To się nie mieści w głowie! Na przejeździe kolejowym w Szreniawie doszło do skrajnie niebezpiecznego incydentu, który tylko cudem nie zakończył się śmiercią. Kobieta kierująca samochodem osobowym wjechała pod nadjeżdżający pociąg Kolei Wielkopolskich. Tłumaczyła się później, że… uznała, iż maszynista chciał ją przepuścić, bo zwolnił i zatrąbił.
To nie jest żart. I nie jest to scena z groteskowej komedii, ale zdarzenie z prawdziwego życia, które mogło skończyć się tragedią – zarówno dla kierującej, jak i dla pasażerów pociągu. Bo zderzenie auta z rozpędzonym składem nie kończy się tak jak w grach komputerowych. Tu nie ma opcji „powtórz poziom”.
Jak informują Koleje Wielkopolskie, do sytuacji doszło na niestrzeżonym przejeździe kolejowym w Szreniawie. Pociąg zbliżał się do przejazdu, z sygnałem dźwiękowym, przy zmniejszonej prędkości – zgodnie z przepisami i w trosce o bezpieczeństwo. W tym samym czasie kierująca samochodem uznała, że to właśnie… znak do przejazdu. Skutek? Auto wjechało tuż przed pojazd szynowy. Tylko szybka reakcja maszynisty i szczęśliwy zbieg okoliczności sprawiły, że nie doszło do zderzenia czołowego. Kobiecie nic się nie stało – tym razem.
Takie przypadki nie są odosobnione. Każdego roku dochodzi w Polsce do dziesiątek kolizji i wypadków na przejazdach kolejowych – wiele z nich z tragicznym finałem. Ich wspólnym mianownikiem najczęściej jest brawura, pośpiech lub brak elementarnej wiedzy o zasadach ruchu kolejowego. Pociąg to nie samochód – nie stanie w miejscu. Hamowanie nawet przy niewielkiej prędkości trwa kilkaset metrów. Zatrąbienie to ostrzeżenie, a nie uprzejmość.
To, że maszynista użył sygnału dźwiękowego i zwolnił, było zgodne z procedurą. Dla kierowcy powinno to oznaczać jedno: stój i czekaj. Nigdy odwrotnie. Nie istnieje coś takiego jak „uprzejmość maszynisty” na przejeździe. Maszynista nie daje sygnałów „jedź, śmiało” – bo jego zadaniem jest prowadzenie kilkudziesięciotonowego pociągu, a nie komunikowanie się z kierowcami samochodów. Kierowca, który wjeżdża na przejazd kolejowy na własne ryzyko, łamie przepisy i naraża życie – swoje i innych.
I chociaż zdarzenie miało miejsce jakiś czas temu, to naprawdę uważajcie – pociąg się nie zatrzyma. A najbardziej wstrząsające jest to, że trzeba wciąż o tym przypominać.







