Rosnąca popularność samochodów elektrycznych może doprowadzić do wprowadzenia nowych podatków lub opłat dla kierowców. Powód jest prosty: polski budżet zarabia dziś blisko 100 mld rocznie na benzynie, oleju napędowym i LPG, a przechodzenie transportu na energię elektryczną będzie stopniowo ograniczać te wpływy.
Wraz ze wzrostem liczby aut elektrycznych państwo zaczyna dostrzegać, że tradycyjny system finansowania dróg i infrastruktury — oparty głównie na podatkach od paliw — zaczyna się powoli chwiać. Według danych Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego zużycie benzyny, diesla i LPG w Polsce wyniosło w 2025 r. około 36,7 mln m³. Diesel odpowiadał za blisko 58% rynku paliw, benzyna za ok. 22%, a resztę stanowiło głównie LPG a warto zauważyć, że każdy litr paliwa to dziś potężne źródło dochodu dla państwa.
Ile podatków jest w benzynie?
W jego cenie znajdują się akcyza, opłata paliwowa, opłata emisyjna oraz VAT. Sama akcyza wynosi obecnie ok. 1,53 zł na litrze benzyny i ok. 1,16 zł na litrze oleju napędowego. Do tego dochodzi VAT naliczany również od wcześniej doliczonych podatków i opłat. A państwo (i politycy) kochają VAT.
W pewnym uproszczeniu możemy przyjąć, że Polska może dziś uzyskiwać z rynku paliw prawie 100 mld zł rocznie różnych wpływów a największym źródłem dochodów pozostaje olej napędowy, konsumowany masowo przez transport ciężki i firmy logistyczne. Jeżeli jednak sprzedaż paliw spadłaby zaledwie o 10%, budżet mógłby stracić ponad 9 miliardów złotych rocznie. Wyzwanie polega na tym, że energia elektryczna używana do ładowania aut jest dziś opodatkowana znacznie niżej niż benzyna czy diesel. Co gorsza dla państwa, prawie połowa mieszkańców mających domy i firmy może produkować ją w domach bez żadnych podatków, bo kierowca samochodu elektrycznego może dodatkowo ładować auto w domu, z instalacji fotowoltaicznej albo w pracy.
To oznacza, że państwo traci nie tylko wpływy z paliw, ale również kontrolę nad miejscem i sposobem tankowania. Nie dziwmy się więc, że już dzisiaj pojawia się coraz więcej pomysłów zgłaszania instalacji, magazynów energii i przepisów miękko, ale stanowczo wprowadzających ograniczenia w tym zakresie.
Nasz komentarz – elektromobilność przestanie być tania
Niskie ceny i niskie podatki mają zachęcać do przechodzenia na auta elektryczne ale w przyszłości pojawią się nowe mechanizmy fiskalne i obowiązki dla posiadaczy źródeł wytworczych. Mogą to być specjalne opłaty od ładowania, podatek zależny od liczby przejechanych kilometrów, wyższe opłaty rejestracyjne albo dodatkowe daniny doliczane do energii wykorzystywanej przez samochody.
Na razie auta elektryczne korzystają z wyjątkowo korzystnego otoczenia podatkowego, jednak gdy ich udział w rynku zacznie szybko rosnąć, presja na znalezienie nowych źródeł dochodów dla budżetu będzie ogromna. To samo zresztą wydarzy się w miastach, skończą się jazdy pasami dla autobusów czy bezpłatne parkowanie.
Bo w życiu pewne są dwie rzeczy: śmierć i podatki.






