André Citroën potrafił zrobić widowisko z premiery samochodu. Charlie Chaplin potrzebował do tego znacznie mniej: własnego ciała, odrobiny miejsca i okazji do żartu. Kiedy spotkali się w alpejskim Saint-Moritz, okazję stworzyły narty. Według opowieści Silvaina Reinera próby komika zamieniły się w przedstawienie. Citroën, który zwykle sam dbał o widowiska, tym razem znalazł się po stronie publiczności.
Jeden kierował wielkim przedsiębiorstwem i przekonywał ludzi, że warto przesiąść się do samochodu. Drugi wychodził przed kamerę i sprawiał, że publiczność śmiała się, wzruszała, a czasem rozpoznawała w ekranowym włóczędze samą siebie. Zawodowo dzieliło ich wiele, ale obaj wiedzieli, jak przyciągnąć uwagę i pozostawić po sobie wspomnienie. Citroën robił to z rozmachem. Reklama na Wieży Eiffla, dalekie wyprawy do Afryki i Azji czy uroczystości wokół marki pozwalały zobaczyć w samochodzie coś więcej niż silnik, koła i karoserię. Budziły ciekawość, zachwyt, czasem zwyczajną radość. Chaplin znał tę drogę do publiczności z własnego doświadczenia. Potrafił jednak osiągnąć podobny efekt jednym gestem.
Reiner dostrzegł także bardziej osobistą nić porozumienia: tę samą „wesołość duszy”. Alpejska anegdota pokazuje, co mogło kryć się za tym określeniem.
Chaplin na nartach, Citroën na widowni
W relacji Reinera Citroën nie miał ochoty jeździć na nartach, ale Chaplin postanowił spróbować. Początki przyniosły tę szczególną niezręczność, którą zna niemal każdy początkujący narciarz: sprzęt wydaje się mieć własne zamiary, a nogi nagle przestają wykonywać najprostsze polecenia.

Autor opisuje popis Charliego jako „genialną błazenadę”. Komik potrafił wykorzystać brak wprawy, zamiast gorączkowo go maskować. Była to umiejętność dobrze znana z jego filmów: zwykła czynność staje się coraz trudniejsza, ciało wymyka się spod kontroli, a widz czeka na kolejny gest. W alpejskiej scenerii wystarczyły do tego śnieg i narty. Można przypuszczać, że taka swoboda szczególnie odpowiadała Citroënowi. Przemysłowiec sam miał słabość do humoru, niespodzianek i wydarzeń, o których ludzie chcieli później opowiadać. Tym razem oglądał mistrza, który potrafił zrobić użytek nawet z własnej niezgrabności. Zimowy wypoczynek dostarczył im więc tego, co obaj dobrze rozumieli: okazji do wspólnej zabawy.
Sydney Chaplin też spróbował. Skończył w wąwozie
O zimowej wyprawie w towarzystwie Citroëna pisał również Sydney Chaplin, brat Charliego. Jego relację przywołuje Lisa Stein w artykule poświęconym związkom komika ze sportami zimowymi. W liście z 9 marca 1932 roku Sydney wspominał, że Charlie był już zafascynowany narciarstwem i robił postępy. On sam miał za sobą znacznie mniej prób. Grupa wyruszyła dwoma pojazdami specjalnie przygotowanymi dla Citroëna, zabierając ze sobą prowiant. Na posiłek zatrzymali się w odosobnionym górskim zajeździe, z dala od uczęszczanych tras narciarskich. Potem przyszła pora na zjazd.
Sydney zakończył swoją próbę w śniegu, na dnie wąwozu, zdołał się jednak wydostać i kontynuował drogę. Na stację dotarł godzinę później, gdy pozostali szykowali się do powrotu do Saint-Moritz. Wyglądał jak bałwan, z soplami przy nosie i rzęsach. Towarzystwo wybuchnęło śmiechem, a przygoda dostarczyła tematu na cały wieczór i na kolejne dni.
Przyjaźń trwała także poza alpejskim stokiem
Te zimowe historie łatwo zapamiętać ze względu na ich komizm. O samej znajomości sporo mówi jednak również spokojniejsza scena przywołana przez Reinera: w Deauville Citroën osobiście odbiera Chaplina z dworca. Znajduje czas, żeby powitać gościa i spędzić z nim dzień. O bliskiej znajomości André z Chaplinem opowiadał także jego wnuk Henri-Jacques w wywiadzie dla Francuskie.pl. Alpejskie anegdoty dobrze uzupełniają ten rodzinny obraz. Za dwoma sławnymi nazwiskami widać ludzi, którzy lubili swoje towarzystwo i potrafili razem się śmiać.
Opracowanie Francuskie.pl na podstawie fragmentu roboczego przekładu książki Silvaina Reinera „Tragedia André Citroëna”, artykułu Lisy Stein „Chaplin et les sports d’hiver” oraz wywiadu z Henri-Jacques’em Citroënem.







