Nieszczelna kamera cofania to z pozoru błahy problem, który autoryzowany serwis powinien rozwiązać w trakcie jednej, krótkiej wizyty. Opel Astra Sports Tourer w wersji Plug-in Hybrid pana Wojciecha spędził z tego powodu w ASO aż 87 dni.
Przedłużający się serwis nigdy nie jest komfortowy dla właściciela samochodu. Nawet kilka dni bez własnego środka transportu bywa uciążliwy, ale prawie 90 dni? Może poważnie wpłynąć na postrzeganie marki oraz sieci autoryzowanych warsztatów.
3 czerwca 2026 roku pan Wojciech oddał Opla Astrę Sports Tourer w wersji plug-in hybrid do autoryzowanego serwisu Opel Kanclerz w Rudzie Śląskiej z powodu nieszczelnej kamery cofania. Jeszcze tego samego dnia, kamera została wymieniona, jednak mocno porysowana powierzchnia wskazywała, że nie jest to nowy element. Właściciel otrzymał przeprosiny i zapewnienia, że zaszła pomyłka a następnie serwis zaprosił na kolejną wizytę 9 czerwca.

Opel Astra zdatny do ruchu, ale nie może zostać wydany
Chociaż kamera znów została wymieniona serwis nie potrafił jej skalibrować, co jest konieczne, aby dopuścić pojazd do ruchu.
„W toku naprawy zgłoszonej przez Pana usterki (niewyraźny obraz z kamery tylnej) Autoryzowana Stacja Obsługi marki Opel Kanclerz Sp. z o.0., Obrońców Westerplatte 2, 41-710 Ruda Šląska (dalej: ASO Kanclerz) dokonała wymiany kamery na nową. Jedyną okolicznością uniemożliwiającą zakończenie naprawy i wydanie pojazdu pomimo jego sprawności eksploatacyjnej (pojazd jest zdatny do ruchu), jest utrzymujący się problem techniczny związany ze skuteczną kalibracją kamery, której poprawne skonfigurowanie stanowi warunek konieczny dopuszczenia pojazdu do eksploatacji zgodnie ze standardami przewidzianymi przez Producenta” – poinformowała obsługa klienta Stellantis Polska dodając, że nie jest w stanie podać terminu zakończenia naprawy.
Stellantis powoływał się na problemy z oprogramowaniem, konfiguracją, serwerami Stellantis i wskazywał na nowego producenta kamery. Pojazd cały czas stał na parkingu ASO a właściciel zaczął martwić się o właściwą opiekę związaną z wersją plug-in hybrid, która wymaga ładowania do utrzymania sprawności i żywotności akumulatora. Chociaż Opel przekazał pojazd zastępczy Astrę w wersji hatchback, mniejszy bagażnik nie spełniał oczekiwań klienta.
Pojazd zastępczy
Jak poinformowało naszą redakcję ASO Kanclerz: „Zgodnie z zasadami programu mobilności zastępczej klientowi zapewniany jest pojazd klasy porównywalnej, choć niekoniecznie identyczny z pojazdem oddanym do serwisu. Celem programu jest przede wszystkim zapewnienie mobilności użytkownikom pojazdu. Model udostępnianego samochodu zależy od dostępności pojazdów w parku aut zastępczych autoryzowanego serwisu lub lokalnej wypożyczalni”.
„Kupiłem kombi jako samochód rodzinny. Mam małe dziecko, wózek i całą logistykę, która się z tym wiąże. W zamian za wersję Sports Tourer dostałem Astrę hatchback, do której dziecięcy wózek ledwo się mieści” – mówi pan Wojciech. „Rozumiem, że samochód zastępczy nie musi być identyczny. Kiedy naprawa trwa kilka dni, można to zaakceptować, ale gdy przedłuża się do ponad 80 dni i nie wiadomo ile tak naprawdę potrwa, oczekiwanie auta o podobnej funkcjonalności do rodzinnego kombi nie wydaje mi się szczególnie wygórowane” – dodaje.
Odbiór samochodu na poczatku września
Stellantis przypomniał w korespondencji z klientem, że zgodnie z warunkami umowy FlexCare samochód zastępczy zasadniczo przysługuje jedynie na czas 4 dni i że obecnie firma zapewnia klientowi mobilność ponad standard wynikający z umowy. Sprawa trafiła do rzecznika praw konsumenta w Rudzie Śląskiej, który wystosował pismo do Stellantis o wydanie sprawnego pojazdu.
Po 87 dniach, 4 września 2026 roku pan Wojciech, w końcu został zaproszony po odbiór auta. Serwis zapewnił, że wymienił kamerę cofania, ale mimo próśb klienta, nie przekazał ani numeru identyfikacyjnego, ani żadnego innego dowodu potwierdzającego, że zamontowana kamera jest częścią nową. Właściciel otrzymał jedynie zlecenie naprawy. Po historii z pierwszą wizytą w serwisie, obawa o rzetelność wykonanej naprawy była uzasadniona.
Autoryzowany serwis zapewnił naszą redakcję, że przy odbiorze pojazdu klient nie zgłaszał żadnych uwag, ale nie odniósł się do naszego pytania o brak dokumentacji odnośnie zastosowanej części. Dodatkowe zastrzeżenia pana Wojciecha dotyczyły utrzymania poziomu naładowania akumulatora.
„Podczas pobytu pojazdu w serwisie poziom naładowania akumulatora trakcyjnego jest monitorowany, a w razie potrzeby energia jest uzupełniana tak, aby nie spadł on poniżej wymaganego minimum” – zapewniło naszą redakcję ASO Kanclerz, jednak wydany na prośbę klienta wydruk z diagnostyki akumulatora trakcyjnego, na którym widnieje pozycja: „Stan zrównoważenia ogniw akumulatora trakcji: Stan nieprawidłowy” może świadczyć o tym, że pojazd przez długi okres nie był ładowany.
Postrzeganie marki przez klienta
Pan Wojciech w końcu odzyskał sprawny samochód i to właściwie tyle. Sprawa spowodowała, że marka i cały koncern straciły w jego oczach. Promowana przez producenta przedłużona ochrona pojazdu w obliczu problemu również nie spełniła oczekiwań klienta.
Stellantis nie przedłużył ochrony FlexCare o czas, w którym pojazd znajdował się w naprawie, ani nie zaproponował żadnej innej rekompensaty adekwatnej do czasu, jaki Opel Astra Sports Tourer spędził w ASO. Lokalny rzecznik konsumenta nadal zajmuje się sprawą domagając się zadośćuczynienia. Czekamy również na komentarz Opel Polska w tej sprawie.
„Kiedy człowiek patrzy na historię, w której jeden z największych koncernów motoryzacyjnych świata przez prawie trzy miesiące nie potrafi skalibrować kamery cofania we własnym samochodzie, to zaczyna trochę lepiej rozumieć, dlaczego klienci coraz śmielej rozglądają się za chińskimi alternatywami” – podsumowuje pan Wojciech.
Zobacz także:
- Test: Opel Frontera Hybrid 1.2 Turbo 145 KM zaskoczył jeszcze zanim ruszyliśmy z miejsca. Czy warto wybrać nowego SUV-a?
- Nowa wersja. Opel Astra „GSE Line” zadebiutuje na targach w Paryżu







