Czy zdarzyło Ci się kiedyś spojrzeć na ulicę i pomyśleć: „Coś tu brakuje”? Nie, to nie złudzenie. Świat motoryzacji zmienia się szybciej niż kiedykolwiek wcześniej, a niektóre rodzaje nadwozi zniknęły z salonów jak stare kasety magnetofonowe. Przez to auta stają trochę nudne.
Dziś przyjrzymy się trzem typom aut, które jeszcze 10–20 lat temu były na porządku dziennym, a dziś są praktycznie martwe. I nie – to nie jest clickbait. Tych nadwozi naprawdę już nigdy nie zobaczymy w produkcji masowej. Sprawdź, które z nich znika bezpowrotnie – i dlaczego.
Chociaż odpowiedź pewnie znacie: konkurencja wymusza coraz niższe ceny, SUVy zdobywają rynek. Jedyna różnica to taka, że z SUVa robi się SUVa Coupé. Ewentualnie SUVa większego. Bo mniejszego to nie…
Cabrio – wolność, której nikt nie chce?

Jeszcze niedawno każdy producent miał przynajmniej jedno kabrio w ofercie. Citroën C3 Pluriel, Peugeot 26 CC, 207 CC, 307 CC, 308 CC, Renault Mégane Cabrio… Lista była długa. Dziś? Zapomnij. Dlaczego? Bo to nisza. Sprzedaje się za mało. Koniec, kropka.
MPV – król praktyczności, który został strącony z tronu

Renault Espace, Citroën C4 Picasso czy C8, Peugeot 807 – nie tak dawno MPV (czyli minivany) były szczytem rozsądku i rodzinnej logiki. Dziś? Ich miejsce zajęły SUV-y. I to na dobre. A szkoda, bo na przykład C4 Picasso do ostatnich swoich dni szedł jak świeże bułeczki. Szczególnie z 2.0 HDi. Niezwykłe, duże samochody. A jednak producenci wolą SUVy. Masakra!
Trzydrzwiowe – sportowy sznyt, który przestał mieć sens

Kiedyś każdy szanujący się hatchback miał trzydrzwiową wersję Citroën Saxo czy Xsara, Peugeot 206, Renault Clio… Można by tak długo. Mniej drzwi = więcej sportu. Ale dziś? Nawet hot catche (elektryczne) mają pięć. I znowu winna jest sprzedaż. Auto ma być uniwersalne, tanie w produkcji, masowe.
Króluje SUV – jak długo?
Dzisiaj światem motoryzacji rządzi SUV. Jest tak bardzo pożądany, że producenci rezygnują z normalnych nadwozi typu hatchback i wciskają na siłę wszędzie te parę centymetrów blachy w górę. Czy ma to sens? No cóż… Winni jesteśmy my, klienci. Zawsze.






