Po publikacji artykułu o skandalu związanym z błędnym działaniem systemu CANARD pojawił się tam komentarz osoby prawdopodobnie związanej z tym systemem. Komentarz był emocjonalny, agresywny i wymierzony w dziennikarza. Ale najważniejsze jest coś innego: ten wpis bardzo dobrze pokazuje problem, z którym w Polsce wciąż mamy do czynienia. To mentalność części urzędników, którzy zapomnieli, po co istnieje państwo i komu mają służyć.
Nie będziemy cytować tego komentarza w całości, bo jego forma pozostawia wiele do życzenia. Sens był jednak taki: afery właściwie nie ma, błąd był niewielki, a w ogóle co to za problem, że ktoś musi wysłać jakieś pismo, wniosek albo odwołanie. Otóż właśnie w tym zdaniu kryje się sedno sprawy. Dla urzędnika może to być tylko pismo. Dla obywatela to czas, stres, koszty, ryzyko konsekwencji, konieczność tłumaczenia się z błędu, którego sam nie popełnił. To także poczucie bezsilności wobec aparatu państwa, który zamiast naprawić własną pomyłkę, oczekuje, że obywatel będzie biegał, pisał, udowadniał i prosił.
Po co istnieje urząd?
Zacznijmy od podstaw. Mamy XXI wie i urząd nie istnieje po to, aby obywatela pouczać, zbywać albo traktować jak petenta stojącego w kolejce po łaskę. Jest elementem systemu, elementem państwa, a państwo ma zapewniać mieszkańcom warunki do życia, pracy, rozwoju i bezpieczeństwa. Jednym z zadań państwa jest egzekwowanie prawa, także w ruchu drogowym. Temu ma służyć między innymi system CANARD. Ale jeśli państwo korzysta z systemu, który na skutek błędu urzędnika popełnia błąd wobec obywatela , to odpowiedzialność za ten błąd spoczywa na państwie. Nie na obywatelu. Nie na kierowcy. Nie na firmie. Nie na człowieku, który musi teraz tracić czas na wyjaśnienia. Psim obowiązkiem CANARDu jest błąd naprawić.
Generalna zasada cywilizowanego państwa prawa jest prosta: jeśli instytucja publiczna popełnia błąd wobec mieszkańca lub przedsiębiorcy, powinna ten błąd naprawić i zrekompensować jego skutki. W taki czy inny sposób. Przeprosić, wycofać błędne działania, zwrócić koszty, uprościć procedurę, wskazać winnych, poprawić system. A nie obrażać się na media, że o tym piszą. Media właśnie od tego są a ów agresywny komentarz powoduje, że będziemy sprawie przyglądać się jeszcze uważniej.
Obywatel nie jest intruzem
Najbardziej niebezpieczne w całej sprawie nie jest nawet to, że system mógł zadziałać błędnie. Błędy techniczne się zdarzają. Poważnym problemem jest reakcja: zamiast refleksji pojawia się złość. Zamiast pytania jak to naprawić? pojawia się atak na dziennikarza. Zamiast troski o obywatela pojawia się lekceważenie. I właśnie taką mentalność trzeba z urzędów wyplenić jak najszybciej.
Obywatel nie jest problemem urzędu. Obywatel jest powodem, dla którego urząd istnieje, to z podatków nas wszystkich finansowane są instytucje, systemy, etaty, pensje, komputery, samochody służbowe, szkolenia i premie. Obywatel jest pracodawcą polityków i urzędników — czy komuś się to podoba, czy nie. Dlatego urzędnik nie ma prawa traktować błędu państwa jako drobnej niedogodności, którą obywatel ma sobie sam załatwić. Nie ma prawa mówić tonem: napisz pismo i nie marudź. Nie ma prawa obrażać się na prasę, że patrzy władzy na ręce. Jeszcze raz powtórzę: psim obowiązkiem urzędnika jest błąd naprawić. I odpowiedzieć za swój błąd.
To nie obywatel ma naprawiać błędy państwa
Jeżeli system CANARD, urząd, procedura albo jakakolwiek instytucja publiczna popełnia błąd, to obowiązkiem państwa jest ustalić, dlaczego do niego doszło. Kto odpowiadał za system? Kto go nadzorował? Czy błąd był jednostkowy, czy systemowy? Ilu osób dotyczył? Czy ktoś poniósł konsekwencje? Czy obywatele zostali poinformowani? Czy naprawiono skutki? To są normalne pytania w demokratycznym państwie. I media mają nie tylko prawo, ale obowiązek je zadawać. Zadaliśmy te pytania ministrowi infrastruktury i czekamy na odpowiedź.
Urzędnik, który tego nie rozumie, powinien poważnie zastanowić się nad swoją rolą. Bo sektor publiczny nie jest prywatnym folwarkiem, to nie jest miejsce do odreagowywania frustracji na dziennikarzach ani obywatelach. To służba publiczna.
Urzędniku, pracujesz dla obywatela
Trzeba to powiedzieć bardzo jasno albo po prostu przypomnieć: urzędniku, pracujesz dla obywatela. Twoim obowiązkiem jest działać rzetelnie, sprawnie, uczciwie i z szacunkiem. Jeśli system, który obsługujesz albo za który odpowiadasz, popełni błąd, to nie masz prawa machnąć ręką i mówić, że to nic takiego.
Masz obowiązek doprowadzić do wyjaśnienia sprawy, naprawienia szkody i wyciągnięcia konsekwencji wobec osób lub procedur, które zawiodły. Bo za błędy państwa płacą konkretni ludzie. Czasem pieniędzmi, czasem nerwami, czasem utraconym czasem, a czasem poczuciem, że w starciu z instytucją są bezradni. A jeśli ktoś w sektorze publicznym nie rozumie tej podstawowej zasady, to powinien się z tym sektorem pożegnać. Państwo nie potrzebuje urzędników obrażonych na obywateli, potrzebuje ludzi, którzy rozumieją, że ich praca jest służbą. My potrzebujemy sprawnego i taniego państwa.
Afera z błędem w systemie CANARD jest czymś znacznie więcej niż tylko sprawą techniczną. Patrząc na reakcję domniemanego urzędnika widać, że jest też testem dojrzałości instytucji publicznych. I niestety reakcja osoby związanej z systemem pokazuje, że ten test nie wszyscy zdali.







