Błędnie działający odcinkowy pomiar prędkości na autostradzie A6 pod Szczecinem wygenerował wezwania wobec kierowców, którzy w rzeczywistości nie przekroczyli dozwolonej prędkości. Jak wynika z odpowiedzi udzielonych przez Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym (CANARD), przyczyną nie była awaria sprzętu, lecz błąd popełniony podczas konfiguracji urządzenia przez wykonawcę systemu. Mimo to poszkodowane firmy nie otrzymają automatycznego zwrotu wszystkich kosztów poniesionych w związku z nieprawidłowymi pomiarami.
Kierowcy otrzymywali wezwania nie dlatego, że urządzenie źle mierzyło prędkość, ale dlatego, że do systemu wpisano błędne parametry odcinka pomiarowego. W praktyce skutki dla obywateli były jednak identyczne – generowano zawiadomienia o rzekomych wykroczeniach, których nie było. Problem dotyczył odcinkowego pomiaru prędkości na trasie A6 Szczecin – Rzęśnica w okresie od 29 kwietnia 2026 r. godz. 12:00 do 4 maja 2026 r. godz. 9:27. Przez ten cały czas nikt nie wykrył problemu – jest to ewidentna wina zarówno urzędników jak i nadzoru CANARD. Dyrektorem tej instytucji jest Andrzej Kolasa. To on nadzorował operacje związane z pomiarem prędkości.
Kierowcy i firmy muszą sami wystąpić o zwrot
„Osoby i podmioty, które zostały obciążone kosztami obsługi przez firmy leasingowe (…) mogą przesyłać do CANARD GITD wnioski o zwrot kosztów wraz z kopiami faktur.” Oznacza to, że państwo nie zamierza automatycznie zwracać pieniędzy wszystkim poszkodowanym. Jeśli firma leasingowa naliczyła opłatę za obsługę wezwania wygenerowanego przez wadliwy system, kierowca lub przedsiębiorca musi samodzielnie przygotować dokumenty, zgromadzić faktury i złożyć wniosek.
Dopiero po weryfikacji dokumentów CANARD przekaże sprawę do firmy Sprint S.A., która ma realizować zwroty na podstawie wniosków. Oczywiście o ile je uwzględni.
A co z czasem i kosztami kierowców i firm?
W całej tej sprawie ewidentnie widać zaniedbania urzędników, którzy najpierw nie sprawdzili działania systemu a potem dopuścili by długi czas działał on nieprawidłowo. Dziwi też, że nikt nie wykonał przejazdu testowego ani nikt nie zareagował na czas. Kto teraz zapłaci za czas, wypełnianie wniosków, obsługę prawną i wreszcie stres?
GDDKiA błędnie zakłada, że za swój błąd powinien ponosić ciężar obywatel lub firma. Nie, za błędy GDDKiA i systemu CANARD odpowiedzialność ponoszą urzędnicy i osoby zarządzające tym systemem.
O sprawę zapytaliśmy Ministerstwo Infrastruktury.
fot. CANARD / GDDKiA
źródło: X.com







