Joseph Crestin pracował nad złączami do ładowania, gdy samochód elektryczny wciąż uchodził za osobliwość. Tymczasem Francja miała już technikę, inżynierów i auta, które naprawdę jeździły. Historia Citroëna AX, Peugeota 106 i Renault Zoe przypomina, że pierwszeństwo na starcie nie gwarantuje zwycięstwa na mecie.
Joseph Crestin, inżynier związany z Marechal Electric, pracował nad połączeniem samochodu z siecią. Był człowiekiem przygotowującym rozwiązania dla przyszłych elektrycznych Citroënów. Crestin figuruje jako wynalazca w patencie dotyczącym złącza ładowania, zgłoszonym przez firmę Marechal w marcu 1992 roku. Wtyczka zwykle pozostaje w cieniu nadwozia i skórzanej tapicerki. Na salonie motoryzacyjnym trudno wyobrazić sobie kolejkę po jej autograf, ale bez niej najpiękniejsza wizja elektrycznej przyszłości zostaje na parkingu. Francuzi rozwiązywali ten problem ponad trzy dekady temu.
Citroën AX: przyszłość miała 80 kilometrów zasięgu
W grudniu 1993 roku rozpoczęła się produkcja AX Electrique. Mały Citroën oferował około 80 kilometrów zasięgu i 91 km/h prędkości maksymalnej. Korzystał z akumulatorów niklowo-kadmowych i odzyskiwał energię po odpuszczeniu pedału przyspieszenia. Ponieważ silnik elektryczny dawał niewiele ciepła, kabinę ogrzewało urządzenie spalające paliwo. Do 1996 roku powstały zaledwie 374 egzemplarze. Masowy rynek jeszcze nie był gotowy na taką rewolucję. Historię AX Electrique przypominaliśmy już na Francuskie.pl. Warto jednak do niej wrócić, bo ten skromny samochód miał w sobie naprawdę dużo odwagi.
106, Saxo, Berlingo. Francuzi naprawdę próbowali
Peugeot miał jeszcze starsze wspomnienia: elektryczny VLV pojawił się w 1941 roku, w warunkach wojennych niedoborów benzyny. A już w 1935 roku Andre Citroën zapowiadał stworzenie fabryki samochodów elektrycznych, bo widział wiele wad silnika spalinowego. Wróćmy jednak do czasów nam bliższych: Citroën rozwijał elektryczne Saxo, produkowane od 1996 roku, oraz Berlingo Electrique, które dołączyło w 1997. Renault również nie spało: już w 1995 roku zaproponowało elektryczne Clio z deklarowanym zasięgiem 80–100 kilometrów i ładowaniem z domowego gniazdka. Francja miała więc całą małą rodzinę samochodów na prąd.
Z perspektywy dzisiejszych czasów łatwo powiedzieć: wystarczyło mocniej zainwestować i Francja podbiłaby świat a taka historia jest przyjemna, ale nierealna. Ówczesne akumulatory, koszt samochodów i możliwości ładowania stawiały rzeczywiste bariery.
Renault Zoe: Francja wróciła do pierwszego szeregu

Renault postawiło na szerszy program. W 2011 roku wprowadziło Kangoo Z.E. i Fluence Z.E., a w 2012 dołączyło Twizy. Zoe w wersji produkcyjnej pokazano w Genewie w 2012 roku. Zoe rozwijano konsekwentnie. Wersja zaprezentowana w 2019 roku otrzymała akumulator 52 kWh i zasięg do 395 kilometrów według WLTP. Jeździliśmy takim autem pół roku i to była już zupełnie inna propozycja użytkowa niż dawny AX. Nie trzeba było przekonywać kierowcy wyłącznie obietnicą przyszłości: coraz więcej tej przyszłości dostawał razem z kluczykami. W 2020 roku Zoe zostało najlepiej sprzedającym się samochodem elektrycznym w Europie. Według komunikatu Renault sprzedaż wyniosła 100.657 egzemplarzy, a cała elektryczna oferta marki osiągnęła 115.888 sztuk.
I potem Renault gdzieś tą przewagę na moment utraciło. Dzisiaj, w roku 2026, wraca na dawną pozycję – ma genialne Renault 5, które jest hitem sprzedaży, przygotowuje kolejne nowe modele. Wyścig trwa, teraz już z zupełnie inną prędkością. Stawką jest przyszłość Europy.






