Józef Janc chciał odzyskać od firmy Citroën 488,87 zł. Trzy dni po rozprawie z 26 września 1934 roku zmarł. Proces kontynuowały jego żona i córka. Zachowane w Częstochowie akta pokazują mało znany fragment przedwojennej działalności Citroëna w Polsce: pracę przy komunikacji autobusowej, chorobę mechanika i spór sądowy.
Historia polskiego Citroëna to także ludzie zatrudnieni przez jego przedstawicielstwo. Wśród dokumentów przechowywanych w Archiwum Państwowym w Częstochowie zachowała się sprawa Józefa Janca przeciwko częstochowskiemu oddziałowi Polskiego Towarzystwa Samochodów Citroën. Materiał przekazany naszej redakcji obejmuje 110 skanów: okładkę i 109 stron akt – są wśród nich pozew, listy płac, dowody wypłat, dokumenty dotyczące sytuacji rodzinnej, protokoły rozpraw oraz wyroki dwóch instancji. Dokumenty pozwalają odtworzyć zarówno argumenty rodziny, jak i obronę przedsiębiorstwa. Pokazują też, jak pieniężne żądanie pracownika przekształciło się w obowiązek zapłaty obciążający jego spadkobierczynie.
Mechanik Citroëna w Częstochowie. Pensja: 450 zł miesięcznie
Józef Janc mieszkał z rodziną przy ulicy Piłsudskiego 39. W dokumentach określano go jako mechanika i majstra. Pracował w Miejskiej Komunikacji Autobusowej związanej z polską spółką Citroëna. Jej częstochowski oddział wskazywał w pismach procesowych adres przy ulicy Olsztyńskiej 6. Na listach płac i dowodach wypłat widnieje nazwa Miejskiej Komunikacji Autobusowej oraz oznaczenie P.T.S.C. Janc zarabiał 450 zł miesięcznie. Z utrzymaniem rodziny wiązały się także stałe wydatki: zaświadczenie z czerwca 1934 roku odnotowuje dwumiesięczną zaległość w czynszu za dwuizbowe mieszkanie. Miesięczna opłata wynosiła wtedy 50 zł. Żona Teresa i 21-letnia córka Emilia nie pracowały.
Z dokumentów wynika, że Janc chorował od grudnia 1933 roku. Jego stosunek pracy zakończył się 5 marca 1934 roku. Spór dotyczył rozliczenia pieniędzy należnych za końcowy okres zatrudnienia oraz obiecanego, według pracownika, pokrycia kosztów przeprowadzki do Warszawy.
Pozew wpłynął do Sądu Pracy w Częstochowie 20 sierpnia 1934 roku. Janca reprezentował adwokat Władysław Bielobradek. Wcześniej pracownik wystąpił o przyznanie prawa ubogich, które miało umożliwić prowadzenie sprawy mimo trudnej sytuacji materialnej. Sąd uwzględnił ten wniosek w lipcu.
Kwota dochodzona w pozwie składała się z trzech pozycji:
| Przedmiot żądania | Kwota |
|---|---|
| Wyrównanie należności za okres choroby | 48,87 zł |
| Wynagrodzenie za pięć dni marca 1934 roku | 90,00 zł |
| Koszty przeprowadzki do Warszawy | 350,00 zł |
| Łącznie | 488,87 zł |
Według pierwotnej kalkulacji Janc otrzymał od przedsiębiorstwa 585 zł, a z ubezpieczenia chorobowego 716,13 zł. Do sumy 1350 zł, odpowiadającej trzem miesięcznym pensjom, miało zatem brakować 48,87 zł. Osobno dochodził 90 zł za pierwszych pięć dni marca. Największą część żądania stanowiło jednak 350 zł za przeprowadzkę. Pełnomocnik pracownika twierdził, że Janc przeniósł się wcześniej z Warszawy do Częstochowy na życzenie firmy, która zobowiązała się pokryć także koszty powrotu. Do pozwu dołączono żądanie odsetek i kosztów procesu.
Citroën, reprezentowany przez adwokata Mieczysława Idźkowskiego, przedstawił inne rozliczenie. Twierdził, że wypłaty na rzecz Janca wyniosły 1260 zł. Do tego dochodził zasiłek chorobowy. Przedsiębiorstwo uwzględniało też w należnościach pracownika 450 zł za urlop w 1934 roku. Spółka domagała się oddalenia pozwu i sama wystąpiła o zwrot nadpłaty wykazanej w swoim rozliczeniu. W tej części żądała 84,15 zł. Osobnym elementem pozwu wzajemnego był zwrot podatku dochodowego, który firma miała zapłacić za pracownika. Po uwzględnieniu wcześniej potrąconych 9 zł spór podatkowy dotyczył 57,60 zł.
26 września 1934 roku odbyła się rozprawa, na której pełnomocnik firmy złożył odpowiedź na pozew i pozew wzajemny. Pełnomocnik Janca poprosił o odroczenie, aby ustosunkować się do tych pism. Trzy dni później, 29 września, Józef Janc zmarł w Częstochowie. Datę potwierdza odpis aktu zgonu znajdujący się w aktach. W listopadzie sąd zawiesił postępowanie. W marcu 1935 roku pełnomocnik wystąpił o jego podjęcie z udziałem Teresy i Emilii Janc jako następczyń prawnych zmarłego.
W toku procesu zasadniczy spór o wypłaty skupił się na 225 zł za pierwszą połowę grudnia 1933 roku. W aktach zachowała się lista płac za okres od 1 do 15 grudnia, z nazwiskiem Janca i podpisem potwierdzającym odbiór. Rodzina twierdziła jednak, że mimo pokwitowania pracownik tych pieniędzy faktycznie nie otrzymał. Pełnomocnik spadkobierczyń chciał wyjaśnić tę kwestię przez przesłuchanie świadka Henryka Waczyńskiego. Firma sprzeciwiła się temu, powołując się na przepisy o dowodzie przeciwko treści dokumentu. Sąd przyjął jej stanowisko i odmówił dopuszczenia zeznań na tę okoliczność.
W przyjętym przez sąd rachunku Jancowi należało się łącznie 1890 zł: 1350 zł za trzy miesiące od grudnia 1933 roku, 90 zł za pięć dni marca i 450 zł za urlop. Jednocześnie sąd zaliczył 1260 zł wypłat firmy oraz 716,13 zł zasiłku chorobowego. Łącznie dawało to 1976,13 zł, czyli o 86,13 zł więcej niż uznana należność.
Ostatecznie zasądzono 84,15 zł, ponieważ właśnie tyle firma dochodziła z tytułu nadpłaty. Jej wcześniejsza kalkulacja posługiwała się nieco inną kwotą zasiłku: 714,15 zł. Sąd wyjaśnił, że nie może zasądzić więcej, niż zażądała strona.
Warszawa, obiecana przeprowadzka i świadek w Egipcie
Drugą osią sprawy była obietnica pokrycia kosztów powrotu do Warszawy. Zeznający Henryk Waczyński mówił o propozycji przeniesienia Janca na inne stanowisko w tej samej firmie i przewiezienia jego rodziny oraz rzeczy. Według świadka pracownik nie zgadzał się jednak na zmianę stanowiska. Waczyński wspomniał również, że Janc przebywał na kuracji w Bystrej. Sąd uznał, że nie wykazano bezwarunkowej obietnicy sfinansowania powrotu po zakończeniu zatrudnienia. Odczytał propozycję jako związaną z przeniesieniem pracownika do Warszawy. Żądanie 350 zł zostało oddalone.
Wśród osób zgłoszonych do przesłuchania pojawia się także Henryk Liefeldt, znana postać polskiego automobilizmu. „Samochód i Technika Samochodowa” w 1937 roku opisywała go jako pierwszego mistrza Polski w jeździe automobilowej i dyrektora technicznego Polskiego Towarzystwa Samochodowego Citroën. Gdy toczyła się sprawa Janca, Liefeldt przebywał w Egipcie. Pełnomocnik firmy podał nawet jego adres: Heluan pod Kairem, willa „Viola”, i wnosił o przesłuchanie za granicą. W maju 1935 roku sąd odmówił uwzględnienia tego wniosku. W zachowanych aktach nie ma jego zeznań.
Wyrok przeciw rodzinie. Firma także nie odzyskała wszystkiego
31 października 1935 roku Sąd Pracy w Częstochowie oddalił całe powództwo pracownika, kontynuowane przez jego spadkobierczynie. Z pozwu wzajemnego zasądził od Teresy i Emilii Janc na rzecz firmy 84,15 zł oraz 25 zł kosztów sporu. Łącznie oznaczało to 109,15 zł. Nieuiszczonymi opłatami sądowymi obciążono Skarb Państwa. Sąd oddalił jednak żądanie zwrotu podatku. Uznał, że twierdzenie firmy o jego zapłacie nie zostało należycie udokumentowane, a przedstawione listy płac wskazywały potrącenia z pensji. Uznał zatem nadpłatę w rozliczeniu świadczeń, lecz odrzucił dodatkowe roszczenie przedsiębiorstwa. Obie strony złożyły apelacje. Rodzina zakwestionowała wyrok w całości. Jej adwokat ponownie podniósł problem pokwitowania podpisanego w czasie choroby Janca, pisząc: „nie wiemy kto odebrał i ile pieniędzy”. Kwestionował też ocenę roszczenia za przeprowadzkę, argumentując, że zobowiązania firmy powinny zostać wykonane również wobec spadkobierców.
Przedsiębiorstwo odwołało się w części dotyczącej 57,60 zł podatku. Chciało zwiększyć zasądzoną kwotę do 141,75 zł. 7 lutego 1936 roku Sąd Okręgowy w Piotrkowie, Wydział Zamiejscowy w Częstochowie, utrzymał wyrok pierwszej instancji. Koszty procesu za drugą instancję wzajemnie zniesiono.
Źródło: Archiwum Państwowe w Częstochowie, zespół nr 8/46 „Sąd Pracy w Częstochowie”, sygn. 1810






