Właściciele starszych samochodów stoją często przed dylematem: naprawić, czy kupić inny, nowszy model, który być może będzie psuł się rzadziej? Przeczytajcie, co sądzi o tym Michał Bajek, właściciel 23-letniego Fiata Doblo z silnikiem 1.9 D.
Kiedy pewnego dnia, idziemy do salonu samochodowego, by zapoznać się z oferowanymi modelami i wybrać ten najlepszy, i dla nas i dla naszego portfela – mamy w głowie przeróżne myśli i pytania. Czy będzie niezawodny, czy będzie palił tyle, ile deklaruje producent i czy rzeczywiście będzie wystarczająco pojemny dla naszej rodziny? Dopiero po zakupie, z czasem wychodzą plusy i minusy wybranego modelu, co jest naturalne. Mijają lata użytkowania, tysiące a następnie dziesiątki tysięcy wspólnie przejechanych kilometrów.
Kiedy kupiłem Fiata Doblo z silnikiem 1.9 D, którego przedstawiałem na łamach Francuskie.pl już wcześniej samochód miał 18 lat. Znałem bardzo dokładnie jego przeszłość, więc dokładnie wiedziałem „co kupuję”. Jak to zwykle bywa w używanym samochodzie, nawet kiedy znamy historię i jesteśmy przekonani do stanu technicznego, zazwyczaj jest coś do poprawy lub podreperowania. Tak było i w moim przypadku.
Fiat został wypielęgnowany i przygotowany do dalszej, przynajmniej teoretycznie – bezproblemowej eksploatacji. W momencie zakupu wiedziałem jedno – mimo że kupiłem „pełnoletnie” auto, chciałem aby służyło mi jeszcze wiele lat i już wtedy spodziewałem się, że będę jego ostatnim właścicielem!
Usterka przy 200.000 km
Mijały lata eksploatacji, i nadszedł wiosenny dzień 2025 roku. Gdy tylko zgasiłem silnik, uniosłem maskę do góry by wykonać błahą czynność – dolać płynu do spryskiwaczy – moją uwagę zwrócił zapach oleju napędowego. Niby nic szczególnego, biorąc pod uwagę, że jest to stary „ropniak” 1.9 D 63 KM, jednak przy bliższych oględzinach, okazało się, że pęknięta jest pokrywa zaworów przy jednym z wtrysków i powoduje sączenie się paliwa. Awaria niemal niemożliwa a jednak wydarzyła się po 200.000 tys. km. Rozważałem różne opcje – sprzedać samochód taki jaki jest, jako uszkodzony, oddać na złom z racji wieku i wartości rynkowej czy naprawiać? Zdecydowałem się na trzecią opcję.
Rozpocząłem szeroko zakrojone poszukiwania używanej pokrywy zaworów, dedykowanej do tego silnika. Z racji wiekowej konstrukcji w grę wchodziło tylko poszukiwanie dawcy części. Niestety używanego elementu nie udało się znaleźć dlatego kupiłem cały, używany silnik pochodzący z samochodu wystawionego na sprzedaż na części. Pokrywa została przełożona do mojego Doblo. Przy okazji mechanik wymienił kompletne sprzęgło. Wymiana pokrywy zaworów oraz sprzęgła wraz z częściami i robocizną kosztowała mnie 2500 zł.
Fiat jeździ wspaniale do dzisiaj, a ja mam drugie serce do Doblo w razie, gdyby samochód odmówił posłuszeństwa.
Naprawiać czy kupić inny samochód?
Usterka moim zdaniem nie była tania, wręcz nieproporcjonalnie droga w stosunku do wartości rynkowej auta i tu nasuwa się pytanie. Czy było warto inwestować pieniądze i poszukiwać części do tak starego auta? Logicznie rzecz biorąc można było oddać Doblo na złom, jednak sentyment, prostota wykonania i niezwykła funkcjonalność tego modelu sprawiła, że postanowiłem naprawić Fiata. Oczywiście nie żałuję podjętej decyzji! Samochód ma przebieg ponad 216 tys. km i nadal cieszy mnie bezproblemową jazdą.
Historia pokazuje jednak, że dopiero w momencie awarii przekonujemy się, czy pojazd ma skomplikowaną budowę i czy ma łatwo dostępne, tanie części. Zdarza się, że dopiero wówczas odkrywamy, że rynek komponentów zamiennych jest mocno ograniczony.
A czy Wy, drodzy czytelnicy uważacie, że zawsze warto reperować „stare chrupki”? Czy istnieje granica – kiedy warto naprawiać używany samochód a kiedy nie zawsze ma to sens? Czy sentyment wygrywa z logiką? Zapraszam do komentowania.
Tekst, zdjęcia: Michał Bajek, edycja: redakcja
Zobacz także:
- Test: Renault Austral esprit Alpine full hybrid E-Tech 200 – czy tak wygląda idealny SUV?
- Hit Fiata. Sprzedaż Argo osiągnęła 700.000 egzemplarzy a nowy Argo X już w drodze






