Zna to chyba każdy z nas. Po zimie (choć nie tylko) pojawia się w asfalcie ubytek. Droga przestaje być komfortowa (o ile kiedykolwiek w ogóle była). Ubytek z czasem się powiększa, do czego przyczyniają się pogoda, przeładowane samochody, błędy naprawcze (o ile były już w danym miejscu) i pewnie jeszcze parę innych czynników. W nawierzchni mamy coraz większą wyrwę, a… zarządca drogi nic z tym nie robi. Czy Was to nie wkurza?
Do napisania tego tekstu zainspirował mnie przypadek z mojego miasta, a nawet dotyczący ulicy, przy której mieszkach, acz miejsca oddalonego od mojego domu o ponad kilometr. To lokalna ulica, choć dość długa, wąska, na dużym jej odcinku żeby wyminąć się z autem jadącym z naprzeciwka trzeba mocno zwolnić, a nawet zjechać lekko z asfaltu. To też ulica, na której spotyka się mnóstwo rowerzystów, a także pieszych – nie ma tu chodnika, za to na długości blisko 3 km jest wiele domków jednorodzinnych.

W pewnym miejscu ulica się rozszerza i ma już „normalne” wymiary, a w miejscu tym jest w dodatku skrzyżowanie – droga przeskakuje wąskim mostkiem (o ograniczonym tonażu), na którym mieści się na szerokość jeden samochód. I właśnie o tym miejscu dziś piszę.
Asfalt na tymże mostku niedawno zresztą remontowanym, wykruszył się w dwóch miejscach. Mniej więcej po okresie zimowym. Mamy końcówkę lipca – to tak dla przypomnienia ;-) Wyrwy w drodze pojawiły się też na samym skrzyżowaniu, szczególnie przy zjeździe z mostka w lewą, wąską część ulicy. Potem pojawił się kolejny ubytek, na samym skrzyżowaniu, na środku drogi. A zarządca drogi co? Nic! Prze kilka miesięcy nie zrobiono kompletnie nic!
Aż tu jakieś cztery tygodnie temu wycięto spory kawał asfaltu na rzeczonym skręcie z mostka w lewo, a także drobne kawałki na samym mostku. Nasypano tam odrobinę tłucznia i… temat zostawiono. Ale nie na zawsze. Jakiś może tydzień temu wycięto kolejny spory kawałek asfaltu, myślę, że co najmniej z metr na dwa, ale tu już tłucznia nie wysypano, tylko centralnie postawiono pachołek. I to był już koniec działań.

To jest po prostu chore, Nie wiem, dlaczego to tyle trwa. Czy po każdym etapie prac ogłaszany jest kolejny przetarg na wykonanie następnego kroku? Chyba nie.
Przed laty, gdy Dacią Logan MCV I generacji po raz pierwszy pojechaliśmy na targi w Genewie, widziałem jak to działa w tamtych okolicach. Nie pamiętam już, czy było to po stronie francuskiej, czy szwajcarskiej, ale wyglądało to tak – przy samym rondzie ekipa wycięła kawałek asfaltu, gdzie pojawiło się uszkodzenie drogi, oczyściła naprawiane miejsce, zalała je asfaltem, maleńki walec wyrównał całość i dosłownie po kilku. No, może po kilkunastu minutach, puszczono ruch! Przy czym na czas naprawy zajęto tylko jeden pas, ten naprawiany!
W Polsce takie coś najwyraźniej nie jest możliwe do realizacji. Kilka miesięcy na wspomnianym skrzyżowaniu straszyły wyrwy w asfalcie. Kiedy wreszcie się nimi ktoś zainteresował, wykonano jakieś prowizoryczne prace, które najwyraźniej mają – jako półśrodek – znowu wystarczyć nam, kierowcom, na kilka tygodni (jak dotychczas), a może nawet miesięcy. A jak już – o ile w ogóle – wszystko zakończy się ostateczną naprawą i wylaniem nowego asfaltu, to pewnie jakość tych prac będzie tak żałosna, że ręce opadną. Chyba nie tylko ja widywałem, jak tego typu naprawy realizowano poprzez udeptywanie rozrzuconego łopatami asfaltu przez robotników w jakichś gumowcach.
Dodam, że na tej samej ulicy wycięto jeszcze kilka innych elementów uszkodzonego asfaltu. Kiedy zostaną zalane nową masą bitumiczną? Nie wiadomo. Czy to musi tyle trwać? Pewnie nie, ale żyjemy w dziwnym kraju, w którym lokalne władze przypominają sobie o obowiązkach względem mieszkańców góra na rok przed wyborami samorządowymi. Czy jednak przyjdzie nam czekać na naprawę wspomnianej drogi aż do 2029 roku? Bo dopiero wtedy odbędą się wybory samorządowe. Oby nie!

A jak to wygląda w Waszych gminach i powiatach?
Krzysztof Gregorczyk










