Jaki będzie nowy Fiat Panda? Na pewno elektryczny i… tylko elektryczny. Dla nowej linii małych samochodów do miasta Stellantis zrezygnuje ze strategii multienergetycznej. Powód jest prosty – ograniczenie kosztów.
15 tys. euro to cenowa granica, jaką koncern Stellantis wyznaczył dla swoich przyszłych samochodów elektrycznych. Osiągnięcie założenia nie będzie łatwe, ale jeśli firmie się to uda, będzie dysponowała wysoce konkurencyjnym produktem, który stawi czoła m.in. nowemu Renault Twingo, czy Dacii Spring. Kluczem do sukcesu ma być nowa platforma e-Car i nadchodzące modele: Fiat Panda i Citroën 2CV, które skorzystają z technologii.
Uzyskanie tak przystępnej ceny nie będzie możliwe bez wyrzeczeń. Dla segmentu A, Stellantis będzie musiał zrezygnować ze strategii multienergetycznej, czyli oferowania na jednej platformie samochodów z napędem spalinowym i elektrycznym. W gamie najmniejszych pojazdów klienci nie będą mieli wyboru a wszystko z powodu kosztów. Rozwój dedykowanej architektury wiązałby się po pierwsze z większymi nakładami a po drugie napotkałby ścianę regulacji związanych m.in. emisją spalin.
W opracowaniu nowej platformy mogłaby pomóc marka Leapmotor, z którą koncern zacieśnił współpracę z myślą o produkcji nowych modeli elektrycznych. Chińska firma ma już zresztą sposób na taniego elektryka, z powodzeniem sprzedając T03 w Europie.
Nowy Fiat Panda i Citroën 2CV mają być elektryczne, ekologiczne i produkowane w Europie. Stellantis powierzył zadanie fabryce Pomigliano d’Arco we Włoszech, w której produkowany jest aktualny model Panda/Pandina. Przyszłość modelu oferowanego z napędem spalinowym została zapewniona do 2030 roku, ale jeszcze w roku 2028 Stellantis z taśm montażowych zjadą nowe pojazdy na platformie e-Car.
Zobacz także:
- Stronniczy przegląd prasy: MOTOR nr 24/2026. Nowy Citroën 2CV
- Test: Nowy Fiat Grande Panda Hybrid 110: pomysłowy jak mało co (Zalety, wady, opinia)






