Lato przechyla się właśnie na swoją drugą połowę, do końca zwykłych wakacji już tylko dwa tygodnie (studenci mają nieco lepiej), ale sezon rowerowy trwa w najlepsze. A ja do napisania tego tekstu dojrzewałem długo. Być może za długo, ale wreszcie, mając w miarę wolny weekend, postanowiłem napisać parę słów do rowerzystów. Bo dziś prawo pozwala tym uczestnikom ruchu drogowego na wiele, nie nakładając na nich praktycznie żadnych obowiązków. A to odbija się na ich (i nie tylko ich) bezpieczeństwie.
Jak najbardziej popieram korzystanie z rowerów. To świetna rekreacja! Sam za młodu jeździłem rowerem dużo. Teraz już mi się to – z różnych względów – praktycznie nie zdarza, siadam na rower sporadycznie, w zasadzie od wielkiego święta, jak to się mówi. Ale rowerzystów, jak chyba każdy kierowca, widuję bardzo dużo. Pochwalam ten sposób rekreacji, ale dostrzegam też wiele niebezpieczeństw, jakie czyhają na użytkowników tego typu jednośladów. Niebezpieczeństw, których sami rowerzyści mogą łatwo uniknąć. Tylko chyba nie bardzo chcą…
Cieszy mnie fakt, że naprawdę sporo (i, mam wrażenie, coraz więcej) rowerzystów jeździ w kaskach. Świetnie, że jeżdżą w nich dzieci – wielka pochwała dla ich rodziców! Wielu jeździ też z oświetleniem. Tu jednak pojawia się pierwszy problem: bardzo wielu rowerzystów oświetlenia nie ma wcale, niektórzy nawet odblaskowego! Pal sześć tych, którzy jeżdżą ścieżkami rowerowymi, dla nich zagrożeniem może być inny rower. Ale naprawdę wielu rowerzystów nie ma żadnych świateł nawet podczas jazdy drogami publicznymi.

Niedawno dwukrotnie pisałem o mojej ulicy – wąskiej, raczej osiedlowej, ale wiodącej w okolice zalewu w moim mieście. Przy ulicy równoległej, dużej, przelotowej, jest ścieżka rowerowa, ale spotkanie na niej rowerzysty może nie tyle graniczy z cudem, co jest jednak rzadkie. „Moją” ulicą, szczególnie od wiosny do jesieni, jeździ mnóstwo rowerzystów. A to ulica, przy której nie ma chodników dla pieszych, jest za to ruch samochodowy, niestety nie tylko dojazdowy do posesji. Dobrze, że niedawno dołożono na tej naszej ulicy kilka nowych progów zwalniających i uzupełniono braki w starych, choć już jacyś idioci powoli rozpoczęli demontaż tych nowych. Na szczęście wciąż mało skuteczny.
Na tejże ulicy od rana do praktycznie nocy łatwo jest spotkać rowerzystów. Wielu jeździ całymi rodzinami i oni są najsensowniejsi – zwykle wszystkie rowery mają oświetlenie, dzieci jeżdżą w kaskach, uważają na wszelkie zagrożenia. Ale jeździ też wielu innych, w tym wędkarze, a ci poruszają się o najróżniejszych porach doby, nierzadko po zmroku. Niestety nader wielu rowerzystów jeździ bez jakiegokolwiek oświetlenia! A, przypominam, jest to najzwyklejsza droga publiczna!
Rowerzyści mają dziś masę praw i w zasadzie żadnych obowiązków. Łamią prawo regularnie w najróżniejszy sposób. Mają gdzieś swoje własne bezpieczeństwo. Przykłady idiotycznych zachowań niektórych rowerzystów? Te najbardziej rażące, to choćby przejeżdżanie przez przejścia dla pieszych (rowerzysta powinien zejść z roweru i przeprowadzić go przez takie przejście idąc!). Brak oświetlenia podczas poruszania się drogami publicznymi, to też duży problem. Jazda za smartfonem w dłoni (a więc kierowanie tylko jedną ręką) i wpatrywanie się w ekran, to też nierzadki widok. Często spotykam też rowerzystów ze słuchawkami w uszach – zapewne z wysokim poziomem głośności, bo kompletnie nie zwracają uwagi na dźwięk samochodu sunącego za nimi.
Kolejnym zachowaniem, które strasznie irytuje, jest jazda na trzy-cztery rowery na tejże „mojej” wąskiej ulicy, jazda równoległa, cała szerokością ulicy, i wielka niechęć do przepuszczenia samochodu jadącego czy to za nimi, czy w przeciwnym kierunku. W ogóle jazda równoległa rowerów na drodze publicznej powinna być prawnie ograniczona do maksymalnie dwóch rowerów i to np. wyłącznie w sytuacji, gdy osoba dorosła „eskortuje” dziecko.

Niestety policja ma w głębokim poważaniu zachowania rowerzystów na drogach publicznych. Śmiem twierdzić, że funkcjonariusze nie reagują na niemal żadne przypadki dotyczące rowerzystów, chyba, że „dopadną” gdzieś kogoś ewidentnie pijanego. A przecież mowa jest o wyjątkowo słabo chronionych uczestnikach ruchu drogowego.
Uważam, że powinny być jak najszybciej wprowadzone (i egzekwowane!) przepisy o tym, że:
– rower poruszający się drogą publiczną z dopuszczonym ruchem samochodowym powinien mieć włączone światła przednie i tylne, całą dobę!
– rowerzyście podczas jazdy nie wolno korzystać z telefonu trzymanego w dłoni;
– przez przejście dla pieszych rowerem przejeżdżać nie wolno;
– równoległa jazda rowerem powinna dotyczyć maksymalnie dwóch takich pojazdów i tylko w sytuacji, gdy jednym z poruszających się jest dziecko, np. w wieku do 10 lat;
– należy przywrócić obowiązek posiadania karty rowerowej dla wszystkich rowerzystów poruszających się drogami publicznymi z dopuszczonym ruchem pojazdów samochodowych; przepis nie musi dotyczyć osób posiadających ważne prawo jazdy;
– dobrze byłoby też uregulować poruszanie się rowerami z napędem elektrycznym oraz egzekwować te przepisy.

Nie, nie chcę w żaden sposób dyskryminować rowerzystów. Chcę po prostu, byście poruszali się po drogach publicznych w sposób bezpieczny, głównie dla siebie, ale też dla innych uczestników ruchu. Po ścieżkach rowerowych, których zresztą buduje się w kraju naprawdę sporo, jeździjcie sobie, jak chcecie, ale na drogach z ruchem pojazdów samochodowych zadbajcie o swoje bezpieczeństwo. W swoim własnym, dobrze pojętym interesie. Wielu z Was potrafi to zrobić, i chwała Wam za to.
Bo czy naprawdę to kierowca samochodu musi myśleć za wszystkich, a do tego zwykle za wszystkich odpowiadać? Coś tu poszło chyba nie do końca w dobrą stronę…
Krzysztof Gregorczyk









