Więcej modeli, mniej kosztów i powrót do zysków – tak można streścić nową strategię Stellantis, która po katastrofalnym 2025 roku chce odbudować pozycję globalnego giganta motoryzacyjnego. Koncern ogłosił ambitny plan faSTLAne: do 2030 roku osiągnąć 190 miliardów euro przychodów, czyli o około 23% więcej niż obecnie. To ogromna zmiana.
Grupa zapowiedziała inwestycje warte 60 miliardów euro w ciągu pięciu lat. Stellantis zamierza oprzeć odbudowę przede wszystkim na czterech markach: Jeep, Ram, Peugeot i Fiat. Szczególnie ważny ma być rynek północnoamerykański, gdzie koncern chce odzyskać rentowność i zwiększyć sprzedaż. Plan zakłada ofensywę produktową na ogromną skalę. Do końca dekady Stellantis chce pokazać ponad 60 nowych modeli i zmodernizować około 50 kolejnych. To sygnał, że grupa nie zamierza wycofywać żadnej ze swoich marek mimo wcześniejszych spekulacji o możliwych cięciach w portfolio.
Jednocześnie firma zapowiada brutalną dyscyplinę kosztową. Do 2028 roku koszty operacyjne mają zostać obniżone o 6 miliardów euro rocznie względem poziomu z 2025 roku. Oszczędności mają być kontynuowane także później. Nowa strategia jest próbą wyjścia z największego kryzysu w historii koncernu. W 2025 roku Stellantis zanotował gigantyczną stratę netto wynoszącą 22,3 miliarda euro. Duża część problemów była związana z kosztowną ofensywą samochodów elektrycznych oraz sprzedażą EV znacznie słabszą od wcześniejszych prognoz.
Koncern chce wrócić do dodatnich przepływów pieniężnych od 2027 roku, a do 2030 roku generować już około 6 miliardów euro wolnej gotówki rocznie. Celem jest również osiągnięcie 7-procentowej marży operacyjnej.






