Ministerstwo Finansów nie zaprzecza, że skarbówka korzysta z kamer systemu nadzoru nad ruchem drogowym do kontroli nad podatnikami. Jednocześnie nie chce odpowiedzieć na pytania o podstawy prawne takiego działania oraz unika podpisania odpowiedzi. To skandaliczna i niedopuszczalna podstawa w demokratycznym państwie prawa.
Po ujawnieniu przez media, że urząd skarbowy z Krakowa ukarał przedsiębiorcę na podstawie danych z automatycznego systemu nadzoru nad ruchem drogowym, czyli drogowych kamer, zapytaliśmy Ministerstwo Finansów o podstawy prawne takiego działania. Ministerstwo otrzymało 22 konkretne pytania, ale zamiast odpowiedzi podatnicy, kierowcy i opinia publiczna dostali urzędniczą formułkę. Bez podstawy prawnej, bez danyc, bez wskazania administratora, bez wyjaśnienia, czy państwo może używać systemu stworzonego do walki z przemytem i poważnymi oszustwami podatkowymi do sprawdzania przejazdów zwykłego przedsiębiorcy i bez podpisu. Arogancja urzędnicza w całej okazałości.
O co chodzi w sprawie? Dotyczy to przedsiębiorcy, wobec którego urząd skarbowy miał wykorzystać dane z systemu automatycznego rozpoznawania tablic rejestracyjnych ANPRS do weryfikacji sposobu używania samochodu zgłoszonego do pełnego odliczenia VAT na formularzu VAT-26. Według pierwotnych informacji fiskus miał porównywać przejazdy zarejestrowane przez kamery z ewidencją przebiegu pojazdu, co rodzi poważne pytania o podstawę prawną, zakres inwigilacji kierowców, dostęp podatnika do danych źródłowych oraz proporcjonalność używania systemu stworzonego do walki z poważnymi nadużyciami podatkowymi wobec zwykłych przedsiębiorców. Pisał o tym Adam Pankowski na swojej stronie, potem informacje powtórzył Dziennik Gazeta Prawna.
A sprawa jest bardzo poważna. Chodzi o informacje, że urząd skarbowy może wykorzystywać dane z Automatycznego Systemu Rozpoznawania Numerów Rejestracyjnych do weryfikacji sposobu używania samochodu zgłoszonego na formularzu VAT-26, czyli auta, od którego przedsiębiorca odlicza 100% VAT. Zapytaliśmy więc Ministerstwo Finansów wprost: czy dane z ANPRS są wykorzystywane przez urzędy skarbowe przy czynnościach sprawdzających dotyczących VAT-26? Jaka jest podstawa prawna? Kto jest administratorem danych? Jakie dane są gromadzone? Jak długo są przechowywane? Czy podatnik może otrzymać kopię rekordu, zdjęcia i metadanych? Ilu urzędników ma dostęp do systemu? Czy dostęp jest audytowany? Czy przeprowadzono ocenę skutków dla ochrony danych osobowych? Czy zasięgano opinii UODO?
To były podstawowe pytania o granice działania państwa wobec obywatela.
Odpowiedź Ministerstwa Finansów? Kilka zdań i żadnej konkretnej odpowiedzi
Ministerstwo Finansów odpisało:
„Czynności sprawdzające stanowią uproszczoną formę weryfikacji prawidłowości wykonywania obowiązków podatkowych. W ich toku organ wykorzystuje informacje, dane i dokumenty pozostające w jego posiadaniu, w tym dostępne w systemach informatycznych oraz bazach danych, a także wyjaśnienia i materiały przekazywane przez podatnika. W przypadku, gdy wyjaśnienie sprawy wymaga przeprowadzenia czynności dowodowych, zastosowanie znajdują inne, bardziej sformalizowane tryby postępowania przewidziane przepisami prawa podatkowego”.
To odpowiedź skandaliczna dlatego, że omija sedno sprawy. Ministerstwo nie wyjaśniło, jak chroni obywateli przed błędnym odczytem tablic, klonowaniem numerów rejestracyjnych albo przypisaniem przejazdu do niewłaściwego pojazdu. W praktyce napisano, że urząd ma jakieś systemy, ma jakieś bazy, może z nich korzystać, a szczegółów nie podamy.
System od przemytu i oszustw podatkowych kontra mały przedsiębiorca
ANPRSto system rozpoznawania numerów rejestracyjnych pojazdów. KAS sama informowała, że jego podstawowym założeniem jest dostarczanie informacji niezbędnych do zwalczania przemytu towarów, zapobiegania oszustwom podatkowym i uchylaniu się od opodatkowania. W komunikatach KAS wskazywano również, że system opiera się na urządzeniach rejestrujących numery tablic pojazdów samochodowych oraz że kamery mają działać m.in. na granicach i głównych szlakach komunikacyjnych. Teraz ten system zaczyna być używany do rutynowego sprawdzania, czy przedsiębiorca faktycznie pojechał samochodem służbowym tam, gdzie wpisał w ewidencji przebiegu pojazdu. To zaczyna już przypominać inwigilację.
Czynności sprawdzające nie mogą być czarną skrzynką
Ministerstwo Finansów zdaje się zasłaniać pojęciem czynności sprawdzających. To wygodne, bo czynności sprawdzające są prostsze i mniej sformalizowane niż kontrola podatkowa czy postępowanie podatkowe, ale właśnie dlatego wymagają szczególnej przejrzystości. Ordynacja podatkowa przewiduje czynności sprawdzające m.in. w celu sprawdzenia terminowości składania deklaracji, formalnej poprawności dokumentów oraz ustalenia stanu faktycznego w zakresie niezbędnym do stwierdzenia zgodności z przedstawionymi dokumentami. Nie oznacza to jednak automatycznie blankietowej zgody na dowolne sięganie po dane lokalizacyjne pojazdu z każdego systemu pozostającego w zasięgu administracji. Jeżeli urząd korzysta z danych o przejazdach samochodu, powinien jasno wskazać podatnikowi: skąd pochodzą dane, kiedy dokonano odczytu, gdzie znajdowała się kamera, jaki pojazd zarejestrowano, czy istnieje zdjęcie, kto miał dostęp do rekordu i jak można zweryfikować poprawność odczytu.
Prywatność obywateli nie kończy się na tablicy rejestracyjnej
Urzędnicy Ministerstwa Finansów ignorują fakt, że numer rejestracyjny samochodu w połączeniu z datą, godziną i lokalizacją przejazdu pozwala odtworzyć trasę przemieszczania się człowieka. Może pokazać, gdzie ktoś pracuje, gdzie bywa, z kim się spotyka, do jakiego lekarza jeździ, gdzie nocuje i jak wygląda jego codzienne życie. To nie są neutralne dane techniczne. Dlatego pytania o administratora danych, podstawę prawną, retencję, audyt dostępu i możliwość uzyskania kopii rekordu nie są fanaberią dziennikarzy. To minimum w państwie, które deklaruje, że działa na podstawie prawa i w granicach prawa. Ministerstwo Finansów powinno odpowiedzieć jasno, jest do tego zobowiązane: czy ANPRS jest używany w sprawach VAT-26, w jakiej skali, na jakiej podstawie, przez kogo i z jakimi zabezpieczeniami. Zamiast tego otrzymaliśmy odpowiedź, która wygląda jak próba przeczekania problemu. Nie odpuścimy.
Potrzebne są pełne wyjaśnienia
Afera ANPRS wymaga publicznego pełnego wyjaśnienia a Ministerstwo Finansów powinno ujawnić zasady korzystania z systemu, zakres gromadzonych danych, czas ich przechowywania, podstawy prawne, procedury dostępu, sposób audytowania zapytań oraz prawa podatnika, wobec którego użyto takiego rekordu. Jeżeli dane z systemu stworzonego do walki z przemytem i poważnymi oszustwami podatkowymi są wykorzystywane wobec małych przedsiębiorców w rutynowych sprawach VAT-26, podatnicy powinni wiedzieć o tym wprost. Jeżeli nie są wykorzystywane — Ministerstwo Finansów również powinno powiedzieć to wprost.
Rzecznik prasowy Ministerstwa Finansów, Justyna Pasieczyńska, do momentu publikacji tego artykułu nie odbierała telefonu.





