W Rumunii rozpętała się polityczna burza wokół marki Dacia. Partia POT – Partidul Oamenilor Tineri (Partia Młodych Ludzi, partii podobnej nieco do polskiej Konfederacji) – prowadzi w sieci kampanię sugerującą, że marka należąca do Renault stopniowo ogranicza znaczenie zakładu w Mioveni, a część inwestycji i produkcji przenosi do tańszych lokalizacji, przede wszystkim do Maroka. Ile w tym prawdy?
Autorzy kampanii twierdzą, że Rumunia przegrywa walkę o przemysł przez wysokie koszty energii, inflację oraz słabnący rynek motoryzacyjny. Według nich Dacia ma pozostawić w Rumunii głównie droższe modele – Dustera i Bigstera – podczas gdy bardziej budżetowe auta będą produkowane poza krajem. Prawda jest jednak nieco inna, niż zdają się sugerować populistyczni politycy.
Grupa Renault rzeczywiście od kilku lat rozwija produkcję poza Rumunią. Sandero i Jogger powstają w Maroku, część nowych projektów trafia także do Turcji i Słowenii i nie wszystkie przyszłe modele Dacii będą produkowane w Mioveni. Szczególnie Maroko stało się dla europejskich producentów wyjątkowo atrakcyjne: niższe koszty pracy, tańsza energia, rozbudowane porty i agresywna polityka przemysłowa sprawiły, że kraj stał się jednym z największych motoryzacyjnych hubów regionu.
Renault inwestuje tam od lat, a fabryka w Tangerze należy dziś do najważniejszych zakładów grupy. Jednak nie ma żadnych informacji o wycofaniu Dacii z Rumunii. Wręcz przeciwnie — zakład w Mioveni pozostaje strategiczny dla Renault Group i nadal odpowiada za produkcję kluczowych modeli SUV marki takich jak Duster i Bigster.
To jeden z największych pracodawców w kraju i ważny symbol rumuńskiego przemysłu i sukcesu. Zakład boryka się oczywiście z wyzwaniami: ceny energii, rosnące koszty pracy czy zmieniający się popyt oraz konkurencja powodują, że firma musi szukać metod optymalizacji swojej działalności.






