Pewna kobieta napisała do Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, że trzypasmowa autostrada jest świetnym miejscem do prezentowania możliwości sportowych samochodów jadących ponad 200 km/h.
30 lipca krakowski oddział GDDKiA opublikował na swojej stronie materiał zatytułowany Droga to nie szpan. Urzędnicy przedstawili fragment listu kobiety krytykującej uruchomienie odcinkowego pomiaru prędkości na A4 pomiędzy węzłami Łagiewniki i Kraków Wieliczka. I trzeba przyznać: jeżeli ktoś chciał dostarczyć urzędnikom wymarzonego przeciwnika do publicznej polemiki, trudno byłoby napisać coś lepszego.
Rzekoma autorka przekonuje między innymi, że trzypasmowy fragment A4 był dobrym miejscem, aby właściciele mocnych samochodów mogli zaprezentować możliwości swoich pojazdów. Pisze również o samochodach zdolnych do jazdy ponad 200 km/h bez stwarzania zagrożenia dla kogokolwiek. Równie dziwnie wygląda argument o dramatycznej stracie czasu. Kontrolowany fragment ma około 3,9 km. Przejechanie go ze stałą prędkością 140 km/h zajmuje około 100 sekund. Przy 200 km/h byłoby to około 70 sekund. Cała ekstremalna strata czasu wynosi więc w tym skrajnym przykładzie około pół minuty. GDDKiA zapewnia jednoznacznie, że historia jest prawdziwa a co więcej, urząd twierdzi, że otrzymał list, odpowiedział jego nadawcy, a przed publikacją usunął tylko fragment odnoszący się osobiście do autorki.
Treść ma jednak wszelkie cechy bardzo skutecznej prowokacji. Autorka sam dostarcza najbardziej kompromitujących argumentów, otwarcie broni jazdy ponad 200 km/h, mówi o prezentowaniu możliwości samochodów i niemal podaje urzędnikom na tacy wszystkie hasła potrzebne do efektownej odpowiedzi w mediach społecznościowych. Czy był to autentyczny pogląd kierowcy czy może zupełnie coś innego?
Jeszcze bardziej zastanawia mnie jednak reakcja urzędu: GDDKiA chwyciła najbardziej absurdalny fragment i na nim zbudowała praktycznie całą swoją odpowiedź. Autostrada to nie wybieg – pouczają urzędnicy. Piszą o popisywaniu się samochodami, torze wyścigowym, drogowym piracie i kończą dramatycznym pytaniem, ile jeszcze musi się wydarzyć, żeby kierowcy zrozumieli zagrożenie, ale nie przytaczają żadnych danych, które usprawiedliwiałyby umieszczenie pomiarów właśnie tam. A my mamy kilka pytań: Ile wypadków wydarzyło się na tym odcinku przed instalacją OPP? Ile osób zostało rannych? Jakie prędkości rejestrowano? Jaki odsetek kierowców przekraczał 140 km/h? Czy wykonano analizę wpływu pomiaru na przepustowość? Dlaczego spośród wielu fragmentów A4 wybrano właśnie te 3,9 km? Zadaliśmy te pytania GDDKiA w Krakowie i czekamy na odpowiedź.
GDDKiA nie odpowiada na żadne z nich w swoim komunikacie, ale za to GITD informowało wcześniej, że miejsca dla nowych odcinkowych pomiarów prędkości były wybierane wspólnie z GDDKiA i Policją. Według Inspekcji chodziło o lokalizacje, w których nadmierna prędkość powodowała realne zagrożenie bezpieczeństwa więc jeżeli istnieją konkretne dane dotyczące odcinka Łagiewniki – Wieliczka, należało je pokazać. Liczba zdarzeń, ich przyczyny, średnie prędkości, struktura ruchu – kilka liczb zakończyłoby dyskusję znacznie skuteczniej niż opowieści o wybiegu i szpanowaniu samochodem. No a cała historia ma jeszcze jeden bardzo prosty sposób na zakończenie spekulacji: GDDKiA może przecież opublikować odpowiednio zanonimizowaną kopię oryginalnej wiadomości albo podać datę jej wpływu, formę korespondencji i potwierdzić, że opublikowany tekst jest wiernym zapisem pisma poza wskazanym usuniętym fragmentem, bo być może rzeczywiście istnieje kierowca, który uważa, że autostrada pod Krakowem powinna służyć do sprawdzania, czy samochód pojedzie 200 km/h…






