Czy w realiach 2026 roku Polacy wolą wyglądać niż jeździć? Dacia bywa w Polsce przedmiotem ostrego hejtu, bo trudno nazwać krytyką sformułowanie, że „wygląda jak g… i jest wykończona i wyposażona jak Łada, a chińczyk to poziom Mercedesa tylko tańszy”. To nie jest przypadek, mimo że pisze to ktoś, kto przedstawia się jako inwestor giełdowy, czyli osoba która powinna rozsądnie gospodarować pieniędzmi. Czytając te jego słowa pomyślałem, że można spojrzeć na Dacię nieco inaczej: czym ona jest w swojej istocie?
No właśnie, czym jest samochód, zanim obudujemy go warstwą znaczeń, aspiracji i marketingowych obietnic? Czy potrafimy jeszcze zobaczyć przedmiot takim, jakim jest – bez projekcji naszych ambicji? Bez przydawania wartości, bez odwoływania się do dzieciństwa i swoich lęków? Arystoteles mówił o telos, o celu wpisanym w naturę rzeczy. Co to znaczy? Most istnieje po to, by łączyć brzegi. Zegar – by mierzyć czas. A samochód? By się przemieszczać. Funkcja celu, funkcja pierwotna, funkcja rzeczywista. I Dacia zdaje się przyjmować tę pierwotną definicję bez żadnego wstydu. Jest głównie samochodem, który nie próbuje przekroczyć swojej funkcji, nie ma wielkich aspiracji do doświadczeń piękna, wystarczy jej pewna podstawowa estetytyka. Czy wierność funkcji nie jest dziś formą odwagi?
Dacia to może już nie budżetowy samochód, ale nadal oferuje surową stylistykę. Brutalnie szczerą nawet na tle udziwnień w Chinach. Rzeczywiście, wciąż ma dość minimalistyczne wnętrze, bez fajerwerków, bez jakiegoś takiego marketingowego blichtru i bez aspiracyjnej narracji, która oszukuje nabywców. Gdzie wady?
Jean Baudrillard, francuski filozof i socjolog, pisał o epoce „symulakrów”, w której rzeczy przestają być sobą, a zaczynają być znakami. Samochód ma dziś mówić: osiągnąłem sukces, jestem nowoczesny, należę do tej, a nie innej klasy. Drogie wykończenia, ekrany, animacje, podświetlenia – to język, którym niejako ma przemawiać współczesny automobil. A Dacia? Cóż, zgodnie z ramami zakreślonymi przez Baudrillarda jej przekaz jest niemal ascetyczny, bo nie sprzedaje prawie żadnego mitu. Czy to milczenie nie jest w istocie sprzeciwem wobec przymusu nieustannego komunikowania? Oczywiście jest jakiś tam marketing i obietnica przygody, ale tutaj marka jest szczera – Duster, Bigster, Jogger, a nawet Sandero, pojadą w teren bez obaw, bez krzty zawahania. Nie potrzebują nic więcej mówić. Wsiadasz – wjeżdżasz do lasu czy w góry, w błoto i w piasek.
Dacia od lat należy do najchętniej kupowanych marek w Europie
Sandero i Duster regularnie trafiają do czołówki sprzedaży w swoich segmentach, mimo że nie oferują spektakularnych gadżetów ani luksusowego wykończenia. I tak jakoś nieuchronnie w mojej głowie w tym miejscu pojawia się stoicyzm – filozofia powściągliwości i wewnętrznej suwerenności. Stoicy nie odrzucali dóbr materialnych, lecz ostrzegali przed uzależnieniem od nich. Rzeczy są obojętne – mogą być użyteczne, ale nie powinny determinować naszego poczucia wartości. Czy samochód musi być potwierdzeniem statusu? Czy musi dostarczać emocji, które przekraczają jego funkcję? Stoik zapytałby raczej: czy spełnia swoje zadanie? Czy działa? Jeśli tak, to wystarczy. Zdaje sobie sprawę z tego, że w Polsce mamy naprawdę duże, może nie tyle zaległości, co pewien kompleks premium i wielu z naszych rodaków musi koniecznie w jakiś sposób sobie rekompensować swoją sytuację życiową, ale stoicyzm pokazuje tutaj nieco inną drogę. Sensowną.
I Dacia zdaje się ucieleśniać tę postawę. Oferuje wystarczalność, nie nadmiar. Nie obietnicę wyjątkowości, lecz spokój powtarzalności. Silnik uruchamia się rano bez teatralnego wstępu. Wnętrze nie rozprasza nadmiarem bodźców. Koszty są przewidywalne i to nie jest jakaś ekstaza technologii, tylko swojego rodzaju zgoda na to, że życie składa się z powtarzalnych czynności. A czy nie właśnie w tej powtarzalności toczy się nasza egzystencja? Czyż w gruncie rzeczy nie takiego bezpieczeństwa i przewidywalności potrzebuje większość z nas?
Czy warto dziś kupić Dacię?
Inny filozof, tym razem z Niemiec, Martin Heidegger, pisał o narzędziu pod ręką – takim, które znika w akcie użycia. Dopóki działa, nie staje się przedmiotem refleksji. Czy nie tego oczekujemy od samochodu? By nie wdzierał się w naszą uwagę, lecz umożliwiał działanie? Stoicyzm uczy także rozróżnienia między tym, co zależne od nas, a tym, co poza naszą kontrolą. W dynamicznej, niepewnej rzeczywistości ekonomicznej, w obliczu konfliktów, gwałtownych zmian, przewartościowania, przewidywalność staje się wartością niemal egzystencjalną. Dla wielu rodzin w Polsce realny koszt użytkowania samochodu, cena zakupu i przewidywalność serwisu są dziś ważniejsze niż ekran o przekątnej 15 cali czy kredyt lub leasing. Stały koszt, znana konstrukcja, brak technologicznego nadmiaru – to wszystko zmniejsza pole niepokoju. Czy samochód nie powinien być przestrzenią stabilności, a nie kolejnym źródłem napięcia?
Przypominam sobie dyskusję, jaką słyszałem niedawno niejako przypadkiem, gdzie kilku miłośników motoryzacji nie rozmawiało o samochodzie, ale głównie o jego multimediach. Serio, ekscytowali się, dokładnie tak jak ich zaprogramował producent swoim przekazem, że w nowym modelu jest coś tam takiego, co każe wymienić samochód, bo w starym tego nie było. Silnik, zawszenie, komfort jazdy? Nie! Ekran, jakaś aplikacja, rzecz dość odległa od podróżowania.
Czy prostota to dziś wada?
Dacia chyba dobrze wpisuje się w Camusa i jego afirmację zwyczajności. Nie wszystko musi być spektaklem. Nie każda droga musi być wydarzeniem. Większość naszego życia to przejazdy między punktami – praca, dom, zakupy, spotkania. Dacia nie próbuje nadać tym przejazdom patosu. Nie obiecuje transcendencji. Oferuje sprawne działanie przy rozsądnym koszcie i niezłym komforcie.
Wreszcie jest pytanie o wolność. Czy wolność polega na nieograniczonym wyborze funkcji i trybów, czy na uwolnieniu się od potrzeby ich posiadania? Stoik powiedziałby, że prawdziwa wolność to autonomia wobec pragnień. Dacia nie karmi pragnienia nadmiaru i na pewno nie prowokuje do ciągłego porównywania się z innymi. W swojej prostocie sprzyja umiarowi, dając jednak pełnię możliwości: wysoki krawężnik? Wjedziesz. Droga w lesie z koleinami? Jasne! Komfort jazdy tak, aby nie stresować się nierównościami? Jest.
Przy tym wszystkim Dacia nie jest chyba antytezą nowoczesności. Nazwałbym to pewnego rodzaju korektą. Czy to wystarczy, by zachwycić? Być może nie. Ale czy zachwyt jest miarą sensu? Stoicy znajdą na to odpowiedź. Miara sensu leży w zgodzie rzeczy z jej naturą. A jeśli samochód ma być środkiem ruchu, to Dacia – w swojej powściągliwości – pozostaje z tą naturą w zgodzie.
Czy Dacia przegrywa z chińskimi SUV-ami?
I może właśnie dlatego jej uproszczenia mają wymiar filozoficzny. Rozpisałem się, ale mam wrażenie, że gdzieś w pogoni za tym, co próbują nam wciskać producenci, taki odnośnik jak Dacia jest też po prostu potrzebny, także dziennikarzom, by nie zapomnieć, po co zbudowano samochód. I nie będę ukrywał, śmieszą mnie te zachwyty nad gadżetami z Chin. Używa się wielu raz, jednokrotnie, potem zapomina. Serio. Lubię piękno, ale nie na pograniczu kiczu i braku smaku.
Łada, Mercedes i Chińczyki to za mało
Wracając do internetowej dyskusji, od której to się zaczęło. Juliusz Kornaszewski, który sprowokował wypowiedź internauty o Dacii, napisał, chyba dość słusznie: „Ostatnio myślałem o inwazji chińskich samochodów i myślę że Chińczycy idealnie rozpracowali Polaków. Te samochody, które są rozchwytywane, to głównie hybrydowe SUV-y. Definicja hasła, „widać za co się płaci”, a ja rozwinąłbym to dodatkowo „co nie dojeździ to dowygląda”. Często 4 rury wydechowe, groźny dyfuzor i silnik z kosiarki pod maską. Bynajmniej nie krytykuję, lecz stwierdzam fakt. Takim samochodem – dużym, efektownym – zrobisz wrażenie na sąsiedzie, a nie wydasz fortuny”.
I chyba coś w tym jest. Ale ja nadal wolę Dacię. Nie muszę się popisywać.







