Niektóre samochody wpadają na chwilę i znikają bez śladu. A są też takie, które przez kilka dni stają się częścią codzienności – trochę jak współlokator. Taki właśnie był Fiat Grande Panda Hybrid, który przez tydzień „mieszkał” z nami – a właściwie na naszym redakcyjnym parkingu. I nie był to byle jaki gość. W końcu mówimy o zdobywcy tytułu „Car of the Year Polska 2026”.
Już na pierwszy rzut oka wiadomo, że to auto nie próbuje się nikomu przypodobać. Ono po prostu jest sobą. Pudełkowate nadwozie, jakby poskładane z klocków Lego, pełne detali i smaczków, sprawia, że trudno przejść obok niego obojętnie. Nasz egzemplarz był w dodatku jaskrawo żółty – taki, który nie tyle wyróżnia się w tłumie, co wręcz go ignoruje.
Detale? Można się w nich zagubić. Atrapa chłodnicy i światła z charakterem, logo Fiata na słupku C, które zmienia się w zależności od kąta patrzenia, tłoczenia „Panda” na drzwiach (prawdopodobny koszmar dla blacharzy i lakierników), relingi z nazwą modelu czy tylne lampy, które naprawdę wyglądają jak wyjęte z zestawu klocków. A wszystko to w aucie, które ma niecałe 4 metry długości, ale dzięki swojej wysokości wydaje się znacznie większe.
Oryginał bez kopiowania konkurencji
I to wrażenie nie znika po zajęciu miejsca w kabinie. Cztery osoby podróżują tu bez ścisku i bez marudzenia, nawet na dłuższych trasach. Wnętrze to zresztą osobna historia. Kierownica z „klockowym” środkiem, deska rozdzielcza nawiązująca do pierwszej generacji Pandy i cyfrowe wskaźniki, które nie próbują kopiować konkurencji. Do tego ekran multimediów z lekkim francuskim sznytem.
Najbardziej uśmiechnęliśmy się jednak na widok żółtej ramki biegnącej przez deskę rozdzielczą i tunel środkowy – inspirowany torem na dachu fabryki Lingotto. A w ramce? Miniaturowa Panda „jeżdżąca” po torze. Mała rzecz, a cieszy.
Są też bardziej przyziemne detale – schowek wyglądający jak wykonany z włókien bambusowych (choć to głównie tworzywo), tłoczenia FIAT na drzwiach czy wygodne przednie fotele, które spokojnie mogłyby trafić do auta o klasę wyżej. Tylna kanapa? Już bardziej klasyczna, ale nadal wygodna.
Wyposażenie? Z górnej półki
Podgrzewana przednia szyba, fotochromatyczne lusterko, automatyczna klimatyzacja z fizycznymi przyciskami (na szczęście!), a także automatyczna skrzynia biegów. Choć zdarza jej się szarpnąć przy redukcji, przez większość testu pracowała poprawnie. I tu ciekawostka: nawet w topowej wersji nie znajdziemy bezkluczykowego dostępu. Jest zatem kluczyk i jest stacyjka. Trochę nostalgii w nowoczesnym wydaniu. Bagażnik również pozytywnie zaskakuje – 412 litrów to wynik, którego nie powstydziłyby się większe auta.
Pod maską testowego Fiata Grande Pandy pracuje silnik benzynowy 1.2 wspierany przez układ hybrydowy. Maksymalnie generuje 110 KM mocy przy charakterystycznym brzmienie trzycylindrowego silnika. Układ opiera się na zmodyfikowanej jednostce PureTech, więc nie da się ukryć – potrafi być głośna. Nie każdemu przypadnie do gustu specyficzne „terkotanie” silnika.
Jak spisuje się zawieszenie? Fiat Grande Panda jak na niewielki samochód przystało ma twardą charakterystykę, ale nie jest całkowitym zaprzeczeniem komfortu. Układ kierowniczy i hamulce są po prostu poprawne.
Ile pali Fiat Grande Panda Hybrid 110?
W mieście zużycie paliwa wyniosło 6,1 l/100 km (czyli trochę więcej, niż moglibyśmy się spodziewać po hybrydzie. Najniższy wynik 4,3 l/100 km udało nam się uzyskać na drodze powiatowej. Grande Panda pokona bez tankowania do 650 km, co na tle innych modeli w segmencie wypada całkiem przyzwoicie.
Co ciekawe, w podstawowych wersjach, czyli bez hybrydy i z manualną skrzynią biegów, Panda może rywalizować z samochodami z Chin – cenowo rzecz jasna… I to jest argument, który dla wielu może okazać się decydujący.
A na koniec kilka słów o lokalizacji. Warszawskie Bielany to jedna z tych dzielnic, które lubimy najbardziej. Postanowiliśmy więc dodać jej trochę koloru przy pomocy „dużej” Pandy. Bo taka klasyczna biało-czarna jest już mocno przereklamowana.





Zobacz inne nasze testy:
- Test: Dacia Duster Eco-G 120 Journey – SUV przyjazny nie tylko kosztowo
- Test: Alpine A390 sportowy „nie-SUV”, który stawi czoła BMW i Porsche

























































