Wielka Brytania testuje rozwiązanie, które może okazać się przydatne także dla polskich miast. Stellantis ogłosił współpracę z firmą Kerbo Charge, rozwijając system tzw. cross-pavement charging, czyli prowadzenia kabla do ładowania auta elektrycznego przez specjalny kanał w chodniku lub pod chodnikiem. Według danych przytoczonych przez producenta do końca 2026 r. takie rozwiązanie ma być dostępne w ponad 40% brytyjskich samorządów objętych badaniem.
W Polsce podobny model mógłby pomóc tysiącom kierowców mieszkających w kamienicach, szeregówkach i domach bez własnego podjazdu. Dziś największą barierą dla wielu użytkowników aut elektrycznych nie jest już sam zakup samochodu, lecz brak wygodnego ładowania pod domem. Brytyjski przykład pokazuje, że problem można rozwiązać nie tylko przez budowę publicznych stacji, ale także przez bezpieczne dopuszczenie ładowania z prywatnej posesji do auta stojącego przy ulicy. Z naciskiem na słowo bezpieczne, co nie jest takie oczywiście. Dlaczego?
Okazuje się, że polskie przepisy nie przewidują dziś wprost takiego rozwiązania, ale też go jednoznacznie nie zakazują. Problem w tym, że chodnik jest częścią pasa drogowego, a umieszczenie w nim urządzenia lub prowadzenie robót wymaga decyzji zarządcy drogi.
Ustawa o drogach publicznych stanowi, że zajęcie pasa drogowego na cele niezwiązane z drogą wymaga zezwolenia, a decyzja określa miejsce, sposób i warunki umieszczenia urządzenia; inwestor może też potrzebować zgłoszenia robót albo pozwolenia budowlanego.
Drugą przeszkodą są wymogi bezpieczeństwa pieszych. Polskie regulacje drogowe i przepisy ruchu drogowego wyraźnie wskazują, że chodnik nie może utrudniać ruchu pieszych, a pozostawiona przestrzeń musi spełniać minimalne parametry.
To oznacza, że kabel położony luzem na płycie chodnika byłby ryzykowny prawnie i funkcjonalnie, ale trwały kanał zlicowany z nawierzchnią mógłby być łatwiejszy do obrony.
Z perspektywy polskich miast wniosek jest prosty: potrzebne byłyby nie tyle nowe wielkie ustawy, ile jasne wytyczne dla gmin i zarządców dróg. Bez nich kierowca pozostaje petentem. A los petenta marnym jest, mimo że urzędy się zmieniają.







