Najpierw był huk, później kula ognia wysoka na blisko dwa metry, ewakuacja wielkiej fabryki Stellantis i aresztowanie pracownika, który otwarcie protestował przeciw obowiązkowym szczepieniom przeciw COVID-19. Historia wyglądała jak gotowy scenariusz filmu. Pięć lat później kanadyjski sąd doszedł jednak do wniosku, że w brakuje najważniejszego elementu: twardych dowodów, że oskarżony w ogóle spowodował eksplozję.
Do zdarzenia doszło 4 listopada 2021 roku w Windsor Assembly Plant w kanadyjskim Ontario, jednym z najważniejszych zakładów Stellantis w Ameryce Północnej. Fabryka zatrudniała wówczas od 5.000 do 6.000 osób i produkowała samochody Chryslera. Eksplozja nastąpiła na opuszczonym drugim piętrze wykorzystywanym do przechowywania starego wyposażenia i części. Ochroniarka patrolująca tę część zakładu usłyszała głośny huk, a około 30 metrów od niej pojawiła się kula ognia, zatrząsł się sufit, a pracownicy zostali ewakuowani. Nikt nie odniósł obrażeń.
Timer, przewody i czarna skrzynia
Na miejscu znaleziono dużą uszkodzoną plastikową skrzynię, przewód przedłużacza, timer oraz zmodyfikowany fragment instalacji elektrycznej z odsłoniętymi przewodami. Prokuratura uznała, że był to system mający zainicjować eksplozję. Kolejne badania tej teorii zamiast ją wzmacniać, zaczęły rodzić coraz więcej pytań: śledczy nie znaleźli materiału wybuchowego ani substancji przyspieszającej spalanie. Nie udało się również ustalić miejsca, w którym eksplozja faktycznie się rozpoczęła. Na elementach urządzenia nie było charakterystycznych śladów działania wysokiej temperatury, mimo że kilka metrów dalej ochrona widziała ogromną kulę ognia. Samego timer działał prawidłowo, ale zgodnie z jego ustawieniem w chwili eksplozji powinien znajdować się w pozycji wyłączonej.
Elementy znalezione w fabryce trafiły następnie do badań prowadzonych przez kanadyjskie siły zbrojne. Eksperci podłączyli przewody do zasilania, zabezpieczenie elektryczne natychmiast odcinało prąd, a podczas prób nie udało się uzyskać wzrostu temperatury ani iskry zdolnej do zapalenia łatwopalnego gazu w takiej konfiguracji. Sędzia Bruce Thomas zwrócił również uwagę, że przewody i timer nie nosiły śladów działania ognia, uderzenia ani fali wybuchowej, których można byłoby oczekiwać, gdyby znajdowały się przy źródle eksplozji. W efekcie sąd stwierdził wprost, że oskarżenie nie przedstawiło twardych dowodów potwierdzających podstawową teorię dotyczącą sposobu wywołania wybuchu.
Skąd więc oskarżenie Jamesa Harrisa? Harris pracował w fabryce dla zewnętrznej firmy sprzątającej i należał do osób otwarcie sprzeciwiających się obowiązkowi szczepień przeciw COVID-19. Kilka tygodni przed eksplozją pracownicy Stellantis zostali poinformowani, że brak potwierdzenia przyjęcia dwóch dawek szczepionki może oznaczać bezterminowe odsunięcie od pracy. Przed eksplozją Harris mówił współpracownikom, że wydarzy się coś dużego, a jednego z nich miał ostrzec, żeby nie chodził na drugie piętro. Po zdarzeniu wypowiadał również zdania sugerujące, że wiedział o nim więcej, niż powinien.
Nagrania z monitoringu pokazały, że 4 listopada Harris wszedł do zakładu o 14:23. Ochroniarka zauważyła przewód prowadzący do skrzyni około godziny 14:35. Z zeznań świadków wynikało, że w ciągu tych 12 minut Harris nie byłby w stanie dostać się z wejścia do miejsca zdarzenia i przygotować urządzenia.
Przeszukanie jego mieszkania również nie przyniosło materiałów łączących go bezpośrednio z eksplozją. Sędzia uznał, że zachowanie Harrisa było podejrzane, a jego wcześniejsze wypowiedzi mogły świadczyć o tym, że wiedział o planowanym zdarzeniu. To jednak nadal nie dowodziło, że sam przygotował urządzenie albo współdziałał z osobą, która je przygotowała. Sąd zwrócił uwagę na zeznania współpracowników, którzy opisywali Harrisa jako człowieka lubiącego sprawiać wrażenie dobrze poinformowanego i włączającego się do rozmów, aby zwiększyć swoje znaczenie w grupie. To dawało rozsądne alternatywne wyjaśnienie jego późniejszych wypowiedzi.
W procesie opartym wyłącznie na dowodach poszlakowych prokuratura musi wykazać, że jedynym rozsądnym wnioskiem jest wina oskarżonego. W tej sprawie sąd uznał, że takiego poziomu pewności nie osiągnięto.
20 lipca 2026 roku James Harris został więc uniewinniony z obu zarzutów. Zakład Windsor Assembly działa dzisiaj na trzy zmiany i zatrudnia blisko 6.000 osób. Powstają w nim m.in. Chrysler Pacifica i Voyager.
Źródło: CBC News






