Pod naszym tekstem o wrażeniach z 2 lat jazdy redakcyjnym DS 9 pojawił się komentarz czytelnika z ciekawym pytaniem. W skrócie: skoro DS 9 jest tak wygodny, stylowy i dopracowany, to dlaczego prawie nikt go nie kupuje? To bardzo dobre pytanie. I warto na nie odpowiedzieć szerzej, bo odpowiedź nie leży wyłącznie w katalogu, osiągach czy cenniku.
Zacznę od najważniejszego: zachwyt nad samochodem i sukces rynkowy to nie zawsze to samo. Historia motoryzacji pełna jest aut świetnych, ciekawych, oryginalnych, a jednocześnie niszowych. DS 9 jest właśnie takim przypadkiem. To samochód, który potrafi oczarować po wejściu do środka, po przejechaniu kilkuset kilometrów i po porównaniu komfortu z wieloma bardziej oczywistymi konkurentami. Ale to nie znaczy, że rynek rzuci się na niego masowo. Bo rynek nie jest konkursem piękności ani testem komfortu. Rynek jest w dużej mierze psychologią. Kupując samochód, zwłaszcza drogi samochód, ludzie bardzo często nie kupują tylko metalu, skóry, silnika i wyposażenia.

Kupują poczucie bezpieczeństwa, akceptację otoczenia, prestiż, przewidywalność oraz spokój, że nie będą musieli nikomu tłumaczyć swojego wyboru.
DS 9 jest dobry, ale gra w bardzo trudnej lidze
Limuzyna klasy premium to jeden z najtrudniejszych segmentów rynku. Tutaj nie wystarczy być wygodnym. Nie wystarczy mieć dobrą skórę, ciszę w kabinie i ciekawy wygląd. W tej klasie kupuje się także znaczek, historię, rozpoznawalność i społeczne potwierdzenie wyboru. Mercedes, BMW, Audi mają pewną cechę, której nie ma DS: przez bardzo długi czas budowały swoje miejsce w głowach klientów. DS Automobiles tego akurat nie ma. Marka jest młoda, mniej rozpoznawalna, producent z wielu powodów nie inwestował tak wiele w wizerunek, a dla części osób nadal pozostaje tym luksusowym Citroënem. Miłośnikowi francuskiej motoryzacji to nie przeszkadza a wręcz przeciwnie – może być zaletą! Ale dla masowego klienta premium to może być jakiś tam problem. Bo masowy klient premium, choć lubi mówić o indywidualizmie, bardzo często wybiera dokładnie to samo, co inni.

To zjawisko dobrze opisuje psychologia zakupów. Działa tu tzw. społeczny dowód zakupu: skoro wielu ludzi wybiera daną markę, to znaczy, że to wybór bezpieczny. Działa też efekt status quo, czyli skłonność do pozostawania przy znanych rozwiązaniach i unikania ryzyka. W badaniach nad marketingiem i zachowaniami konsumentów status quo jest wskazywane jako jedna z barier zmiany wyborów zakupowych, bo ludzie wolą to, co znają, nawet jeśli alternatywa jest obiektywnie ciekawa.
Droga na skróty vs odwaga
Klienci wybierają drogę na skróty i taki BMW czy Mercedes może być bezpieczniejszy w głowie kupującego. DS 9 wymaga odwagi. Trzeba lubić francuską motoryzację, doceniać komfort, mieć dystans do znaczków i chcieć czegoś innego. A takich klientów jest po prostu mniej. DS 9 wygląda elegancko, ale nie krzyczy „sukces”. Nie sprzedaje tego pozornego statusu w tak oczywisty sposób jak wielka gwiazda na masce czy znany niemiecki znaczek. Do tego dochodzi fakt, że DS 9 jest modelem niszowym. Dla nas to zaleta, dla innych może być wada.

I tu dochodzimy do ciekawej rzeczy: samochody takie jak DS 9 kupują często ludzie, którzy nie potrzebują potwierdzenia z zewnątrz. Nie muszą udowadniać, że ich stać. Nie muszą parkować logo przed restauracją. Nie szukają najłatwiej rozpoznawalnego symbolu. Szukają atmosfery, detalu, ciszy, inności, czasem nawet pewnej dyskrecji. W teorii dyfuzji innowacji Everetta Rogersa mówi się o innowatorach i wczesnych naśladowcach. To niewielka część społeczeństwa: innowatorzy to około 2,5%, a wcześni użytkownicy około 13,5% populacji. Dopiero później przychodzi większość, która czeka, aż wybór stanie się powszechny i bezpieczny. DS 9 jest właśnie samochodem dla tej pierwszej grupy: dla ludzi, którzy niekoniecznie czekają, aż coś zostanie zatwierdzone przez tłum. Nie muszą
Piękno nie jest produktem masowym
Jest jeszcze jedna sprawa, o której w motoryzacji mówi się rzadko: wrażliwość na piękno nie rozkłada się w społeczeństwie równo. Jedni patrzą na samochód i widzą głównie cenę, ratę leasingu, inni silnik, znaczek albo późniejszą odsprzedaż. Są też tacy co widzą linię boczną, detal na masce, przeszycie tapicerki, proporcje, światło odbijające się na błotniku i atmosferę wnętrza. Psychologia estetyki od dawna bada indywidualne różnice w odbiorze piękna. Badacze zwracają uwagę, że ludzie różnią się wrażliwością estetyczną, a odbiór piękna zależy m.in. od kultury, historii, doświadczeń i cech jednostki.

To może tłumaczyć, dlaczego dla jednej osoby DS 9 będzie dziwnym wyborem, a dla innej – samochodem, który ma sens właśnie dlatego, że jest inny.
Prekursorzy zwykle nie idą z tłumem. W sztuce, modzie, architekturze i motoryzacji często jest tak samo: najpierw pojawia się grupa ludzi bardziej wrażliwych na formę, klimat i ideę. Dopiero później, czasem po latach, większość zaczyna rozumieć, że coś miało wartość. Tak było z wieloma samochodami, które za życia rynkowego nie były hitami, a po latach zyskały status kultowych. Ba, nie tylko z samochodami!

W świecie literatury i filmu takich przykładów jest mnóstwo. Dziś trudno w to uwierzyć, ale pierwsza część serii Harry Potter była odrzucana przez kolejnych wydawców, zanim ktoś zdecydował się ją opublikować. Z kolei Blade Runner Ridleya Scotta po premierze w 1982 roku nie zachwycił ani publiczności, ani krytyków. Film zarobił mniej niż oczekiwano i przez lata uchodził za komercyjne rozczarowanie. Dzisiaj jest uznawany za jedno z najważniejszych dzieł science fiction w historii kina. Mało? No to idziemy dalej: podobnie było z The Shawshank Redemption (Skazani na Shawshank). Film po premierze przeszedł niemal niezauważony, a w kinach nie odniósł sukcesu. Dopiero później, dzięki telewizji i rekomendacjom widzów, zaczął zdobywać status legendy. Dziś regularnie zajmuje czołowe miejsca w rankingach najlepszych filmów wszech czasów.

Do mnie osobiście przemawia też przykład serialu Breaking Bad. W pierwszych sezonach oglądalność była umiarkowana, a wielu widzów nie rozumiało zachwytów krytyków. Dopiero z czasem produkcja zdobyła ogromną popularność i dziś jest uznawana za jeden z najlepszych seriali w historii telewizji.

Podobny mechanizm działa w motoryzacji. Niektóre samochody trafiają idealnie w gusta masowego odbiorcy i odnoszą natychmiastowy sukces. Inne potrzebują czasu. Czasami dlatego, że są zbyt oryginalne, czasami dlatego, że wyprzedzają swoje czasy, a czasami po prostu dlatego, że wymagają od odbiorcy większej wrażliwości na detale niż przeciętny produkt. Historia pokazuje jednak, że rzeczy naprawdę wyjątkowe bardzo często najpierw zdobywają niewielkie grono oddanych zwolenników, a dopiero później uznanie większości.

Uwierzycie, że pierwsze recenzje i opinie na temat Citroëna 2CV były delikatnie mówiąc mało pochlebne? Krytykowano jego wygląd, prymitywizm, rozmiar. Nazywano obrzydliwym! Dopiero potem rynek się do niego przekonał. A co było z Citroënem C6? Elegancka, komfortowa limuzyna z hydropneumatycznym zawieszeniem nie zagroziła niemieckiej klasie premium, ale jest niesamowitym autem, komfortowym, pięknym, wyjątkowym. I nie zmienia tego nic a na pewno nie opinia osób, które nigdy go nie miały.

Dlaczego dealer zadzwonił właśnie do nas?
Nasz czytelnik pyta też, czemu dealer zadzwonił do nas. Tu akurat odpowiedź jest bardzo prosta: byliśmy na etapie zmiany naszego DS 7 Crossback na coś innego. Miał być nowy DS 7, ale pojawił się bardzo ciekawy egzemplarz DS 9 i właśnie na niego się zdecydowaliśmy – był to samochód, który pasował do naszego sposobu myślenia o motoryzacji, konfiguracja, która miała sens i chęć sprawdzenia, jak taka francuska limuzyna sprawuje się nie przez weekend testowy, ale w normalnym redakcyjnym użytkowaniu. A sprawdza się znakomicie.
Czy warto?
A czy warto kupić DS 9? Jeżeli ktoś kupuje samochód przede wszystkim dla prestiżu znaczka, DS 9 może go nie przekonać. Ale jeżeli ktoś szuka komfortu, ciszy, pięknego wnętrza, oryginalnych detali, wyróżniania się i auta, którego nie ma pod każdym biurowcem, DS 9 ma bardzo dużo sensu.

Możemy się podpisać pod stwierdzeniem, że DS 9 jest wygodny, dopracowany i bardzo przyjemny w długiej trasie, bo tak wynika z naszego użytkowania. Czy to oznacza, że rynek powinien go masowo kupować? Nie. Rynek ma swoje prawa, często brutalne i mało romantyczne.
Jeszcze raz: DS 9 to nie jest samochód dla wszystkich i może właśnie dlatego tak bardzo go lubimy.







