Kierowca naciska przyciski kluczyka w ustalonej kolejności i dopiero wtedy samochód odblokowuje drzwi. Tak miałby działać tryb ochronny opisany w zgłoszeniu patentowym Mercedesa. Trzy dekady temu Citroën i Peugeot stosowały podobną zasadę do zabezpieczenia rozruchu silnika.
W latach 90. właściciel Citroëna lub Peugeot zaczynał jazdę od wpisania kodu. Siadał za kierownicą, wkładał kluczyk do stacyjki i przekręcał go do pozycji zapłonu, tuż przed rozruchem. Na małej klawiaturze w kabinie świeciła się czerwona kontrolka. Oznaczała, że blokada rozruchu jest włączona. Kierowca wystukiwał cztery cyfry, podobnie jak PIN w bankomacie. Po wpisaniu właściwego kodu czerwona lampka gasła, a zapalała się zielona. Wtedy można było przekręcić kluczyk dalej i uruchomić silnik. Właściciel mógł oczywiście ustawić własny kod. Rozwiązanie miało osobny tryb serwisowy, który pozwalał oddać samochód mechanikowi bez podawania mu swojego PIN-u. Po odebraniu auta właściciel włączał zapłon i wpisywał swój kod. W ten sposób przywracał normalne działanie blokady, a przy następnym uruchomieniu znów korzystał z tych samych czterech cyfr.
Teraz podobny system, tyle że już bezprzewodowo, chce wdrożyć Mercedes. Uruchomienie auta może tu zależeć od odpowiedniego naciśnięcia kombinacji klawiszy na pilocie. Jak widać dobre rozwiązania mogą przetrwać bardzo długo a pomysł z kodem wraca w zupełnie nowej odsłonie. Wszystko po to, aby skuteczniej chronić auta przed kradzieżą na tak zwaną walizkę.






