Norwegia, przedstawiana często jako europejski wzór elektromobilności, ma problem. W części regionu Hadeland ciężkie autobusy elektryczne nie mogą poruszać się po znacznej części lokalnych dróg. Problemem jest nacisk osi na starą infrastrukturę. Planowane na 2028 rok wycofanie autobusów z silnikami Diesla ma zostać przesunięte do 2031 roku.
Według ustaleń norweskiego nadawcy NRK i branżowego serwisu Teknisk Ukeblad, operator transportu publicznego Ruter przeanalizował możliwość wprowadzenia ciężkich autobusów elektrycznych na trasach w części regionu Hadeland związanej z okręgiem Akershus. Okazało się, że ponad 40% badanego układu drogowego ma ograniczenia utrudniające lub uniemożliwiające wykorzystanie najcięższych pojazdów. Na wielu lokalnych drogach dopuszczalny nacisk wynosi 8 ton na oś.
Tymczasem autobus elektryczny może mieć podobne wymiary i liczbę miejsc jak jego spalinowy odpowiednik, ale zestaw akumulatorów znacząco zwiększa masę pojazdu. Znaczenie ma przy tym nie tylko masa całkowita, lecz także jej rozkład pomiędzy poszczególne osie.
Jeżeli tylna oś zbliża się do granicy dopuszczalnego nacisku, sama informacja, że autobus mieści się w europejskich normach homologacyjnych, nie rozwiązuje problemu. Konkretna droga albo most mogą mieć niższą klasę nośności. Konieczne staje się wzmocnienie konstrukcji, zmiana trasy lub wykorzystanie lżejszego pojazdu.
Władze Akershus zakładały wcześniej, że regionalna komunikacja autobusowa stanie się bezemisyjna do 2028 roku. Po analizach wykonanych przez Ruter zaproponowano jednak dostosowanie harmonogramu i przesunięcie części elektryfikacji do 2031 roku. Władze Akershus zaproponowały w zrewidowanym budżecie na 2026 rok przeznaczenie 150 mln koron norweskich na poprawę stanu dróg, przystanków i infrastruktury potrzebnej komunikacji publicznej. Pierwsze relacje medialne mogły sugerować, że cała kwota zostanie wydana na wzmacnianie dróg pod autobusy elektryczne. Oficjalne dokumenty pokazują jednak bardziej złożony podział.
źródło: NRK, fot. ilustracyjna






