił jej czas.
Komuś się chciało, ktoś nas potraktował z większym zaangażowaniem. Tak kupiliśmy żółte Clio II.
Auto przez lata służyło rodzinie, jeździło na wakacje, pomagało podczas budowy domu i pokonało ogromny dystans.
Clio zostało z nami na wiele lat. Jeździliśmy nim we trójkę na wakacje, służyło podczas budowy domu, przejechało ponad 400 tysięcy kilometrów i nigdy nas nie zawiodło. Renault nas do siebie przekonało.
Potem była Laguna, która również zapisała się w rodzinnej historii a dziś ma ponad 330 tysięcy kilometrów przebiegu i korzysta z niej syn pana Adama, student. Był Koleos, również kupiony w salonie Zdunek. Samochody się zmieniały, ale wrażenie, które zrobiło Clio, pozostało.
Sześć lat bez presji
Przez sześć lat kontakt między klientem a doradcą nie był codzienny, ale pozostawał regularny. Były wizyty w salonie, spotkania przy okazji serwisu, rozmowy o premierach nowych modeli, telefony, wiadomości i kolejne wyceny. Sprzedawca podkreśla, że była to relacja rozwijająca się naturalnie, a nie nachalna próba doprowadzenia klienta do podpisania umowy. Pan Adam nie znikał z rynku i nie przestawał interesować się samochodami. Wręcz przeciwnie — odwiedzał salony różnych marek, sprawdzał samochody francuskie, niemieckie a nawet chińskie, obserwował zmiany technologiczne oraz cenowe. W międzyczasie użytkował także inne auta. Nie oznaczało to jednak końca poszukiwań. Czego szukał? Jak sam mówi, czegoś by zgadzało się jako całość: wyglądem, technologią, prowadzeniem, komfortem, ceną i sposobem użytkowania.
Sam zainteresowany tłumaczy to bardzo prosto:
Przez ostatnie lata szukałem następcy. Nie spieszyłem się. Był COVID, zmieniała się sytuacja na rynku i w motoryzacji. Obserwowałem premiery nowych modeli i czekałem na samochód, który naprawdę mnie przekona.
Od Arkany przez Australa do Rafale
Pierwszym poważnym kandydatem była Arkana R.S. Line z silnikiem 1.3. To samochód, który wprowadził do popularnego segmentu SUV-ów bardziej dynamiczną linię nadwozia coupé. Później pojawił się Austral, zwłaszcza w wersji Esprit Alpine, kuszący nowocześniejszym wnętrzem, multimediami i bardziej dojrzałym charakterem. Każdy z tych modeli był blisko, ale żaden nie zamknął tematu. Zawsze brakowało tej jednej rzeczy, która sprawiłaby, że pan Adam powiedziałby: „tak, to jest ten jeden jedyny”. W końcu w ofercie marki pojawiło się Renault Rafale. Model większy, bardziej prestiżowy, zaprojektowany jako SUV coupé, ale z ambicją bycia czymś więcej niż tylko kolejnym modnym nadwoziem. Pan Adam zwrócił na niego uwagę od razu.
Kiedy zobaczyłem Rafale, od razu zwróciło moją uwagę. Nie wyglądał jak typowy SUV. Ta elegancka linia coupé przyciągała wzrok. Charakter to coś co bardzo lubię!
Model przekraczał jednak założoną kwotę.
Początkowo jednak cena wykraczała poza budżet, który sobie założyłem. Nie chodziło o to, że nie mogłem sobie pozwolić na taki zakup, po prostu uznałem, że wszystko musi się zgadzać. Czekałem 6 lat, mogłem poczekać jeszcze trochę.

Przełom przyszedł w maju
Finał tej historii przyniósł maj. Wtedy pojawiła się bardzo atrakcyjna oferta na samochód z wyprzedaży rocznika. Doradca przygotował warunki, które wreszcie połączyły wszystkie elementy układanki: odpowiedni model, właściwą konfigurację, korzystną cenę i zaufanie budowane przez sześć lat. Klient sam przyznał później, że było mu już trochę niezręcznie po raz kolejny prosić o przygotowanie następnej wyceny. Rozważał nawet sfinalizowanie zakupu w partnerskim oddziale, żeby — jak sam powiedział — już nie męczyć doradcy. Dla sprzedawcy był to sygnał, że decyzja jest naprawdę blisko.
Przez cały ten czas pozostawałem w kontakcie z panem Maciejem. Nigdy nie czułem presji. Wręcz przeciwnie – zawsze mogłem liczyć na szczerą rozmowę, kolejne wyceny i cierpliwość, nawet kiedy sam miałem już wyrzuty sumienia, że znowu proszę o przygotowanie następnej oferty.
Czy było warto?
Samochód odebrałem z nastawieniem: „ładne auto, hybryda – zobaczymy, jak będzie”. Wystarczyło jednak przejechać pierwsze sto kilometrów, żebym całkowicie zmienił zdanie. Dawno żaden samochód nie sprawił mi takiej przyjemności z jazdy.
Pan Adam jest zachwycony Rafale:
Rafale prowadzi się niezwykle pewnie, świetnie zachowuje się w zakrętach, jest komfortowy, dobrze wyciszony, oszczędny i jednocześnie wystarczająco dynamiczny. To samochód, którym naprawdę chce się jeździć. Dzisiaj mogę powiedzieć, że warto było czekać.
Klient oczami sprzedawcy
Sześć lat rozmów? Żadna nie zakończona sprzedażą? Zero wymuszania decyzji zakupowej? Większość kontaktów była oczywiście odnotowywana w systemie CRM Renault a pan Maciej pracujący w salonie Zdunek, który obsługiwał klienta i sprzedał w końcu podkreśla w rozmowie z francuskie.pl, że żaden system nie zastąpi zwykłej rozmowy, odebranego telefonu i autentycznego zainteresowania klientem.
Przyznaje też szczerze, że po drodze pojawiały się momenty zwątpienia, ale to chyba naturalne, gdy rozmowy trwają tak długo, a decyzja ciągle się oddala. Jednak Nnigdy nie uznał pana Adama za klienta straconego, bo była to relacja długoterminowa. I jak widać ta inwestycja się opłaciła a cierpliwość okazała się kluczowa.
A co ciekawe, po sześciu latach obie strony miały ogromne poczucie satysfakcji. Pan Adam odebrał samochód, na który warto było czekać a sprzedawca po raz kolejny przekonał się, że uczciwość i konsekwentna obecność przy kliencie mają sens. Klient podsumowuje to wszystki krótko:
Dzisiaj mogę powiedzieć, że warto było czekać.
fot. Renault Zdunek









