Nissan postanowił wykorzystać moment i wbił subtelną, ale bardzo celną szpilkę Ferrari. Na grafice opublikowanej przed producenta w mediach społecznościowych zestawiono dwa samochody w bardzo podobnym, turkusowym kolorze. U góry widzimy elektrycznego Nissana Ariya, na dole najnowszą, elektryczną propozycję Ferrari. Podpis? „Musimy przyznać, bardzo nam miło”.
Trudno o bardziej elegancką złośliwość. Ariya od początku była jednym z najbardziej charakterystycznych elektrycznych SUV-ów na rynku. Nissan postawił w niej na futurystyczną linię, mocno opadający dach, szerokie nadwozie i kolory, które miały odróżniać ją od typowej szaro-białej floty aut elektrycznych a turkusowy lakier stał się jednym z tych elementów, które trudno pomylić z czymkolwiek innym.
Oczywiście nie chodzi o porównanie Ariyi z Ferrari pod względem osiągów, ceny czy marki. To zupełnie inne światy. Tylko Ferrari zrobiło sobie potężną krzywdę modelem Luce a Nissan bezlitośnie to wykorzystuje. I naprawdę nie trzeba tu dopisywać długiego komentarza mai tłumaczyć. Wystarczy zdjęcie, kolor i jedno zdanie a przekaz od razu robi się czytelny: na turkusowych elektrykach Nissan zna się nie od wczoraj.

Ferrari próbuje się ratować jak może – właśnie poinformowano, że cała produkcja na bieżący rok została wyprzedana, ale czujnie nie podano ile zamówiono egzemplarzy. Włoski producent ma jednak kłopoty wizerunkowe, sieć dosłownie zalewają memy i filmy prezentujące Luce w bardzo kiepskim świetle, by nie powiedzieć niszczące wizerunek marki.







